Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich użycie. OK Polityka Prywatności Zaakceptuj i zamknij X

WĘGIEL Z TITANICA I ŁUSKA SPOD ISANDLWANA-UNIKATY!

05-09-2014, 14:07
Aukcja w czasie sprawdzania była zakończona.
Aktualna cena: 31 zł     
Użytkownik diatryma7
numer aukcji: 4559408944
Miejscowość Tomaszow Mazowiecki
Licytowało: 2    Wyświetleń: 31   
Koniec: 05-09-2014, 13:48
info Niektóre dane mogą być zasłonięte. Żeby je odsłonić przepisz token po prawej stronie. captcha

UWAGA !!!

TE ARTEFAKTY WYSTAWIŁEM TAKŻE W KATEGORII MINERAŁY,W CHWILI PIERWSZEJ OFERTY DRUGA AUKCJA ZOSTANIE ANULOWANA.


 WSZYSTKIE WYSTAWIANE PRZEZE MNIE OKAZY POCHODZĄ Z LEGALNYCH ŹRÓDEŁ I GWARANTUJĘ ICH AUTENTYCZNOŚĆ.


ZWYCIĘZCA AUKCJI OTRZYMA ODE MNIE POCZTĄ ELEKTRONICZNĄ KARTY KATALOGOWE ZAKUPIONYCH OKAZÓW NAPISANE W PROGRAMIE WORD Z PEŁNYM OPISEM I ZDJĘCIAMI.

JEŚLI Z JAKIEGOŚ POWODU BYLIBY PAŃSTWO NIEZADOWOLENI Z TRANSAKCJI, PRZED WYSTAWIENIEM NIEPRZYCHYLNEGO KOMENTARZA, PROSZĘ O KONTAKT:

e-mail: [zasłonięte]@o2.pl

tel: 504 [zasłonięte] 717

WITAM PAŃSTWA SERDECZNIE!

MAM DO ZAOFEROWANIA DWA HISTORYCZNE ARTEFAKTY Z DOKUMENTAMI POTWIERDZAJĄCYMI ICH AUTENTYCZNOŚĆ:

Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE

WĘGIEL  Z  ŁADOWNI  TITANICA

DATA  WYDOBYCIA  – 1994 r

WYMIARY – 19 x 10 x 9 mm

WAGA – 1,17 g

Zbudowany pod koniec 1910, zwodowany 31 maja 1911 roku Titanic wyruszył w swój dziewiczy rejs 10 kwietnia 1912 roku.  W chwili wodowania był to największy parowy statek pasażerski na świecie. Głównym projektantem był wieloletni pracownik stoczni Harland & Wolff – Thomas A. Andrews. Sylwetka statku odznaczała się czterema lekko pochylonymi kominami, z których ostatni był atrapą. Titanic podzielony był na 10 pokładów i 16 przedziałów wodoszczelnych, automatycznie zamykanych, które w wypadku zderzenia pozwalały mu utrzymać się na wodzie przy czterech zalanych przedziałach. Pasażerowie klasy pierwszej poza wieloma salonami i kawiarniami mieli do dyspozycji także łaźnię turecką, pływalnię, siłownię, fryzjera oraz ciemnię fotograficzną. Na statku znajdowały się 4 windy. Statek wyposażony był w 20  szalup ratunkowych (w tym 16 osadzonych na żurawikach i 4 składane). Załoga liczyła 892 osoby. Kapitanem mianowanym przez kompanię White Star Line został Edward John Smith – wieloletni pracownik tego armatora. Rejs Titanikiem miał być dla niego ostatni przed przejściem na emeryturę. Na pokładzie był także dyrektor linii Joseph Bruce Ismay. 10 kwietnia 1912 roku Titanic wypłynął z Southampton i wziął kurs na Cherbourg we Francji, skąd zabrał na pokład około 150 pasażerów z mniejszego statku Nomadica. Po godzinie 20:00 skierował się na ostatni przystanek w Europie – irlandzkie Queenstown. Na pełne morze wypłynął rano, wysadzając pasażerów, którzy wykupili bilet jedynie na tę część rejsu. 11 kwietnia 1912 roku wypłynął w kierunku Nowego Jorku – celu jego dziewiczego rejsu.  14 kwietnia 1912 o 13:45 statek SS America przesłał Titanicowi depeszę z ostrzeżeniem o polu lodowym na kursie. O godzinie 23:40 marynarze z bocianiego gniazda – Frederick Fleet i Reginald Lee – zauważyli na wprost statku górę lodową. Pierwszy z nich natychmiast zadzwonił trzy razy gongiem .  W tym momencie góra lodowa była lepiej widoczna z poziomu mostka kapitańskiego. Pierwszy oficer, William Murdoch – chcąc uniknąć zderzenia – wydał sternikowi Robertowi Hichensowi rozkaz: "Prawo na burt". Pomimo wysiłku załogi, otarła się ona o prawą burtę statku, powodując serię niewielkich rozszczelnień wzdłuż kadłuba.  Zbyt duże zanurzenie/przechył spowodowało, że woda zaczynała się przelewać nad sięgającymi pokładu E grodziami wodoszczelnymi. Konstruktor statku – Thomas Andrews stwierdził jednoznacznie, że statek zatonie w ciągu około półtorej godziny. Nawoływanie o pomoc sygnałem SOS rozpoczęto po przeszło trzydziestu minutach od uderzenia w górę lodową. Dopiero czterdzieści pięć minut od zderzenia rozkazano przygotować szalupy i umieszczać w nich kobiety i dzieci. 15 minut później została wystrzelona pierwsza biała rakieta. Oficerowie tonącego statku widzieli na horyzoncie inny, średniej wielkości statek, który nie reagował na sygnały świetlne dawane przez oficera Boxhalla być może dlatego, że rakiety były białe – rakiety ostrzegawcze mają kolor czerwony – więc załoga statku mogła pomyśleć, iż jest to jedna z atrakcji pasażerów Titanica. Ów statek to Californian; jego kapitanem był Stanley Lord. Szesnaście zawieszonych na żurawikach szalup wraz z szalupami składanymi i tratwami mogło pomieścić co najwyżej 1170 osób. Pierwszą szalupą opuszczoną na wodę 45 minut po północy była ta z numerem 7. Na rozkaz kapitana orkiestra zaczęła grać – miało to zapobiec panice. Między godziną pierwszą a drugą w nocy dziób zanurzony był całkowicie w wodzie. Jednocześnie powoli wynurzyły się z wody trzy ogromne śruby okrętowe. Przez cały czas radiooperatorzy Jack Phillips i Harold Bride wysyłali w eter wezwanie o pomoc. Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi Titanic nie był pierwszym statkiem, na którym użyto sygnału SOS. Statkiem, który był najbliżej i odpowiedział na wezwanie, była należąca do linii Cunard  Carpathia, która do Titanica miała 58 mil morskich. Około 2:10 woda sięgnęła przedniej części pokładu spacerowego. Statek ciągle nabierał wody. O godzinie drugiej w nocy stercząca już niemal pionowo rufa, ważąca około 30 000 ton, odłamała się od przedniej części i opadła na powierzchnię oceanu. Dziobowa część statku, która nabrała wody podczas tonięcia, natychmiast poszła na dno. Przed zatonięciem pociągnęła ze sobą rufę, ponownie wznosząc ją do pozycji pionowej. Zniknęła ona pod wodą o godzinie 2:20, 15 kwietnia 1912 r. Wrak statku osiadł na dnie Atlantyku, na głębokości ok. 4000 m. Rozbitków, którzy uratowali się w szalupach, wzięła na pokład Carpathia, która dopłynęła na miejsce katastrofy o godzinie 4:00 nad ranem. Spośród 2208 pasażerów i załogi Titanica zginęły 1504 osoby. Przeżyły katastrofę tylko 704. Zginął także kapitan Smith oraz wszyscy członkowie orkiestry. Przeżył katastrofę dyrektor linii Joseph Bruce Ismay, który niepostrzeżenie wsiadł do szalupy i został powszechnie potępiony za ucieczkę ze statku. Do końca swych dni nie mógł słuchać o katastrofie i wyrzucał z domu każdego, kto ważył się wypowiedzieć słowo "Titanic". Przyczyn tak dużych strat w ludziach było wiele: od zbyt małej liczby łodzi ratunkowych, poprzez przestarzałe przepisy o wymogach oddzielenia pasażerów klasy trzeciej od reszty, skończywszy na nadmiernej prędkości statku w feralną noc. Wrak Titanica odnaleziono 1 września 1985 na głębokości 3800 m. Ekspedycja na czele z Robertem Ballardem poświęciła wiele czasu na badanie dna morskiego w celu zlokalizowania wraku. O godzinie 0:45, 1 września 1985, badacze zobaczyli przed sobą fragment jednego kotła parowego. Po raz pierwszy wnętrze zatopionego statku zbadano w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku – zdalnie sterowane roboty zrobiły zdjęcia, z których wynikało, że wystrój wnętrz zachował się w niemal nienaruszonym stanie. W 1987 r. francusko-amerykańska ekspedycja zaczęła operację ratowania wraku Titanica, wydobywając z niego ok. 1800 przedmiotów, które zostały przewiezione do Francji. W latach 1[zasłonięte]987-20 wydobyto z wraku ponad 5500 przedmiotów i części wyposażenia, używając w tym celu m.in. zdalnie sterowanych urządzeń mechanicznych. W 1994 r. RMS Titanic Inc. uzyskało wyrokiem amerykańskiego sądu prawa własności i komercyjnej eksploatacji wraku. Wydobyto wtedy między innymi bryły węgla z ładowni. Ostatnią osobą pamiętającą katastrofę Titanica była Lillian Gertrude Asplund – Amerykanka, która w chwili tragedii miała 5 lat, zmarła 6 maja 2006 roku. Dwie inne osoby, podróżujące "Titanikiem", żyły dłużej niż Lillian Asplund, ale w momencie katastrofy były zbyt małe, by cokolwiek pamiętać. Barbara West (zmarła 16 października 2007) miała wtedy rok i dwa miesiące, a Millvina Dean (zmarła 31 maja 2009, ostatnia osoba obecna na Titanicu w chwili katastrofy) – zaledwie 2 miesiące.

