|
Rio Bar
Wydawca: W A B
Autor: Ivana Sajko
cena detaliczna: 27,90 zł
Moja Super Cena : 16,74 zł
Rabat 40%
Najlepsza chorwacka powieść roku 2006.
Obraz kobiecego doświadczenia wojny.
Monologi trzech kobiet, które, być może, spotykają się w barze w pewnej nadmorskiej miejscowości.
Trzy opowieści przeplatają się i uzupełniają. Jedna z bohaterek mówi o walkach Chorwatów w 1995 roku, pozostałe o trudnych warunkach powojennego życia. Ich wypowiedzi składają się na obraz wojny widzianej oczami kobiet. Wojny, która nie jest konfliktem idei, zderzeniem nacjonalizmów czy walką o wolność - miejsce ideologii zajmują tu konkrety. Wojna burzy bezpieczny porządek codzienności, pokój nie przywraca tego porządku. Kobiety czują się oszukane i zdradzone, odarte ze złudzeń i pozbawione nadziei. Są wściekłe i pełne bólu. Ivana Sajko pozwala im ten ból wykrzyczeć.
Monologi zostały opatrzone przypisami - cytatami z artykułów prasowych, urzędowych dokumentów i aktów oskarżenia, wskazujących prawdziwe osoby, daty i miejsca. W tej książce język fikcji przenika się z językiem faktów, czyniąc ją tym bardziej gorzką i oskarżycielską.
Pisanie jest dla mnie terytorium gniewu terytorium walki, w której nieustannie usiłuję wymknąć się modelom i przymusom, nie tylko poprzez to, co piszę, ale i jak piszę.
Ivana Sajko
Rio barjest powieścią polifoniczną, w której trzy głosy opowiadają o gnijącej, stęchłej ikebanie drażliwych punktów, oznak deformacji i anomalii wojny w Chorwacji, a także czasu po wojnie. Zbrodnie wojenne po obu stronach, panoszenie się bezkarnych kryminalistów, ksenofobia, krach gospodarki, brak perspektyw, mafijne porachunki, ponure losy uchodźców i ludzi zaginionych - to tylko niektóre z tematów, które porusza Ivana Sajko.
Božidar Alajbegović, audycja „Bibliovizor", III Program Radia Chorwackiego
Książka jest jednym wielkim krzykiem. Ów krzyk to sposób chorwackiej pisarki na wykrzyczenie złości, nienawiści, bezradności i bólu Chorwatek, którym wojna na Bałkanach z lat dziewięćdziesiątych XX wieku zabrała ukochanych mężczyzn, zabrała ważne chwile z życia, pokrzyżowała plany. Niektóre kobiety nie poradziły sobie z tą sytuacją do dziś. Jedno jest pewne - pisarka chce pokazać ogrom bólu, niepozwalający kobietom, które przetrwały wojnę, na powrót do codziennego życia. I udaje się jej to, bo tego krzyku nie sposób nie słyszeć.
www.bukowniczek.blogspot.com
Autorka oprócz przemyślanej konstrukcji i starannie udokumentowanego zaplecza historycznego serwuje czytelnikowi coś jeszcze. A mianowicie kreację kobiety doprowadzonej do ostateczności. Obnaża siłę płci pięknej w obliczu krwawej pożogi, demonstruje porównywalny do słynnego obrazu Muncha (Krzyk) w swej ekspresjonistycznej wymowie wrzask kobiety o naznaczonym wojną życiorysie na tle zgliszczy swego kraju i życia.
Molly, www.lubimyczytac.pl
Kobieta z czasów wojny jest wojowniczką, ta po - jest wrakiem człowieka. (...)
Choć kobieca psychika jest delikatna, zmienna, niezależnie od tego, czy obok spadają płatki śniegu czy granaty, to jednak kobieta, jak każdy człowiek, w starciu z Wielką Ideą, Historią, Narodem, jest bezsilna i skazana na porażkę, na swój własny Rio Bar, w którym będzie przesiadywać, kiedy wszystko na zewnątrz będzie wydawało się kolorowe i na swoim miejscu, a w środku zostanie pustka, której niczym nie można zapełnić.
