Ocena użytkowników:
ThinkPady, podobnie jak notebooki Della, są laptopami, których konfigurację sprzętową można niemal dowolnie personalizować. Dobór parametrów konkretnego modelu świadczy wyłącznie o preferencjach kupującego, a nie o tym, na co producent zdecydował się skazać użytkownika wstawiając do sklepów konfigurację nie dla idiotów. Wybór ThinkPada zaczynamy od serii (Edge dla małych firm, L - standardowa wydajność, T - wyższa wydajność, X - mobilność oraz W - przenośne stacje robocze), przez przekątną matrycy determinującą rozmiar notebooka (do wyboru wszystko, co znajdziecie pomiędzy 11,6 a 17 cali), rozdzielczość ekranu, na procesorze i innych komponentach kończąc. Kolor też można wybrać, pod warunkiem że będzie czarny. Konfigurowalność parametrów jest niemal taka, jak w komputerze stacjonarnym, a mnogość opcji może przyprawić o zawrót głowy.
Opisywany egzemplarz to seria T (czyli większa wydajność) model 410 (14" matowa matryca LEDowa o rozdzielczości 1280x800.
Obudowa
Obudowa notebooka wygląda jak z lat 90-tych i nic dziwnego, bo jej wygląd od tych czasów niewiele się zmienił. Nie jest to więc opcja dla tych, którzy w Starbucksie chcą obok kawy położyć cienkiego i lśniącego Macbooka, a dla tych, którzy oczekują... własnie - czego? Mnie osobiście taka obudowa po prostu się podoba, chociaż wielkiego zrozumienia dla tej estetyki w otoczeniu nie znalazłem - siostra rozbroiła mnie pytaniem, czy to przypadkiem nie jakiś używany grat z Allegro. O gustach jednak się nie dyskutuje, trzeba więc posiłkować się innymi zaletami tej obudowy - powinna być wyjątkowo solidna, a lata drobnych poprawek z zakresu ergonomii powinny skutkować niemal perfekcyjną funkcjonalnością.
Rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana - z jednej strony, obudowa ekranu wykonana jest ze specjalnej, gumo podobnej substancji, która faktycznie jest bardzo przyjemna w dotyku, odporna na zarysowania i pewnie trzyma się ręki. Jej górna krawędź wyprofilowana jest niczym pazur i wyposażona w haczyki, które szczelnie domykają ją do korpusu. Zamysł takiej konstrukcji ma uniemożliwić dostanie się obcych przedmiotów między ekran a klawiaturę. Ekran otwierany bez potrzeby odblokowywania zaczepów jest jednak zdecydowanie bardziej wygodny, a przez lata używania takiego rozwiązania nic przypadkiem nie dostało mi się do środka. Zawiasy chodzą bardzo solidnie, szkoda tylko, że lewy z nich obija poświatę ekranu. Skąd? Nic nadzwyczajnego, to tylko panel świeci na boki przez kiepskie łączenia plastiku.
Klawiatura, touchpad
Klawiatura T410 jest wyjątkowo wygodna, dostęp do kluczowych przycisków bardzo przemyślany i nie zraził mnie nawet częsty zarzut podnoszony na forach - że skrajnym lewym dolnym przyciskiem nie jest Ctrl, a Fn. Dla tych, którzy nie chcą godzić się ze światem według Lenovo, producent przewidział fajną opcję w BIOSie zamieniającą funkcje przycisków Ctrl i Fn. Samych przycisków miejscami jednak nie zamienicie, bo maja niestety inny rozmiar.
Klawisze funkcyjne wybrano sensownie i użycie tylko niektórych wymaga obecności w systemie specjalnej aplikacji Lenovo. Podstawowe funkcje typu lampka, jasność ekranu, poziom głośności działają na czystym systemie. Irytujące wydaje się jedynie działanie przycisku zasilania - jest on w stanie komputer włączyć i obudzić, ale nie uśpić, przynajmniej nie w oczywisty sposób. W tym celu trzeba posłużyć się kombinacją Fn+Sleep, którą ciężko wywołać jedną ręką. Zanim powiecie, że głupi jestem, bo zachowanie przycisku Power konfiguruje się w panelu sterowania Windows, powiem że na pierwszy rzut oka się nie da. Nie działa, notebook kompletnie go ignoruje i jest w tym uparty niczym osioł. Dopiero gdy postanowimy być bardziej uparci od niego okaże się, że przycisk realizuje jednak swoją funkcję usypiania - trzeba tylko, co przecież oczywiste, przytrzymać go dłużej. Tylko nie zbyt długo, bo wtedy potraktuje komputer z buta i żegnajcie niezapisane dokumenty.
