SPIS TREŚCI:
Str.
Przedmowa 5
Wstęp _ ,. 9
; Rozdział I. Dwie nieśmiertelności . . 23
Rozdział II. Heroizm . . . 90
Heroizm dawniej a dzisiaj .... 90
Heroiczne myślenie 151
Rola miłości w heroizmie 159
Heroizm u starożytnych Greków i Rzymian 170
Heroizm u dawnych Germanów . 191
Rozdział III. Dwa słupy graniczne 215
Rozdział IV. Spór o miejsca . 255
Rozdział V. Ordo amoris 281
Rozdział VI. Miłość Chrystusa przyciska nas . 316
1. Scena : 316
2. Tragedia 323
3. Za kulisami więzienia 328
4. Przyjaciele .......... /. 335
5. Tkacz 357
6. Listy ...... 364
7. Dzień Pański 377
8. Towarzysze broni 385
Heroizm (przypisek do rozdziału drugiego) 393
Spis treści - , . . . . 417
PRZEDMOWA
W tajemnice wiary i w dzieje własnego narodu z równym zapałem wgłębiał się ks. K. Mićhalski jak w stare rękopisy Oksfordu czy Paryża. Zwłaszcza tajemnica Kalwarii i przepo¬jone tragizmem losy Ojczyzny przykuwały jego myśl, stawiały zagadnienia i zmuszały do rozwiązań. Niezrozumiałe, mówiąc językiem „skorupiaków"l), połączenie cierpień z wielkością, jakie spostrzegał okiem teologa i historyka, skłoniły go do zajęcia się tematem heroizmu.
Motyw heroizmu zjawia się w twórczości ks.- Michalskiego już przed Drugą Wojną Światową. „Jak istnieje filozofia życia, pisał w artykule Salce fest a di es, tak istnieje i jego teologia, która rozpoczyna się od Wielkopiątkowego Czaru, by budzić w świecie heroizm. Odbudowywać i odradzać będą życie ci, którzy albo mają krwawe stygmaty pracy na dło¬niach czy stopach, albo noszą bolesny wieniec myśli pod skro-niami. W każdym heroizmie łączy się trud i zwycięstwo, cier¬pienie i radość, Z czaru Wielkiego Piątku rodzi się w Kościele czar Wielkiej Nocy"2).
Pierwsze tygodnie wojny i obóz koncentracyjny stały się Wielkim Piątkiem dla Narodu Polskiego. W Sachsenhausen przeżył ks. Mićhalski swoją Kalwarię, która nie stępiła w nim wrodzonego mu optymizmu, nie zgasiła wiary w człowieka, tylko pogłębiła i ubogaciła konkretnymi przykładami teorie o'heroizmie. To też po powrocie z obozu w wolnych chwilach od pracy duszpasterskiej, na głuchej wsi sandomierskiej, w Si-
chowie, myśli i marzy o książce, którą chciałby dać na pokarm utrudzonej duszy polskiej. Z tytułu książki — „Między he¬roizmem a bestialstwem" — wynikało, że poruszy ona dwa tematy. Autor jednak miał przekonanie, że potężniejszy jest w sercu ludzkim pęd do dobra, aniżeli do zła, i dlatego o be¬stialstwie mówi tylko ubocznie, jako o tym, co jest cieniem jasnych i promiennych stron w historii jednostek i społe¬czeństw. Zresztą szukał zawsze w życiu raczej pozytywnych elementów i nie widział celowości w podkreślaniu tego, co eiemne % burzące.
Kronika kaplicy sichowskiej, pisana ręką ks. Michalskiego, i jego listy z lat 1940—1944 dają nam pewien wgląd w naro¬dziny projektowanego dzieła. Obok Arystotelesa i św. Tomasza rozczytuje się to tomach L, Pastora, R. Guardiniego, E. Krebsa, Th. Carlyle'a, Bollkndystów, zagląda do „Żołnierskiego Nabo¬żeństwa" Skargi ■ i do dzienników młodzieży. Podajmy parę zdań, które wprowadzą nas w genezę ostatniej pracy zgasłego myśliciela:
„Dziękuję Bogu, że św. Paweł będzie już skończony. Wiele się Pani przy tym napracowała i namęczyła. Może Pani Bóg da, że to Pani jeszcze zobaczy w druku. Ja — to nie wiem, zresztą u Pana Boga jest możliwym to: co lu¬dziom wydaje się niemożliwym" $).