Karolina Włodarczyk, www.magazyn.o.pl
Z recenzji Kobiety-bomby:
Polityka nie jest ważna. To właściwie nieistotne, w jakim kraju żyjemy i kto nim rządzi. Ivana Sajko mówi, że istotniejsza jest nienawiść, która wystarczy, by przekroczyć wszelkie granice i popchnąć ludzi w stronę autodestrukcji i masowej zagłady.
„The Age"
Chorwacka autorka tworzy wielki monolog brzmiący jak litania, w którym opowieść Europejki uzupełniona zostaje przez wyimaginowaną, empatyczną historię kobiety-kamikadze tuż przed samobójczym zamachem. Poprzez zderzenie tych dwóch, pozornie odległych rzeczywistości Ivana Sajko pyta o przyczyny przepaści między tym, co prywatne, osobiste, głęboko intymne, a światem narzuconych reguł i wspólnotowych kodeksów. To krzyk rozpaczy w imię kobiecego doświadczenia, dławionego nie tylko przez fundamentalistyczne restrykcje, ale przez równie opresywny medialny spektakl współczesnej kultury.
ze strony Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Fragment
Witaj, Mario, długo się nie widziałyśmy, bo ja nie wchodzę do tego kościoła, od kiedy pocisk wystrzelony z czołgu trafił prosto w środek twojego brzucha. Boli mnie ta dziura, jakby to mnie przestrzelili na wylot, to okno, za którym rozciąga się pustynia, ta aptekarska pustka otwierająca się za pępkami wdów i dziewic, ten przeciąg w ciele, co jęczy i rzewnie zawodzi. Boli mnie, i dlatego ciężko mi patrzeć, jak nadal się uśmiechasz, wyjęłaś pierś z sukni, karmisz dziecko, mrużysz błogo oczy i udajesz, że nic się nie stało i nic się nie dzieje. Daj spokój! Jesteś źle poinformowana, przyjaciółko, bo właśnie zaciska się pętla na szyi wroga, a ja znajduję się na pierwszej linii tej ognistej pętli, trzymam ją z całej siły i nie domagam się twojego błogosławieństwa, ale wzywam cię, byś mi pomogła.
Albo przynajmniej jęcz - jeżeli nie z powodu samej siebie, to przez wzgląd na mnie, jęcz też z powodu uciekającego wroga... jeżeli się odważysz.
Na hełmy intruzów spadło już około trzech tysięcy pocisków, zniszczyliśmy mu bunkry i morale, ogień strawił to, co skruszyły wyrzutnie pocisków, został goły kamień oświetlony latem i naszymi noktowizorami - teraz widać jasno całą sytuację i wszyscy wiedzą, dokąd iść. Do ataku, Mario, schowaj pierś, weź kostur i ruszaj do ataku! Idziemy, i ja, i ty, i ten grubasek, co wisi u twojego sutka! Niech wróg widzi, jak wzbija się burza z naszych pustych nor! Do ataku, bo jak nie ruszysz teraz, będą cię potem pytać: Gdzie byłaś?
Gdzie byłaś, Mario, gdy odbywało się spotkanie wysokich urzędników wojskowo-administracyjnych, gdy szukano politycznego pretekstu dla całej tej historycznej ofensywy, a komendant policyjnych oddziałów specjalnych zaproponował, że można by oskarżyć nieprzyjaciela o podstępny napad dywersyjny w trakcie rozmów pokojowych, czemu przyklasnął dowódca sztabu głównego, a sam prezydent oznajmił, że uda się na rozmowy, by zamaskować cały plan, a zatem, dodał, podważymy wszelkie argumenty tego i takiego świata, że nie chcieliśmy rozmawiać.
Gdzie byłaś, droga Mario, gdy stało się jasne, że ten i taki świat zaakceptuje wyzwoleńczy kontratak, tylko jeśli będzie trwał maksymalnie osiem dni, bo potem zaczyna się wojna światowa, a my tymczasem grzęźniemy po uszy w dyplomatycznym bagnie, lepiej bądźmy więc zwięźli, jaśni i zabójczy, na co dowódca logistyki zwrócił uwagę, że taki plan pokrywa się z faktem, iż musimy oszczędzać amunicję, bo mamy jej na nie więcej niż pięć dni walk, zwłaszcza że byliśmy rozrzutni w kwestii drogocennych pocisków czołgowych, podczas gdy kaliber 130 i 122 milimetrów grzecznie spoczywały w magazynach. Zużywamy amunicję niczym Rosjanie i Amerykanie, westchnął wtedy prezydent, zajęty już troską o lokalne zwycięstwo i światowy pokój.
