White Zombie – amerykański zespół muzyczny wykonujący post thrash / heavy metal z wpływami industrialu. Powstał w 1985 roku w Haverhill w stanie Massachusetts w USA z inicjatywy Roba Zombie. Grupę rozwiązano w 1998 roku.
Rob Zombie kontynuuje działalność muzyczną samodzielnie, Ivan DePrume jest natomiast właścicielem "Burning Sound Studios", w Los Angeles w stanie Kalifornia.
Nazwa grupy została zaczerpnięta z filmu pt. "White Zombie" z Belą Lugosim z 1932 roku.
Astro-Creep: 2000
Wykonawca:
White Zombie
Firma fonograficzna:
Universal Music Group , 1995
Nr katalogowy:
[zasłonięte]42480
1. Electric Head: The Agony (Pt. 1)
2. Super-Charger Heaven
3. Real Solution #9
4. Creature Of The Wheel
5. Electric Head: The Ecstasy (Pt. 2)
6. Grease Paint And Monkey Brains
7. I, Zombie
8. More Human Than Human
9. El Phantasmo And The Chicken-Run Blast-O-Rama
10. Blur The Technicolor
11. Blood, Milk And Sky
Rockowa ścieżka dźwiękowa do horroru klasy B
Jakby było mało, że na okładce widnieje jakaś niezbyt przyjaźnie wyglądająca ekipa, to jeszcze do tego ta dziwna, absurdalna nazwa. White Zombie. Cóż takiego może skrywać w taki sposób opakowana płyta? Ano kryje najlepszy album jednego z najbardziej oryginalnych, ciężko grających rockowych zespołów lat 90-tych. Najlepszy i jak się miało wkrótce okazać również ostatni. "Astro-Creep: 2000" to łabędzi śpiew zespołu, który na jednej płycie potrafił dać ujście tylu interesującym i niekonwencjonalnym pomysłom, że wystarczyłoby, żeby obdzielić jeszcze kilka innych albumów. Jakie składniki wymieszał w swoim kociołku zespół? Ciężar i cięte riffy rodem z thrash metalu, podgrzewane do wrzenia za pomocą nowoczesnego brzmienia przypominającego poczynania zespołów z kręgu rocka industrialnego. Także rytmika stosowana przez zespół nierzadko kieruje skojarzenia ku scenie industrialnej. Frontman dwoi się i troi, aby jego wokale nie były nudne; skanduje, melorecytuje, przeciąga dźwięki, czasami krzyknie. Integralną częścią tego konglomeratu dźwięków jest ponadto niezliczona ilość sampli, powyciąganych ze starych filmów grozy, seriali policyjnych i programów telewizyjnych. Każdy z nich ma swoje dokładnie określone miejsce, przypadkowość to chyba ostatnia rzecz, jaka może pojawić się w tej muzyce. Mówiąc inaczej, ta misterna układanka trafiła w ręce bardzo zdolnego projektanta, który nie zapomniał także o tym, żeby przyprawić całość odpowiednią dozą przebojowości. Sam jeden "More Human Than Human" z racji swojej nośności niejednokrotnie był wykorzystywany w filmach, a przecież są też tutaj takie rewelacyjne "hity" jak "Electric Head Pt.1" czy "Super-charger Heaven". Inną twarz zespół pokazuje chociażby w ostatnim na płycie "Blood, Milk and Sky", w którym robi się dość podniośle i tajemniczo, a dzięki melodyjnym zaśpiewom momentami także dość... ładnie. Istnieje jeszcze jeden, wyżej już zakomunikowany aspekt, który określał unikalny styl, a zarazem wizerunek zespołu. Fascynacja horrorami klasy B, amerykańskimi komiksami i twórczością takich wykonawców jak Alice Cooper i Kiss miała wpływ zarówno na nieco demoniczny image zespołu, jak i atmosferę nagrań. White Zombie czerpie garściami z popkulturowego śmietnika i inteligentnie żonglując znalezionymi na nim motywami, straszy słuchacza i jednocześnie puszcza do niego oko. Ta płyta to przejaw twórczego postmodernizmu, czerpiącego z różnych źródeł, w którym na szczęście muzyka ciągle jest na pierwszym planie.