„Piszę dalej, dochodząc teraz do małego, ale oryginal¬nego wniosku. Kiedy prześlę najbliższą okazją skrypt, znaj¬dzie Pani w, nim trochę wykąpanego we współczesności to-mizmu"4).
„Trzeba teraz będzie napisać o heroicznym myśleniu i marzeniu. Znowu bariera. Zgodzi się Pani' ze mną, że w pamiętnikach młodzieży znalazłby się olbrzymi, a jeżeli nie olbrzymi, to na pewno wyborowy materiał do he¬roicznego marzenia. Nawet w wyjątkach pomieszczonych w książce Szumana były tego dowody. Niestety mój Szu-man i drukowane pamiętniki w kolekcji Biihlerowej tv ko¬ściele na Stradomiu. Teoretyczny wstęp da się wydobyć
3) List z r. 1941.
*) List z 26 czerwca 1048
ze Sumy, gdzie jest mowa o darze mądrości i rady. Przy¬kładów na heroizm myślenia trzeba by poszukaś w pamięt¬nikach, życiorysach itp." 5),
M. Scheler zbyt zacieśniał zakx.es heroizmu, gdy mówił G heroizmie jedynie u wodzów, u mężów stanu i kolonizato¬rów e). Ks. Michalski pisze o heroizmie, który można spotkać u najmniejszych i u największych, u ludzi o wybuchowej ener-§ii i u ludzi męczenników cierpliwości i biernego oporu. „Odróż¬niam, pisze w jednym z listów, według trzech darów Ducha św. trzy typy heroizmu: heroiczny pietyzm..., heroiczne mę¬stwo i heroiczną abnegację (timor Domini). Drogą do tych dwóch typów jest heroiczne myślenie... Z trzech pierwszych typów centralnym jest pierwszy. W hagiografii można te trzy typy obrać za punki wyjścia w pisaniu żywotów. Dary Ducha św. przez proces sublimacji pociągają do siebie cnoty moralne, dając im piękno heroiczne. Wszystko to zestawi się z dzisiej¬szym heroicznym humanizmem" 7).
W część -teoretyczną pracy chciał autor wprowadzić ma¬teriał z przeżyć obozowych. Dlatego gromadził i studiował- pa¬miętniki, modlitwy, -wiersze obozowe, napisy na murach wię¬zień, protokóły przesłuchań... W -październiku 1945 r. ogłosił ankietę, skierowaną do byłych więźniów z czasów okupacji niemieckiej. Na ankietę otrzymał listownie lub ustnie około 250 odpowiedzi, w których przeważały głosy inteligencji, cho¬ciaż nie brakło także wynurzeń górnika, drukarza czy ogrod¬nika. Do materiału ankietowego przywiązywał dużą wagę. Niestety nie zdołał przed śmiercią pomnożyć liczby odpoioie-dzi, którą chciał doprowadzić do tysiąca, i nie przystąpił de ich opracowania naukowego. W archiwum pozostały jedynie ankiety z różnókolowymi podkreśleniami i z krótkimi notami na kopertach lub listach.
Ks. Michalski pragnął, by filozofia chrześcijańska siała się filozofią życia, by jej zasady znajdowały oddźwięk UB posiępe-
f) List z 13 czerwca 1944 r.
6) »Zur Ethik der Erkenntnislehre«, Berlin 1933, 213.
7) List z 15 lutego 1944 r.
') Por. np. ;>Tygodnik Powszechny* z 20 października 1»45 r.
waniu człowieka. Filozofią życia miała być również filozofia heroizmu, zapuszczająca korzenie głęboko w teologię. O tej fi¬lozofii heroizmu niech autor przemówi już spoza grobu, niech przemówi swym językiem płomiennym o teorii bohaterstwa, która tłumaczy wiele problemów, jest dźwignią dla dusz znę¬kanych i światłem dla narodu ciężko doświadczonego.
