Po syntetycznie brzmiących 5150 i OU812 przyszedł czas na powrót do rockowo - metalowej potęgi dźwięku na płycie powszechnie określanej jako F.U.C.K.. Oczywiście z zachowaniem wyjątkowo chwytliwej melodyki: posłuchajmy choćby Judgement Day - motoryczne heavymetalowe riffowanie, ostry jak brzytwa śpiew Hagara, a w refrenie - a jakże - wtórujące wokaliście cukierkowe chórki. Ale słucha się tego jakże wybornie. Można powiedzieć - na tym polega siła ówczesnego Van Halen - połączenie mocnego, gitarowego brzmienia i wpadającej w ucho przebojowości. Efektownie grających, ultraszybkich, doskonałych technicznie gitarowych mistrzów w tamtym czasie było wielu. Van Halen pozostawali jednak na topie, broniąc się nie tylko kunsztem, ale także dobrymi kompozycjami.
Są na płycie bardzo luźne i bardzo gitarowe kawałki jak Spanked, Runaround czy The Dream Is Over. Jest też Right Now!, w którym Van Halen powraca do klawiszowej estetyki. Trzeba jednak przyznać, że to bardzo wysmakowany przebój, nie ustępujący tym z 5150. Niesamowicie chwytliwy, ale i naładowany niezwykłą energią jest Man on a Mission ze świetnym świdrującym riffem jako motywem przewodnim.
Trzeba też wspomnieć o otwieraczu - Poundcake to jeden z najbardziej rozpoznawalnych hitów zespołu, zaczynający się od efekciarskiego motywu z wiertarką. W pamięć zapada też dokonały, galopujący Pleasure Dome z rozklekotaną perkusją, fajnie pulsującymi partiami gitary i unoszącym się ponad wszystko śpiewem Hagara. Są też pełne ognia, soczyste i przebojowe utwory jak In'N'Out czy Top Of the World. Zawartość płyty uzupełnia spokojny, instrumentalny 316 poświęcony urodzonemu w tym czasie synowi Eddiego - Wolfgangowi.
Słowem - naprawdę udana płyta, jedno z czołowych dokonań zespołu.