|
OPIS: OPIS: "Róża" to przeżycie intensywne i brutalne, ale atakujące widza w innym stylu niż wcześniejsze filmy Smarzowskiego. Nie ma tu nadrealizmu "Domu złego", szczypty groteskowości "Wesela", formalnej zabawy z "Małżowiny". Smarzowski jest do bólu realistyczny i traktuje swoich bohaterów nad wyraz poważnie – tak, jak na to zasłużyli, bo ich losy były więcej niż ciężkie. Jest schyłek II Wojny Światowej. Żona Tadeusza, granego przez Marcina Dorocińskiego, zostaje zgwałcona i zastrzelona w ruinach miasta przez niemieckich żołnierzy. Ginie również kompan Tadka. By wypełnić jego ostatnią wolę, mężczyzna udaje się na Mazury do wdowy po nim. Wojna się kończy, ale to, co dzieje się wokół, trudno nazwać pokojem. Nadchodzą czasy w klimacie trochę pionierskie, jednocześnie okrutne. Władza ludowa, tutaj o twarzy prostaka jakiegoś jej lokalnego reprezentanta, zaprowadza swoje porządki. Rosyjscy żołnierze, dzika zbieranina przysłana z najdalszych zakątków imperium, wyprawiają wszystko, na co im przyjdzie ochota: gwałcą kobiety, grabią chłopów i oczywiście piją na umór. Niemcy mają zostać wysiedleni. Polacy przybyli z Kresów zajmują opuszczone gospodarstwa. Ale film pokazuje jeszcze jedną nację, wprowadzając problematykę słabo u nas rozpoznaną: chodzi mianowicie o Mazurów, którzy wcale tak do końca nie czują się Niemcami. Chcą zostać na ziemi przodków, nawet kosztem upodleń. Bo oczywiście komuniści nie wprowadzają rozróżnienia na Mazurów i Niemców, wszystkich klasyfikując jako wrogów klasowych: rodziny SS-manów i zwolenników Hitlera. .
|