Ks. Aleksander Usot&icz
WSTĘP
Zazwyczaj ktoś inny dzieje tworzy, ktoś inny je pisze, a ezc-sto jeszcze ktoś inny nad nimi rozmyśla, szukając, ich osta¬tecznego sensu i najdalszych, trwałych motorów. Bywa tak, że toczą się dzieje spokojnie, jak wody ujęte w kamienne brzegi, wytwarzając w umyśle ludzkim uczucie bezpieczeństwa, bez¬troski o dzisiaj i jutro, a czasem śpiączkę duchową. W takich czasach przesypuje się fakty z przeszłości jak piasek w klepsy¬drze, nie rozróżniając tego, co wielkie od tego, co małe i zni¬kome. Wytwarzają się papierowe syntezy z dala od życia, bu¬dują się papierowe mosty ponad rzeczywistymi przepaściami,, narasta balast notowanych zdarzeń bez idei kierowniczych. By¬wają chwile inne, kiedy palą się lasy, kiedy obraca się w gruzy to, co budowały wieki, a wówczas sypie zewsząd gruz sztucz¬nych przybudówek, odsłaniają się dawne pęknięcia, dawne choroby, uwydatniając tym bardziej to, co było mocnym, c© budowano na dalekie wieki, co było zdrowym i zachowało całą swą siłę na przyszłość. W takich chwilach można i trzeba no¬tować drobne, bieżące zdarzenia, ale jeszcze bardziej trzeba patrzeć na to, jak sypie się w gruzy to, co jeszcze wczoraj chwalono na wszystkie możliwe sposoby, trzeba badać, jakie motory jeszcze ciągle działają i jakie nowe siły zjawiają się na scenie.
Niejednokrotnie zdarza się tak, że kto przez dziesiątki lat badał dzieje filozofii, ten z tych lub innych powodów przerzuca się na inny tor, zwracając się do filozofii dziejów. Pomagają mu w tym nieraz zewnętrzne okoliczności; pomaga mu fakt, że wokoło palą się łasy, palą się pomniki wiekowej, ludzkiej kultury. Palą się wiekowe lasy, ale w oczach rośnie las młody;
.11
dostrzega się, jak wprzęgają się do pracy zaledwie dostrze¬galne siły, jak się łączą z dawnymi, z wczorajszymi i tymi, które pracowały już od wieków. Traci się wówczas z oczu dro¬biazgi, traci się tof co miało żyć przez kilka, kilkanaście lat, a utrzymują się w polu widzenia wielkie idee i motory, wielkie postacie, wzory i drogowskazy. Jeszcze cały gruz nie odpadł, jeszcze ciągle odpadają od ścian olbrzymiej, wiekowej naszej kultury sztuczne narzuty, wiotkie materiały, odrywają się za-szkicowane przez pęknięcia olbrzymie bryły tak, iż nasuwa się pytanie, co się utrzyma. Czuje się w podstawach budowy ude¬rzenia z dołu w górę, ale się też słyszy ciągle znane z prze¬szłości motory i dlatego z ufnością spogląda się w przyszłość Gdyby można równocześnie badać, jakie wartości zapadają się na zawsze a jakie wracają w nieznanej dotąd postaci, to,-byśmy chyba musieli przyznać, że Bóg naraz maże i pisze na wszyst¬kich kartach księgę ludzkich dziejów, którą jutro będą odczy¬tywały nasze oczy i myśli.
Wszyscy widzą, jak wokoło pałą się lasy i lasy rosną. Palą się dzieje ludzkiej przeszłości i buduje się ludzka przyszłość. W takich chwilach szuka się analogii w przeszłości, sięga się do punktów zwrotnych myśli ludzkiej, by się przekonać, czy i tam, przed wiekami, pracowały podobne co dzisiaj motory, czy w ich pracy i narzuconym nieraz od zewnątrz kierunku można od¬gadnąć tekst boży. który się pisze aż do dnia dzisiejszego.
Mówi się, że nie należy dbać o róże, kiedy1 palą się lasy. Czym tu są lasy, czym róże? Lasami są niezawodnie wielkie, społeczne grupy w tym wszystkim, co w nich zdąża od stuleci do szczytów. Czym są róże? Mniejsza o nazwę, bo chodzi o rzecz. Mam tu na myśli to, do czego dążą wszystkie nasze lasy, rosnąe od wieków na tej samej glebie. Dążą lasy do żywych szczytów; dążą społeczeństwa do coraz nowych myśli i poczynań, do no¬wych przegrupowań i haseł. -Nazwijmy to wszystko naszą kul¬turą, bo ona, jak najpiękniejszy kwiat, wyrasta z podłoża życia społecznego. Bez niej, poza Bogiem, nie było by dla czego żyć i umierać.
Kiedy wokoło palą się lasy, znajduję się o jakie 130 km od swego warsztatu naukowego, mając pod ręką niewiele tylk©
książek, ale na wszystkie ich strony pada przerażające światło z palących się lasów. Skoro tylko spojrzałem w otaczającą po¬żogę, nie trudno było dojrzeć w jej płomieniach dwie od wie¬ków pracujące siły miłości i nienawiści.