Nie słyszałaś o tym?
To gdzie ty byłaś, Mario, gdy w trakcie bardziej szczegółowego planowania zrozumieliśmy, że nie możemy wrogów wybić, że musimy zostawić korytarze, którymi będą uciekać, bo jak ruszą cywile, to ruszy też wojsko, i będzie mniej pracy dla naszych bohaterów i naszej amunicji. Co więcej, chytrze wezwiemy ich, żeby się za nic nie nie nie nie wycofywali i w żadnym razie nie nie nie bali niczego, bo zarzucimy ich tylko ulotkami z podpisem prezydenta, w których napisano: Macie przechlapane bestie ścierwa i wiatrojeby, my was jednak po dobrosąsiedzku wzywamy do złożenia broni, gwarantując, że objęci zostaniecie amnestią zgodnie z obowiązującym prawem. Wzywamy was do poddania się bez obawy o własne życie oraz mienie i do zaakceptowania naszego przebaczenia i sprawiedliwego sądu w kwestii popełnionych przez was przestępstw. Zatem prezydent, mądrze i nie wprost, proponuje wam wybór między prawami obywatelskimi a korytarzami otwartymi szeroko dla waszych uciekających zdradzieckich tyłków.
Zgadniesz, co oni wybiorą?
Gdzie byłaś, Mario, gdy w trzydziestu punktach wybrano taktyczne miejsca ataku na wroga, a charyzmatyczny generał z największą liczbą zwycięskich nacięć na kolbie swojego kolta podżegał sztab kryzysowy odważnym stwierdzeniem: „Jeśli polecenia pana prezydenta oznaczają uderzenie na wroga - zmieciemy wroga w kilka godzin. Zaatakujemy wyćwiczonymi siłami, które doskonale znają ten kamienisty teren i które w tej chwili ciężko, bardzo ciężko jest utrzymać na wodzy, bo wiedzą, o co mają się bić". Generał-faworyt podbudował tymi słowami morale zebranych i lekko przekrzywił beret, by zasłonić błysk w oku.
Kurwa, Mario, gdzie ty żyjesz? Stenogramy z tego spotkania opublikują przecież w gazetach!
Pytam cię raz jeszcze: gdzie byłaś, gdy to się zaczęło, i gdzie jesteś teraz, gdy każdy został wezwany i każdy, kto przyłączy się do powszechnej mobilizacji, jest witany z radością? Przepadły wszystkie dotychczasowe próby pokojowej reintegracji okupowanych terenów, podjęto więc zdecydowane wojskowo-policyjne kroki w celu ich ponownego podporządkowania obowiązującemu konstytucyjno-prawnemu porządkowi. Na co czekasz, przyjaciółko? Nie mów mi tylko, że ciebie to nie dotyczy, bo w ślad za żołnierzami przychodzą kobiety ze swoją nienawiścią, swoimi nieroztańczonymi butami, pustymi brzuchami i kikutami.
Za mną, Mario, i pan z tobą, prowadzę cię prosto w samo serce walki, prosto w ogień i między gromy, żebyś zobaczyła, jak rozwala się rozgłośnie radiowe, pakuje martwych i zmienia flagi, żebyś zobaczyła, jak szczerze można się cieszyć ze śmierci przeciwnika. Zostań ze mną, przyjaciółko, pomóż mi oczyścić tory kolejowe, żebym mogła wsiąść do pociągu, który zabierze mnie do niego. Wzdłuż torów wloką się, chrzęszczą, zdychają tysiące żołnierzy o zszarpanych nerwach. On też jest gdzieś tam wśród nich, nie wiem, w ilu kawałkach, ale jest tam, jest, musi być, dlatego zostań, bo czworo oczu lepiej widzi niż moich dwoje, niecierpliwych i czarnych od sadzy.
