Mel Gibson gra agenta, który tak naprawdę został przysłany do tytułowego hotelu po to, by zbadać okoliczności śmierci syna pewnego bogacza. Skoczył za dachu i tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego to zrobił. Dopiero pod koniec filmu wyjaśni się, że chodziło o zupełnie co innego, niż wszyscy podejrzewali… Gibson gra niewiarygodną jak na swój aktorski profil rolę. Ma na szyi kołnierz korekcyjny, na plecach zaś dziwaczne szramy. Udaje lowelasa, ale tak naprawdę boi się kobiet i na dodatek ciągle jest spocony. Bohaterem filmu jest de facto odtwarzany przez Jeremy’ego Daviesa portier, który podkochuje się grającej niemrawą dziewczynę Milli Jovovich. Jimmy Smits występuje jako niezbyt rozgarnięty umysłowo Indianin, w komicznej roli przewija się także przez ekran Julian Sands. Jak to już miało miejsce w filmach Wima Wendersa, muzykę przygotowało U2. Bono i reszta pojawiają się zresztą w cameos. Wielbiciele twórczości niemieckiego reżysera stawiają Million Dollar Hotel ponad – według ich zbyt skomercjalizowanym - Końcem przemocy.