W świetle wojennej pożogi przeczytałem wzdłuż i wszerz i we wszystkich kierunkach Nowy Testament, szukając wszyst¬kich wypowiedzeń o nowej miłości, by potem zapytać, czy ta nowa miłość pracowała od pierwszych wieków chrześcijaństwa jako nieustanny motor dziejów ludzkich. Czytając Nowy Testa¬ment w tym świetle, zrozumiałem, czemu Mereżkowski wziął go ze sobą na tułaczkę zagraniczną i zczytał go tak, że kartka od kartki odpadała; rozumiem, dlaczego jedni noszą znowu tę złotą książeczkę na sercu, a drudzy "rzucają ją w płomienie. Dwa wielkie motory, dwie wielkie siły miłości i nienawiści pracują nieustannie w ludzkich dziejach.
Przeczytałem jeszcze raz niemal wszystkie dialogi Platona, śledząc, jak w starożytnej Helladzie odzywał się w duszach wybranych, genialnych, twórczych, nieuchwytny w sobie Eros, jak ogarniał swą siłą jednostki i całe grupy, jak z Hellady po¬szedł na Zachód, do starożytnego Rzymu, a potem zwrócił się na północ i odwrócił się na y/schód, by ponieść swe tchnienie poprzez dziewicze dotąd szczepy i budować bez końca jako siła, zamknięta przez Boga w stworzeniach. Niemal epizodycznie i pod chwilowymi impulsami pisał Platon swe niezrównane dia¬logi. Przyszedł po nim Arystoteles na-to, by wszystko porząd¬kować, by wskazywać w rzeczywistości i w myśleniu na archai, na początki i zasady, i z nich na drodze rozumowania dążyć do dalszej rzeczywistości, do dalszej myśli. Przeczytałem raz je¬szcze „Etykę Nikomachejską", by w niej śledzić ruchy bez¬ustannie działającego motoru.
Także u Arystotelesa miłość zjawia się u samych podstaw bytu, w istotach rzeczy tak, że każda z nich dąży do tego, by pozostać tym, czym jest i dojść do pełni swego istnienia- Na szczycie hierarchii ziemskich bytów stanął człowiek z tylu po¬żądaniami, że ledwie można wskazać główne ich rodzaje, ale poprzez tę wielorakość dążeń dociera się do wspólnego źródła, do jakiejś kosmicznej miłości, appetitus naturalis. Wystarczy
ł-2
wziąć do pomocy W. Jógera znakomitą książkę pt. „Paideie", by się przekonać, że od pieśniarza wojny trojańskiej aż do So-foklesa pracuje w starożytnym człowieku ta sama fatalna czy szczęśliwa siła miłości, która Madzie pokotem całe pokolenia na szlaku dziejowym, by tylko iść naprzód i naprzód.
Nie od razu spotkała się nowa miłość Ewangelii z uświado¬mionym erosem helleńskiej kultury. Szły długi czas obok siebie te dwie wielkie siły, wprowadzone w świat przez tego samego Stwórcę. Pracowały razem, ale ludzie nie umieli długo się ze sobą porozumieć, nie umieli tych dwóch sił zjednoczyć na stałe, na wspólną dolę i na dobro ludzkiej kultury.
Wziąłem z sobą na zapadłą wieś towarzyszkę swego myśle¬nia, pokreśloną na wszystkie kolory Sumę teologiczną św. To¬masza. Tyle już powiedziano o filozofii bytu w ujęciu tomi-stycznym, że tego już nie podkreślałem, a natomiast podkreśla¬łem wszystko to, co się w niej odnosi do dynamiki, do ludzkich dziejów. W samej postaci średniowiecznego geniusza zjawia się ta sama polarhość, jaka przebija w jego pismach." Tu i tam zja¬wia się wobec nas jakaś dziwna statyka i dynamika.