Można też przyczepić się do spacji, która jest wyraźnie głośniejsza od innych przycisków - niepotrzebnie słychać w pomieszczeniu, kiedy robimy przerwę między wyrazami. Świetne natomiast są przyciski do regulacji głośności oraz natychmiastowego wyciszania głośników i mikrofonu. Można się do nich bardzo szybko przyzwyczaić i będzie ich później brakować w innych notebookach, bo nie jest to rozwiązanie powszechne.
Temperatura i dźwięki
Notebook nie grzeje się przesadnie, jego temperatura nawet przy większym obciążeniu nie wywołuje dyskomfortu. Rąk ani kolan poparzonych więc nie mam, ale uszy za to więdną, jak wchodzi na wyższe obroty. Wiatrak pracuje praktycznie ciągle i kiedy atakuje temperaturę bardziej agresywnie, wydaje z siebie dość nieprzyjemny świst. Można temu zaradzić kupując dobre słuchawki - szkoda, że Lenovo nie postanowiło dodawać ich w komplecie. Fakt, może być dużo gorzej
Crapware, który można polubić
Znajomość z nowym sprzętem zaczynam od reinstalacji systemu. Poprawianie przez producentów sprzętu tego, co obsługuje sam Windows, to jakby UFO młotkiem w garażu naprawiać. Część oprogramowania dodatkowego jest oczywiście potrzebna - sterowniki czy obsługa czytnika linii papilarnych - ale są pewne granice, które nowy komputer z SQL Serverem zdecydowanie już przekracza. Przed reinstalacją rzuciłem jednak oko na dodatki Lenovo i przyjemnie zaskoczyło mnie narzędzie Lenovo System Update. Sprawdza konfigurację notebooka i proponuje listę wszystkiego, co według producenta może sie przydać - sterowniki, dodatki, zewnętrzne oprogramowanie, nawet łatki do Windows. Cały crapware, tylko z opcją przejrzenia co do czego i wybrania wyłącznie tego, co chcemy. Zainstalowalem więc Lenovo System Update po instalacji czystego systemu i chwilę poźniej miałem komplet wszystkiego, co uznałem za niezbedne - bez szukania, gdzie leżą sterowniki do konkretnych komponentów. Narzędzie nawet zaktualizowało BIOS, a zaproponowane sterowniki nie odbiegały znacznie od najnowszych wersji udostępnianych przez producentów, czym muszę przyznać zyskało sobie moją sympatię. Updater proponuje też łatki usuwające błędy w Windows, których normalnie sami nie uzyskalibyście od Micorosftu do czasu wyjścia kolejnego Service Packa - brawa dla Lenovo.
Lenovo Power Managera i tu kolejna niespodzianka - w trybie Advanced ma szereg opcji, których w samym Windowsie faktycznie nie znajdziemy. Pozwala sterować opcją ładowania urządzeń USB przy uśpionym notebooku, kontrolować sposób ładowania baterii (np. kiedy korzystamy głównie z zasilania, lepiej ładować ją do poziomu 96-98%, ale nigdy nie 100%, co skutkuje większą żywotnością baterii) lub zrobić użytek z funkcji Dynamic Brightness Control (ściemnianie ekranu podczas takich operacji, jak np. start systemu, logowanie czy wyłączanie).
Lenovo proponuje też narzędzie ThinkVantage Toolbox oferujące między innymi zaawansowaną diagnostykę systemu bazującą na oprogramowaniu PC-Doctor. Uruchamia się je intrygującym, niebieskim przyciskiem funkcyjnym i pozwala sprawdzić, czy nasz dysk podróżujący wraz z notebookiem w bagażniku nie zaliczył już przypadkiem o jednej dziury za dużo lub czy nowe kości RAM nie mają wad fabrycznych. W działanie innego dodatku, ThinkVantage Active Protection System - wyłączającego dysk w momencie wykrycia zbyt dużych wibracji lub przeciążeń - jakoś jednak specjalnie nie wierzę. Tego typu mechanizmy powinny być implementowane sprzętowo, a aplikacja to tylko złudny komfort psychiczny okupiony kilkoma megabajtami RAMu. Aha - niech tylko ktoś zasugeruje komentarzu, że trzeba było tego nie usuwać, to dysk by nie padł... przydzwonię, słowo daję.
Warto też wiedzieć, że platforma Intela, na której oparty został testowany model, wspiera vPro i Wireless Display. Zainteresowanych odsyłam do prezentacji Pawła Magotta, który opowiadał o tych technologiach podczas ostatniego HotZlotu.
Możecie spytać, dlaczego polecam ThinkPada?
Odpowiedź jest prosta - to powinien być świetny notebook " bardzo wytrzymały dla pracy biurowej oraz domowy twardziel, który przetrwa wiele lat.
POLECAM!