STRAŻNIK TESTAMENTU
Eric van Lustbader
wydawnictwo: świat książki
rok wydania : 2006
stron 445
Stan bardzo dobry, brak śladów użytkowania, twarda okładka!
"Podobnie jak Robert Ludlum, Lustbader świetnie czuje się w roli stwórcy skomplikowanej sieci intryg, przemocy i kłamstw. Jest mistrzem opowiadania!" Publishers Weekly
Van Lustbader nie jest, na szczęście, pseudohistorycznym mącicielem, nie wdaje się w żadne obrazoburcze rozważania, a cały niby-religijny aspekt sprawy dał mu tylko smakowity powód, by stworzyć doskonałą powieść awanturniczo-przygodową, obmyśloną tak, że przypadki Bonda i Indiany Jonesa wydają się nudnawymi bajeczkami dla grzecznych dzieci. Zwłaszcza, że starcia Bravo i Jordana oraz ich popleczników bywają okrutne i odbywają się na wszystkie możliwe sposoby: na pięści, szpady, noże, pistolety, a nawet strzały nasączone narkotykiem.
Fragment książki:
"To był wyjątkowo gorący i wilgotny czwarty lipca. Dexter Shaw skręcił za róg i nagle wrócił do czasów swojej młodości. Wspomnienie pełnych zdarzeń dni i niespokojnych nocy zapewne przywołał widok ponętnej młodej kobiety w bluzce bez rękawów albo nacpanego młodego mężczyzny siedzącego w upalnym cieniu budynku z białej cegły, sennego psa u jego boku, kawałka kartonu między jego gruzłowatymi, pokrytymi parchami kolanami, na którym napisano: „Proszę o pomoc. Straciłem wszystko".
Może to było jednak coś zupełnie innego. Gdy patrzył na tłum przelewający się przez park Union Sąuare, czuł się jak pływak, odległy od zaludnionego brzegu, prowadzony przez tylko dla niego dostrzegane wiatry i prądy morskie. Im bliżej się znajdował tej ludzkiej ciżby, tym silniej odczuwał swoją odrębność. Tajemnice, których byt powiernikiem, czyniły go samotnym nawet w wiecznie spieszącym się tłumie. To prawda, im więcej sekretów, tym głębsza izolacja. Szepty zakochanych, pogaduszki przyjaciół, rozmowy biznesmenów przez komórkę, wszystko to było dla niego egzotyczne, tak bardzo odległe od jego życia. Żył co prawda w tym tumulcie od dziesięcioleci, ale dzisiaj strach, jak ostrze noża przytknięte do skóry, zwiastował niebezpieczeństwo.
Zwrócił uwagę na idącego w jego kierunku wysokiego, wychudzonego mężczyznę z rozczochraną brodą zasłaniającą większość twarzy.
Jam jest żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani - krzyczał wprost do Shawa, cytując Apokalipsę. Jego głęboko osadzone oczy świdrowały, zmuszając do uwagi. - Napisz więc to, co widziałeś, i to, co jest, i to, co potem musi się stać.
Shaw odszedł, ale głos, przenikliwy i twardy jak beton, podążał za nim. ..."
|
|
|
|