Żył św. Tomasz z Akwinu zaledwie 49 lat (1225—1274), a jednak zaważył na współczesnym ruchu umysłowym i waży aż dotąd zarówno przez ilość, jak i przez niezwykłą wewnętrzną treść swoich pism. Nie długo żył, a jednak trzeba dzielić życie jego na okresy, by się zorientować w niezwykłej jego twór¬czości. Niech będą dla nas okresem pierwszym lata 1225—1245, drugim lata 1245—1257, trzecim 1257—1268, czwartym 1268—1272, piątym 1272—1274. Połarność dziwna zjawia się w życiu św. Tomasza z Akwinu. Był spokojnym, zrównoważo¬nym, tęsknił raczej do kontemplacji prawdy, aniżeli do rozgło¬śnego na zewnątrz aktywizmu, kochał pokój jak nikt, a jednak jak nikt w całym XIII wieku musiał walczyć, musiał najcz꬜ciej walczyć za dwóch, za trzech, za całe obozy. Co najmniej trzy walki musi zanotować biograf św. Tomasza w jego życiu, a o każdej z nich musi powiedzieć, że się dokonała w imię js-kiejś wielkiej, postępowej idei. Pierwszą walkę musiał stoczyć ze swymi rodzicami, którzy go chcieli związać z przeszłością,
podczas gdy on dążył całą duszą do nowo-zbudowanego ideału zakonnego.
Spokrewnieni z Hohenstaufami rodzice św. Tomasza, snuli własne swe marzenia o potędze; marzyli o tym, żeby ich syn nosił kiedyś na głowie mitrę opata benedyktyńskiego z Monte Cassino. Już w szóstym roku życia oddali więc syna jako oblata do klasztoru, by się rozkochał w tym wszystkim, co było naj¬większym, najświetniejszym w zakonie św. Benedykta. Wpraw¬dzie wypadki poczęły działać w przeciwnym kierunku, wpraw¬dzie musiano oddać syna do szkoły filozoficznej Dominikanów w Neapolu, ale marzenia rodziców o potędze ani na chwilę nie przygasły. Skoro Tomasz z Akwinu przyjął habit dominikański i wyruszył do Paryża, odstawiono go siłą db rodzinnej siedziby. Jeszcze cały rok trwała walka syna z całą rodziną, aż wreszcie wszyscy ulegli zdecydowanej jego postawie duchowej. Drugą walkę stoczył św. Tomasz już w Paryżu jako młody magister, występując w imieniu obydwu zakonów żebraczych. Walczył znowu w imię wolności nauczania i postępu przeciwko temu, co było i przeciwko monopolowi kleru świeckiego, będąc prze¬konanym, że taki konserwatyzm musiałby doprowadzić do we¬wnętrznego uwiądu myśli. Był zrazu zagrożony, gdyż jego prze¬ciwnik, Wilhelm a Sancto Amore, zdołał sobie zjednać przy¬chylność Stolicy Apostolskiej, a jednak nie ustąpił, nie ustąpił intrygom i zdobył wreszcie wyrok przychylny najwyższej wła¬dzy kościelnej w otwartym boju o wolność, ideę. Czekała go trzecia jeszcze walka, taka, która stanowi punkt zwrotny w dzie¬jach myśli średniowiecznej.
Walczył św. Tomasz na dwa fronty, gdyż po jednej stronie stanął przeciwko niemu Siger z Brabancji ze swymi towarzy¬szami z wydziału Artium, jako zwolennik Arystotelesa, z dru¬giej strony stanął przeciwko' niemu obóz starych, obóz augu-stianizmu.
Walczył na dwa fronty i na dwu frontach zwyciężył, uto¬rowawszy wiedzy drogę do dalszego, spokojnego rozwoju.
Odwołano zwycięzcę znowu do Włoch, by go obarczyć pracą organizacyjną. Musiał zbudować nowe Studium generalne dla
Dominikanów na włoskiej ziemi. Nie.chcieli go ludzie uwolnić od pracy, ale go uwolnił sam odwieczny Logos, dla którego pracował ofiarnie aż do zapamiętania. W czasie Mszy św. w Nea¬polu, jakby przebił święty myślą granice dwóch światów, tak iż odtąd raczej do drugiego należał świata. Zwolnił go już Bóg od pracy, lecz ludzie go zwolnić nie chcieli. Na polecenie pa¬pieża wyruszył na sobór powszechny w Lyonie, czując w swym organizmie śmiertelnie trawiącą gorączkę. Dojechał do kla¬sztoru Cystersów w Fossa Nuova, bo dalej ruszyć już nie mógł. Gotował się na śmierć, lecz ludzie z pracy zwolnić go jeszcze nie chcieli. Prosili go Cystersi, aby im napisał komentarz do. „Pieśni nad Pieśniami" tak, jakim kiedyś napisał go ich twórca św. Bernard z Clairvaux. Podyktował św. Tomasz ten łabędzi swój śpiew, by potem już tylko odejść do Pana: Nie chcieli go ludzie zwolnić ani z walki, ani z pracy, aż do ostatniej chwili jego życia, dopóki go wreszcie z posterunku nie odwołał ten, któremu oddał w służbę swój geniusz, ten, któremu duszę swoją dał. Odwołał go odwieczny Logos.