Naprawdę, moja droga okaleczona matko, ciężko mi na ciebie patrzeć, taką w środku rozszarpaną. Ty też nie miałaś szczęścia, więc wścieka mnie twój bierny stosunek do tej historycznej chwili, gdy urzeczywistnia się nasze stuletnie dążenie do niezawisłości, gdy walczymy o terytorialną integralność, zwyciężamy, a więc wreszcie osiągamy wszystkie nasze cele strategiczne i powodujemy fatalne straty wojenne w szeregach wroga, bo chcemy, żeby go bolało aż do krwi, żeby go bolało aż do kości bolało aż do łez bolało aż do jałowej ojcowizny bolało aż do nienarodzonych potomków bolało potwornie i długo, tak jak ciebie boli, droga moja Mario bez brzucha, Mario bez kolan, Mario bez stóp, Mario bez dzwonnicy, tak właśnie, jak ciebie powinny boleć, powtarzam, powinny boleć wszystkie te odrażające rany, ale ty, pieprzona kretynko, wybaczasz.
To zdechnij na tej rozszarpanej ścianie, tylko nie skarż mi się potem, że ci przeszkadza zimno, które sączy się przez sito po odłamkach!
Nie mam ci już nic do powiedzenia poza: bywaj zdrowa!
Zdrowaś Mario łaskiś pełna, czy zostały jakieś drobne w kościelnych skarbonkach? Potrzebuję pieniędzy, przede mną długa droga. Nienawiść zaprowadzi mnie do tego pociągu, ale za jazdę po torach trzeba płacić. Potrzebuję na bilet, matko, więc pytam, czy zostało trochę monet pod twoim świętym obrazem? Daj jałmużnę! Daj - nie mam zbyt wiele czasu, a wróg ogarnięty paniką może już przykucnął w konfesjonale, może już mnie trzyma na muszce, może strzela w tył mojej głowy, a ja myślę, że słyszę świst powietrza płynącego przez podziurawione ściany, jest już za późno, bym zrozumiała, że to pocisk - prawdziwy najprawdziwszy aerodynamiczny pieprzony śmiercionośny pocisk ze stali, który właśnie przelatuje tuż obok mojego ucha, zabłąkany pocisk, który bzyczy w ten letni wieczór niczym komar.
Uciekam, Mario, ukłucia tych insektów powodują poważne szkody w organizmie, uciekam, bo i tak nie znajduję zbyt wiele wsparcia w twoich skarbonkach ani zbyt wiele łaski w twoim wybaczaniu. Widzę, jak przyciskasz tego małego do piersi, nie myślisz o mobilizacji i wyzwoleniu, tylko o własnym mleku. Mnie uczono, że nieszczęście łączy ludzi, ale najwyraźniej tak nie jest. Dla każdego jego dziura po pocisku jest największa, a ciebie twoja wielka dziura, droga Mario w stajence bez ścian, musi uwierać tak, jak mnie pieką niewinne koronki tej sukni, bo jak wiesz, moja noc poślubna została przerwana przez tę samą głowicę, która tobie rozerwała wnętrzności na strzępy. Masz rację, niech każdy martwi się o siebie - ty o swoje mleko, a ja o krew, która za nic nie może skapnąć na mój nieskazitelny jedwab. Ale wreszcie skapnie, przeleje się, zrosi mnie niczym prysznic - jeśli nie moja, to z pewnością cudza krew. Przynajmniej krwi jest u nas pod dostatkiem, skoro nie ma drobniaków dla bezdomnych, ty kurwo egoistyczna.
Wybacz te słowa, Mario, wybacz mi, chociaż nie przyszłam prosić cię o wybaczenie. Wybacz mi, że mam robaczywy język, robaczywe myśli i robaczywe zamiary i że nie wyrażam skruchy... nie mam czasu na takie dyrdymały.
premiera: lipiec 2011
wydanie: I
tytuł oryginału: Rio Bar
gatunek: powieść
przekład: Dorota Jovanka Ćirlić
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 12,3 x 19,5 cm
liczba stron: 160
ISBN[zasłonięte]978-8347-511-9
Książkę można odebrać osobiście w Gdańsku Ujeścisko
W sprawie zamówienia większej ilości proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny
(dane kontaktowe w zakładce o mnie)
|