ROZERWANA PO WYSTRZALE ŁUSKA POCISKU Z KARABINU HENRY MARTINI, KALIBER 577/450 MM, POCHODZĄCA Z POLA BITWY POD ISANDLWANA. DO BITWY DOSZŁO W 1879 ROKU, STARŁO SIĘ W NIEJ 1300 ŻOŁNIERZY BRYTYJSKICH I 15000 ZULUSÓW.

Bitwa pod Isandlwana – starcie zbrojne, które miało miejsce 22 stycznia 1879 roku pomiędzy oddziałem brytyjskim, a armią Zulusów. Była to największa bitwa podczas wojny Brytyjczyków z Zulusami (1879). 15 000 Zulusów pokonało liczący ponad 1 300 ludzi oddział brytyjski, który został niemal całkowicie zniszczony. Opierając się na imperialistycznym schemacie, z powodzeniem zastosowanym przez lorda Carnarvona w Kanadzie, rząd brytyjski zamierzał zrealizować podobny plan w Afryce Południowej. W tym celu w roku 1874 do Capetown wysłany został w charakterze wysokiego komisarza sir Henry Bartle Frere. Główną przeszkodą na drodze wykonania tego planu było istnienie niepodległego Królestwa Zulusów. Do roku 1877 stosunki pomiędzy królestwem Zulusów a Wielką Brytanią układały się poprawnie. Dopiero po podbiciu Republiki Południowoafrykańskiej (kiedy zabrakło wspólnego wroga) Brytyjczycy zaczęli myśleć o podboju Zululandu. Pretekstem okazały się tzw. „naruszenia granic”, jakich mieli dopuścić się Zulusi. Sir Bartle Frere, z własnej inicjatywy i bez wiedzy rządu w Londynie, w październiku 1878 roku wystosował list-ultimatum do króla Zulusów Cetshwayo, w którym domagał się wydania winnych przekroczenia granicy celem osądzenia ich i ukarania w Natalu, zapłacenia ogromnej grzywny w setkach sztuk bydła i rozpuszczenia armii. Zrozumiałe, że ultimatum pozostało bez odpowiedzi. W tej sytuacji w styczniu 1879 roku brytyjski generał Frederic Augustus Thesiger, 2. baron Chelmsford wyruszył na czele 5 000 regularnych wojsk oraz 8 000 sił posiłkowych z Pietermaritzburga w Natalu i skierował się do kraju Zulusów. Brytyjczycy podzieleni byli na trzy kolumny, z których środkową Chelmsford dowodził osobiście. Po przekroczeniu granicznej rzeki Buffalo oddział Chelmsforda rozbił obóz u stóp wybitnego wzgórza Isandlwana. Naprzeciwko Brytyjczyków kroczyła – skutecznie kryjąc się w załamaniach gruntu – 24-tysięczna armia Zulusów, z czego Brytyjczycy nie zdawali sobie sprawy. 18 stycznia około 4 000 wojowników zostało wysłanych z zadaniem zaatakowania kolumny pierwszej Pearsona w pobliżu Eshowe. Pozostałych 15 000 Zulusów rozłożyło się obozem w miejscu zwanym isiPhezi ikhanda. Te siły główne przemieściły się pod górę Babanango, następnie obozowały u stóp góry Siphezi, by w końcu, 21 stycznia, wkroczyć do Doliny Ngwebeni, skąd Ntshigwayoka Mahole zamierzał zaatakować Brytyjczyków 23 stycznia. Pod jego dowództwem armia zuluska poruszała się łatwo i szybko. Maszerowała w dwóch kolumnach w zasięgu wzroku (ale w odległości kilku kilometrów), by uniknąć niespodziewanego uderzenia. Kolumny te poprzedzały siły osłony złożone z konnych zwiadowców. Zuluska armia zdołała pokonać ponad 80 km w pięć dni, podczas gdy Chelmsfordowi przebycie 16 km zajęło aż dziesięć dni. Brytyjczycy posiadali zbyt małe siły kawalerii, aby podjąć jakąś większą akcję przeciwko Zulusom. Chelmsford obawiał się także wykorzystywania tubylców do zadań wywiadowczych, gdyż im nie ufał. Jako, że Isandlwana miała być krótkim przystankiem na drodze do stolicy Zulusów Ulundi, Brytyjczycy nie podjęli większych starań w celu umocnienia obozu. Nie ustawiono nawet obronnego łańcucha z wozów[9]. Jednak rzeczywistą przyczyną zaniedbania środków ostrożności było zlekceważenie przez dowództwo brytyjskie przeciwnika. Doświadczenie, nabyte podczas licznych walk z tubylcami w Afryce mówiło, że wielka siła ognia relatywnie niewielkiego oddziału europejskich żołnierzy uzbrojonych w nowoczesną broń strzelecką i artylerię, a wspieranych przez miejscowych sprzymierzeńców, pozwoli pokonać każdego tubylczego przeciwnika, którego niekarna, źle uzbrojona armia może wprawdzie bohatersko bić się, ale ostatecznie ulegnie. Chelmsford był przekonany, że 4-tysięczne siły, w tym tysiąc Brytyjczyków uzbrojonych w nowoczesne karabiny Martini Henry i artylerię, dysponują wystarczającą siłą ognia by odeprzeć każdy atak Zulusów z ich dzidami, tarczami z krowiej skóry i kilkoma antycznymi muszkietami Brown Bess. Chelmsford nie obawiał się więc o bezpieczeństwo obozu. Myślał przede wszystkim o tym skąd wziąć odpowiednią liczbę wozów i wołów potrzebnych do dalszego prowadzenia kampanii. Założywszy obóz pod Isandlwana, Chelmsford posłał dwa bataliony z Natal Native Contingent na zwiady. Stoczyły one21 stycznia potyczkę z elementami sił zuluskich, które według Chelmsforda były awangardą nieprzyjacielskiej armii. Był tak pewny wyszkolenia i siły ognia swoich żołnierzy, że nie zawahał się podzielić swych sił, zabierając dwa bataliony (około 2500 ludzi, w tym połowę całego kontyngentu brytyjskiej piechoty) i ruszył na poszukiwanie armii przeciwnika, by zmusić go do przyjęcia bitwy i