Stał się św. Tomasz sztandarowym człowiekiem dla myśli chrześcijańskiej, dowodząc całą swą działalnością i życiem swoim, że trzeba duszę dać, po męczeńsku dać, jeżeli się chce służyć prawdzie. Paliły się za jego czasów lasy i inne, dalsze lasy palić się miały, a jednak nie zawahał się geniusz średnio¬wieczny ani na chwilę własną ręką usuwać to, co było zwiot¬czałe, co już dalej prawdzie służyć nie mogło, lecz raczej za¬wadzało. Trzeba prawdę kochać więcej aniżeli siebie, by zdo¬być się na taką odwagę, by się nie zalęknąć, kiedy naprzeciw stanie brat z własnego obozu. Budował św. Tomaszl obiema rękami i obiema walczył, dopóki go sam Bog nie odwołał. Mówi się dzisiaj o wzorach, o wzorach, które albo są schema¬tami, idealnymi typami, Ideami, albo też są żywymi posta¬ciami z teraźniejszości lub przeszłości. Niech się nikt nie dziwi, że w chwili nowej przebudowy świata ludzkiego stanął wobec przedstawicieli myśli chrześcijańskiej jako wzór z przeszłości ten średniowieczny człowiek, ten wielki geniusz, który w tym samym sercu umiał zmieścić i myśl chrześcijańską i filozofię starożytnej Hellady.
Był w jednej osobie i świętym i geniuszem i bohaterem, więc nic dziwnego, że będzie nam raz po raz przewodnikiem, kiedy będziemy mówili o genealdgii tej potrójnej wartości. Był bohaterem, kiedy odważył się na przebudowę spekulatywnej myśli chrześcijańskiej w stylu perypatetycznym; bj$ł bohate¬rem, kiedy walczył w imię swego powołanias kiedy walczył za dwóch, za trzech, za tysiące i całe obozy, by doprowadzić prawdę do zwycięstwa; był bohaterem, kiedy podjął się olbrzy¬miego zadania, żeby zbudować syntezę myśli chrześcijańskiej i najwyższego typu .filozofii starożytnej; był wreszcie bohate¬rem, kiedy w całej tej pracy mimo piętrzących się przeszkód umiał pozostać świętym. Umiał pozostać świętym, nie tracąc ani na chwilę miłości, jako najsilniejszego motoru życia we¬wnętrznego. Był geniuszem teologicznym, budując myśl reli¬gijną w najrozmaitszych kierunkach, by stała się twórczą siłą i pomocnicą człowieka we wszystkich dziedzinach jego teore¬tycznej i praktycznej działalności. Po Bogu najwięcej kochał człowieka razem z jego losami. Jak głęboko i rozumnie go ko¬chał, dowodzi, hasło: Totum genus humanum arte et ratione vivit — wypowiedziane przez niego w komentarzu do ..Dru¬giej Analityki Arystotelesa". Sam pracował heroicznie i rozu¬miał, że ofiarna aż do heroizmu praca w dziedzinie myśli, sztuki i techniki, stanowi zasadniczy warunek ludzkiego życia na ziemi: tctum genus humanum arte et ratione vivit. Nikt zwięźlej nie wypowiedział prawdy, że ludzkie życie razem ze swymi koniecznościami i wewnętrzną dynamiką jest źró¬dłem wiedzy i sztuki i techniki i na odwrót, że wiedza, sztuka i technika, umożliwiają ludzkości jej istnienie na ziemi. Z tego wynika, że „zginie każda cząstka ludzkości, każda grupa spo¬łeczna, która chciałaby się wyłamać z ogólnego prawa życia, wyrzekając się wiedzy, sumienia, kultury, pracy cywilizacyj¬nej we wszystkich dziedzinach. Kochał po Bogu św. Tomasz najwięcej człowieka, więc też w dziele swego życia, w Sumie teologicznej, człowiekowi najwięcej poświęcił uwagi, myśli i serca, przeznaczając mu co najmniej całą środkową, dwu¬dzielną część swego arcydzieła. Kochał człowieka we wszyst¬kich jego przemianach dziejowych, śledząc bacznie jego roz-
17
wój w przeszłości, by stąd wysnuć optymistyczny wniosek dla eałej ludzkości na przyszłość. Trzeba mieć niezłomną wiarę w Boga i w jasne twórcze siły, złożone w duszę ludzką, żeby e losach ludzkiego społeczeństwa wygłosić taki sąd, jaki nam przekazała Suma teologiczna. W swej próbie ujęcia filozofii dziejów ze stanowiska tomistycznego przypomniałem, że w to-miźmie zjawia się teza o stopniowym rozwoju ludzkości z fazy raniej doskonałej w fazę coraz więcej doskonałą bez względu na chwilowe załamania, zastoje i czasowe katastrofy. Ideą roz¬wojową ogarnął św. Tomasz zarówno dziedzinę myślenia, jak i dziedzinę życia społecznego (S. th. I. q. 44, a. 2; I, II, q. 97, a. 1). Toteż w chwili pożogi światowej sięga ręka niemal auto¬matycznie do tezy tomistycznej o rozwoju ludzkości, by nie tracić z oczu zadania na chwilę bieżącą, chociażby na to trzeba heroizmu, chociażby trzeba duszę swoją dać.
