Edukacja seksualna stanowi najnowszy i najgorszy przykład tego naukowego zabobonu. Już sam termin edukacja seksualna jest bezsensowny. Przede wszystkim nauczanie w szkole, tj. przekazywanie informacji mylone jest z edukacją i wychowaniem. Po drugie, seks nie jest przedmiotem nauczania czy uczenia się - wyjątkiem jest tu psychiatra i ginekolog. Staje się to oczywiste, gdy tylko uświadomimy sobie, jak niedorzeczne i absurdalne byłoby powiedzenie: "mam gorsze oceny z algebry, ale podciągnąłem się z seksu!" Niewątpliwie dla pewnych studentów szczęśliwie się składa, że edukacja seksualna uchodzi obecnie za taki sam przedmiot poważnych badań i nauczania jak chemia czy historia. Można przewidywać, że wielu zbuntowanych studentów, którzy chcieliby zniesienia stopni doktorskich, zmieni nagle swoje poglądy, jeżeli zostanie udostępniony program studiów doktoranckich z edukacji seksualnej. Słyszy się już nawet, jak panikarze mówią o wielkiej eksplozji szkół wyższych kształcących w tym zakresie. Jest tylko jeden sposób, aby rozwinąć w człowieku właściwą postawę wobec płciowości, mianowicie tajemnica płciowości musi być przekazywana i odsłaniana z największym szacunkiem i czcią - wyłącznie w dialogu dwu osób, ojca lub matki z dzieckiem. Pseudonaukowe nauczanie o sprawach związanych z płciowością w szkole, w neutralizującej i nasyconej jawnością atmosferze, jest absolutnie wykluczone!
Oprócz nacechowanego szacunkiem i czcią odsłaniania dziecku tej sfery w jej głębokiej tajemnicy rodzice są odpowiedzialni również za wychowanie seksualne w prawdziwym tego słowa znaczeniu: muszą chronić swoje dziecko przed wszelkim neutralizującym omawianiem spraw zawiązanych z płciowością; przed wszystkimi niezliczonymi zgubnymi i nieczystymi wpływami tej pornograficznej epoki, w której przyszło nam żyć. Rodzice winni wzmacniać w dzieciach cześć, wolę czystości, nawet umiłowanie cnoty czystości. Muszą wyrobić w dzieciach umiejętność powstrzymywania się od zaspokajania rozpasanych pragnień - co zresztą stanowi element wychowania chrześcijańskiego w ogóle. Widzieliśmy, że seks nie jest po prostu i jedynie zwykłym instynktem biologicznym. Widzieliśmy jego intymność i głębię. Widzieliśmy, że przeznaczono mu być wyrazem prawdziwej miłości oblubieńczej i spełnieniem ostatecznego zespolenia dwojga kochających się osób w świętym związku małżeńskim. Widzieliśmy również, że prawdziwą naturę i znaczenie seksu można zrozumieć jedynie w świetle jego roli jako instrumentu ostatecznego, wzajemnego i nieodwołalnego ofiarowania siebie drugiej osobie.
Na tym tle wyraźnie widać, że tzw. edukacja seksualna, która przedstawia seks jako czysto biologiczny instynkt i która, kosztem interpretacji duchowej, nadmiernie akcentuje rolę anatomicznych i fizjologicznych procesów, stanowi w rzeczywistości zniekształcenie istoty seksu, zafałszowanie jego prawdziwego i głębokiego charakteru. Dzieci zostają wprowadzone w błąd. Opisywanie seksu, jak gdyby ten przynależał do tego samego, czysto biologicznego obszaru, co, na przykład, trawienie jest najzwyklejszym kłamstwem. Tego rodzaju edukacja seksualna jest wielkim oszustwem przypominającym sytuację, w której ślepcy rozprawiają o kolorach.
[fragment książki}
|