Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich użycie. OK Polityka Prywatności Zaakceptuj i zamknij X

OPOWIEŚĆ BELFERSKA - K. Tatar

19-01-2012, 13:20
Aukcja w czasie sprawdzania była zakończona.
Cena kup teraz: 5 zł     
Użytkownik AN-50
numer aukcji: 2035684000
Miejscowość Głogów
Wyświetleń: 5   
Koniec: 13-01-2012, 17:23

Dodatkowe informacje:
Stan: Używany
Okładka: miękka
Rok wydania (xxxx): 1970
Język: polski

info Niektóre dane mogą być zasłonięte. Żeby je odsłonić przepisz token po prawej stronie. captcha

Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4

OPOWIEŚĆ BELFERSKA

K. Tatar

Stan książki dobry

Pieczęć poprzedniego właściciela

Wydawnictwo Książka i wiedza 1970 rok

Stron 184 Format 105 x 180

Po zakończeniu aukcji w przelewie proszę  podać swój NICK

Obie z Lusią dostałyśmy skie­rowanie do pracy w tej samej szkole, w C. Była to duża osada leżąca na krańcu powiatu, przy skrzyżowaniu ważnych szos. Była tam gmina, posterunek milicji, kościół, apteka, kilka sklepów. Do szkoły przychodzi­ły dzieci z okolicznych wsi, często odległych o siedem kilo­metrów. Duży budynek szkolny w centrum osiedla, spalony w czasie okupacji, świecił pus­tymi oknami wszystkich pięter. Trzeba więc było znaleźć na szkołę inne lokum, a że okolica była przed wojną zamieszki­wana przez Niemców, zamie­niono na szkołę niemiecką świątynię... Do szkoły przycho­dziło około trzystu dzieci do sześciu klas. Ostatniej, siódmej klasy, nie było, bo w czasie okupacji nie działała w C. polska szkoła. Do oddziału pierwszego chodziły dzieci siedmio- i piętnastoletnie. Te ostatnie pochodziły najczęściej z dawnych kresów Polski... Było to niedzielne popołudnie. Budynek zamknięty był na pa­tyk, wewnątrz zniszczony. W

dawnej sali modlitw stały ja­kieś staroświeckie chyboczące wieszaki, kilka ławek, stołów, szaf, krzeseł, pomocy nauko­wych nie było wcale. Wszyst­ko, co zgromadzono przed wojną, spłonęło w tamtej szko­le. Pod plecami leżał torf, ka­wałki węgla i drzewa. Kierow­niczka wyjaśniła nam, że dzieci same przynoszą do szkoły opał, każde codziennie po kawałku. Dziwiłyśmy się z Lusią bardzo. Szkoła działała dopiero od dwu tygodni, przez pierwszy ty­dzień kierowniczka musiała sa­ma spisać dzieci, podzielić na klasy, zebrać podręczniki, ław­ki, zdobyć choć dwie tablice, które wisiały już na ścianach. Ściągnęła to wszystko z po­bliskich szkół jednoklasowych jako przedmioty wybrakowana. Tutaj były one pierwszej war­tości. Siadłyśmy w pustej kla­sie, żeby pomyśleć razem, co będziemy robiły. Od tygodnia odbywały się normalne lekcje, kierowniczka sama uczyła sześć klas, na dwie zmiany po trzy klasy jednocześnie.

KUP – PRZECZYTAJ BO NAPRAWDĘ WARTO

ZOBACZ TAKŻE POZOSTAŁE MOJE AUKCJE

ZANIM ZALICYTUJESZ PRZECZYTAJ STRONĘ

O MNIE