W świetle pożogi światowej czyta się dzieła z bliskiej lub dalszej przeszłości inaczej niż w chwilach błogiego spokoju. Znika niemal automatycznie z oczu, co jest błahostką,.małym egoizmem, drogowskazem, prowadzącym na linię małego lub najmniejszego oporu, a rzuca się w oczy to, co wielkie, trwałe, co stanowi warunek życia niezliczonych tysięcy. Z wielkich idei, jak z olbrzymich reflektorów padają światła w przeszłość i przyszłość, wydobywając na jaw zapomniane nieraz pokre¬wieństwo myśli i ludzi.
Obok gotyckiej katedry, obok Sumy teologicznej, będzie się zawsze wspominało ,,Boską Komedię" Dantego, jako arcydzieło średniowiecza, jako poetyczną wizję, w której skupiły się kie¬rownicze idee nie tylko człowieka średniowiecznego. Zabra¬łem ze sobą jako towarzysza życia na kilka miesięcy także Dan¬tego z jego Boską Komedią i jego Convivio, bo nigdy chyba tak dobrze nie rozumie się tragedii wielkiego florentczyka, ją^ kiedy wokoło palą się -lasy. Traci się znowu z oczu to, co w dziełach Dantego łączyło się z jakąś znikomą chwilą dzie¬jową, a zatrzymuje się na tym, czym żyła i żyć będzie chrze¬ścijańską kultura. Więcej od kary za zbrodnie dziejowe w pie¬kle przykuwają do siebie uwagę wszystkie postacie, co pro¬wadziły ludzkość na coraz wyższe stopnie kultury. Jak za cza-
sów Dantego, tak i'później i dzisiaj żyje ludzkość tymi, którzy stwarzali dla niej warunki życia, zapominając heroicznie o wła¬snych losach. Jak św. Tomasz tak i Dante nie chciał oddzielać bohaterstwa od świętości, przeprowadzając na szczeble jak naj¬wyższe w niebie to wszystko, co było wielkim, heroicznym i świętym.
Kochał Dante jak św-. Tomasz człowieka, kiedy w Convivi© budował jego wzór, wydobywając na wierzch wszelkiego ro¬dzaju szlachectwa, wskazane przez Arystotelesa, Nowy Testa¬ment i św. Tomasza.