pokonać. Nie przyszło mu na myśl, że Zulusi, jakich napotkano, właśnie odciągają go od głównych sił. W obozie Chelmsford zostawił pięć kompanii 1. batalionu, liczących po 70–80 żołnierzy, a także silniejszą kompanię 2. batalionu (150 ludzi) 24 Regimentu Piechoty. Ponadto było tam około 500 ludzi z Natal Native Contingent i około 200 uzbrojonych, konnych ochotników z Natalu. „Artylerię” stanowiły dwa działa 7-funtowe z 70-osobową obsługą i bateria rakiet Hale'a. W sumie obozu miało bronić nieco ponad 1300 ludzi i dwa niewielkie działka. Dowódcą obozu został brevet podpułkownik Henry Pulleine, który nie przewidywał, jak wielkie niebezpieczeństwo grozi Brytyjczykom ze strony nadciągających wojowników. Pulleine był administratorem bez doświadczenia w dowodzeniu w polu. Niemniej jednak dowodził znacznymi siłami, zwłaszcza sześcioma, złożonymi z weteranów zaprawionych w bojach w koloniach, kompaniami regularnej piechoty. O godz. 7.00 patrole konne, operujące 11 km od obozu, poinformowały o dostrzeżeniu formacji Zulusów liczącej około 4 000 wojowników. Dalsze doniesienia, napływające do Pulleine'a we wczesnych godzinach rannych, informowały o kolejnych manewrach Zulusów. Oficerowie zastanawiali się jakie są zamiary przeciwnika: pójdzie tropami formacji Chelmsforda, czy zaatakuje obóz? Około godz. 10.30 przybył z Rorke's Drift pułkownik Anthony Durnford, prowadząc pięć szwadronów Natal Native Horse i wspomnianą baterię wyrzutni rakiet. W tym momencie pojawiła się kwestia dowodzenia, ponieważ Durnford był starszy stopniem i zgodnie z tradycją powinien zostać dowódcą. Durnford nie uczynił jednak nic by pozbawić Pulleine'a stanowiska i zaraz po lunchu oznajmił, że przejmuje inicjatywę i rusza przeciwko siłom zuluskim, które − jego i Pulleine'a zdaniem − zamierzają uderzyć na tyły Chelmsforda. Durnford chciał dostać jedną z kompanii 24 Regimentu, ale Pulleine odmówił powołując się na rozkaz obrony obozu. Rankiem 22 stycznia, w momencie rozpoczęcia bitwy, Chelmsford znajdował się zbyt daleko, aby móc przyjść z pomocą Pulleine'owi. Odgłosy strzałów głównodowodzący mylnie zinterpretował jako ćwiczenia strzelnicze. W ten sposób 1300 Brytyjczyków miało przeciwko sobie ponad dziesięciokrotnie liczniejsze siły zuluskie. Dodatkowo pomiędzy Durnfordem a Pulleinem doszło do sporu o strukturę dowodzenia. Mimo że Durnford przewyższał stopniem Pulleine, nie miał jednak kompetencji aby przejąć dowództwo w obozie. Na czele swojego oddziału zdecydował się na pościg za małymi grupkami Zulusów. W momencie ataku armii zuluskiej na obóz Durnford znajdował się około 2 km. poza obozem. Pulleine pozostał w obozie bez doświadczonego oficera. Na dodatek, nie spodziewając się ataku, zaniedbał całkowicie wzmocnienia pozycji obronnych. Brytyjczycy stanęli w liczącej około 2 km linii, przygotowując się do odparcia uderzenia armii Zulusów. Oddziały regularne przez jakiś czas odpierały atakujących przy użyciu broni palnej. Słabo uzbrojone oddziały pomocnicze uciekły jednak z pola walki. Po wyczerpaniu się amunicji Brytyjczycy wycofali się w kierunku obozu, zostali jednak zaatakowani z flanki przez przeciwnika. Zulusi, używając oszczepów całkowicie roznieśli oddział brytyjski, który nie był w stanie przedrzeć się w walce na bagnety. Po odniesionym zwycięstwie, Zulusi przystąpili do plądrowania obozu. Najcenniejszym łupem było ponad tysiąc karabinów Martini-Henry i 250 tysięcy sztuk amunicji do nich. Zdobyte zostały także dwa działa oraz bateria rakiet. Zulusi nie potrafili jednak obsługiwać tej broni, więc był to łup bardziej prestiżowy, niż praktyczny. Każdy wojownik starał się przebić swoją włócznią ciała poległych żołnierzy, aby w ten sposób zadośćuczynić tradycji "obmycia włóczni krwią". Zulusi sprofanowali także ciała przeciwników, gdyż zgodnie z ich wierzeniami, w ciele pokonanego wroga jest uwięziona dusza, którą trzeba uwolnić przez rozcięcie podbrzusza, co przez społeczeństwo angielskie było uważane za barbarzyństwo. Po powrocie koło zmierzchu, Chelmsford zastał już tylko pobojowisko pełne trupów. Padło ponad 1300 Anglików i ich sprzymierzeńców i około 2 000 Zulusów. W czasie bitwy pod Isandlwana widoczne było stosunkowo głębokie zaćmienie Słońca, ale w ogniu walki mało kto to zauważył. Winę za klęskę Dunforda ponosi Chelmsford, który pomimo rozkazu pozostania w obozie, podjął pościg za Zulusami. Wynik bitwy oraz kolejne starcie koło stacji Rorke's Drift ponownie zwróciło uwagę Brytyjczyków na ten region. Rząd brytyjski, który wcześniej niedostatecznie wspierał swoje wojska w Natalu, tym razem wysłał do Afryki Południowej nowe siły. Porażka spowodowała rekonstrukcję sił angielskich. Do Afryki został wysłany generał Garnet Joseph Wolseley, który miał zastąpić Chelmsforda. Dnia 4 lipca Chelmsford pobił jednak ostatecznie Zulusów w bitwie pod Ulundi w ostatnim starciu tej wojny.

POZDRAWIAM I ŻYCZĘ OWOCNEJ LICYTACJI.