|
Autor: Michel Desmurget
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 380
Format: 135x205mm
Okładka: miękka
|
Wyniki badań przeprowadzanych na całym świecie nie pozostawiają wątpliwości: oglądanie telewizji przynosi dzieciom dużo więcej szkód niż korzyści. Naukowcy biją na alarm, aby ograniczyć telewizyjną konsumpcję do minimum. W swojej książce Michel Desmurget przedstawia mniej znane oblicze telewizji, która przejęła na siebie "wychowywanie" naszych dzieci i zrobiła to za naszym cichym przyzwoleniem...
To nie jest łatwa lektura, z dziesiątkami przypisów i odsyłań do tekstów źródłowych, badań. Jednak niewątpliwie warto się przez nią "przegryźć", choć pewnie niejeden samokrytyczny rodzic przeżyje w związku z tym chwile grozy i napad wyrzutów sumienia. Ale nigdy nie jest za późno, na częściową choćby, zmianę obyczajów.
Każdy z nas na pewnym etapie życia czuje ulgę, kiedy dziecko zatopione w świecie Boba Budowniczego czy Arielle. daje nam choćby chwilę wytchnienia. Wpadamy wtedy pod prysznic, odbywamy zaległe rozmowy telefoniczne, czy staramy się choć raz spokojnie zjeść kolację, błogosławiąc przy tym wynalazcę telewizji. Film animowany dostosowany do wieku dziecka nie jest specjalnym zagrożeniem. Ale kiedy z jednej bajki robi się dziesięć, pół godziny zamienia się w pół dnia, a maluchy oglądają programy nie zważając na ograniczenia wiekowe, wtedy rozpoczyna się prawdziwe: TELEOGŁUPIANIE...A jakie są jego konsekwencje? Obniżenie ilorazu inteligencji, zaburzenia uwagi, ograniczony rozwój mowy, otyłość, agresja. "Telemaniak" ma ograniczoną wyobraźnię, a tym samym kreatywność, czytanie staje się dla niego czynnością tak częstą jak wycieczki na inne planety i nic w tym dziwnego; większość słów. nawet najprostszej opowiastki, pozostaje całkowicie niezrozumiała.
Edukacyjna wartość telewizji jawi się jako utopia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że audycje w zamierzeniu "edukacyjne", są przygotowywane z myślą o tym, żeby jak najdłużej utrzymać telewidza przed odbiornikiem, a nie w sensowny sposób stymulować jego umysł. Reklamy (nawet "dorosłych" produktów) produkowane są z myślą o najmłodszych odbiorcach, z założeniem, że najmłodszy mózg jest najbardziej chłonny, a podświadomość wyłapuje wszystko, nawet gdy świadomie nie poświęcamy czemuś uwagi. W ten sposób dziecko staje się biernie niewolnikiem Coca-Coli i "niezwykle zdrowych" i jeszcze bardziej kalorycznych batoników.
Nie musicie czytać tej pozycji, nie musicie nawet wierzyć tym informacjom, ale to nie zmienia faktu, że przyzwalając na obfitą konsumpcję mediów zabieramy naszym dzieciom bardzo ważną część ich dzieciństwa: czas na zabawę, która jest najważniejszym czynnikiem rozwoju, czas aktywnie spędzony z rodziną, czas na czytanie, rozmowy. Niestety "spokojny" czas spędzony przed telewizorem bardzo szybko odwraca się przeciwko nam, jako trudności w nauce, zaburzenia koncentracji i problemy wychowawcze.
Autor tej książki, jako neurobiolog, doskonale rozumie wpływ bodźców płynących z ekranu na młody umysł. Z wielka dozą goryczy przeciwstawia się "pseudoteoriom" o chwalebnej roli telewizji. Już badania naukowe prowadzone w latach 50-tych, a więc na początku ery telewizyjnej, dowodziły, że dzieci mające dostęp do telewizji rozwijały się wolniej niż ich pozbawieni telewizora rówieśnicy. 60 lat później "teleogłupianie" dotknęło już całe pokolenia i objawia się ciągłym spadkiem poziomu wiedzy, szczególnie jeśli chodzi o znajomość rodzinnego języka i podstawowych zasad gramatycznych.
Książkę tę przeczytałam z uwagą, choć nie bez trudności. Moim jedynym zastrzeżeniem jest zbyt zwarty druk i brak przejrzystości.
Dobra lektura, wymagająca otwartego umysłu i chwili refleksji.
Więcej wiadomości na ten temat na naszym blogu: http://www.czytusieczyta.pl/