Szuka w człowieku ziarna szlachectwa i szczęścia, znajduje je i w konstytucji ciała i w szczycie duszy i w łasce uświę¬cającej. Z tych trzech czynników, ujętych w sposób oderwany, płynie ostatecznie cale bogactwo- i piękno życia ludzkiego. Piękno przede wszystkim dostrzegał Dante w człowieku roz-kochanymi swymi oczyma, torując we Włoszech drogi dla przyszłego humanizmu. Wzór zarysowany w Convivio nie tylko odzwierciedla ideał średniowiecznego rycerza, lecz stanie się punktem wyjścia dla późniejszych wzorów humanisty, genteł-mena, człowieka honorowego, pięknej duszy, moralnego cha¬rakteru, z tą tylko różnicą, że w późniejszych wiekach nie¬jednokrotnie z wytworzonego wzoru usuwano pierwiastek re¬ligijny, tracąc przez to i nieskończoność widnokręgu i we¬wnętrzne ciepło, tak potrzebne dla duchowego rozwoju. Kiedy dzisiaj staje na szańcu nowy człowiek, wołając, że chce wy¬magać od siebie więcej aniżeli człowiek dawny, że chce być twardym dla siebie, że żąda heroizmu od siebie i od innych, to trzeba tam najpierw dostrzec nakaz chwili dziejowej, a po¬tem nie potępiać, nie burzyć od razu nowego wzoru, lecz za¬pytać, czy także w punktach zwrotnych przeszłości- nie byJo chwili, kiedy człowiek musiał być twardy, musiał zdecydować się na heroizm, by nie rozkładało się suołeczeństwo. Związki między teraźniejszością a przeszłością widzi się jaśniej, ilekroć wokoło palą się lasy, ilekroć konieczną staje się wielka prze¬budowa. Musi się także mieć nową miłość w duszy i w oczach, żeby zrozumieć zadanie nadchodzącej epoki.
Mam także na swym małym, doraźnym warsztacie ;>Rozmy-
siania" Marka Aureliusza i dzieła Seneki, którzy razem z całą szkołą stoicką głosili ideał mędrca w czasach rzymskich. Kiedy się dzisiaj przerzuca „Rozmyślania", czy jakiekolwiek dzieło Seneki, zauważa się od razu, że dla obecnych czasów tego ro¬dzaju ideał, nie zagrzany przez żadne uczucie, nie uruchomiony przez żaden serdeczny motor, nie wystarcza, by skłonić do po¬święcenia człowieka z krwi i kości i ducha. Mogą powstawać próby nowych, oderwanych od życia wzorów, ale będą skazane z góry na niepowodzenie, gdyż dzisiejsza twarda rzeczywistość społeczna wymaga postawy heroicznej.
Wprawdzie Seneka .umierał spokojnie, przeciąwszy swe żyły; wprawdzie Marek Aureliusz razem ze wszystkimi stoikami gotów był każdej chwili na dobrowolne samobójstwo, ale tego rodzaju śmierć — życia nie wyzwoli, zwłaszcza, jeżeli się ciągle powtarza, że człowiek razem z tym wszystkim, co go udręcza i boli, rozpłynie się w strumieniu kosmicznym.
Trzeba ukochać życie ludzkie w jego konkretnych posta-eiach i przemianach, trzeba wnijść w gorący prąd pragnień i poszczególnego człowieka i wielkich społecznych grup, by zrozumieć, że stoickie pociechy, oparte na możliwości ■ samo¬bójstwa i rozpłynięcia się w procesie wiecznych przemian, że myśli o powrotnych cyklach w ludzkich dziejach i kosmicz¬nych przemianach przechodzą nad głową człowieka pojedyn¬czego i zbiorowego, samo zimne mędrkowanie jej nie zadowoli, lecz tym silniej ją popchnie do poglądów, co wyszły z życia i do życia prowadzić umieją. Nikt dzisiaj o samobójstwie nie marzy prócz osłabionych od wewnątrz jednostek, nikt "dzisiaj prócz małych umysłów nie chce rezygnować z wielkich zagad¬nień, a jeżeli tak, to wśród zrezygnowanych samobójców nie może się już wcale znaleźć ten, co wierzy w nieśmiertelność osobistą i inną. Wiara w nieśmiertelność szła od Platona po¬przez czołowych myślicieli w przeszłości dalszej i bliższej, szła przede wszystkim od zjawienia się Chrystusa i Ewangelii na ziemi aż do dzisiejszego człowieka, grożąc mu odpowiedzial¬nością i tu i za grobem za zmarnowanie życia własnego i ob-eego. Wiara w nieśmiertelność i ofiarna miłość nie kończącego się nigdy życia ludzkiego, zmuszają chrześcijańskiego myśli-
cielą do obrony życia za wszelką cenę. Wybiły godziny, kiedy powinni wreszcie zamilknąć uświadomieni i nieuświadomieni wrogowie życia ludzkiego, co je chcieli rozlać płytko na da¬lekich mieliznach, jakby nie wiedząc o tym, że albo człowiek będzie dążył do wielkości w codziennym, twórczym wysiłku. albo rychło przejdzie na świat drugi z olbrzymią odpowiedzial¬nością za to, że kochał mieliznę i łatwiznę.
Od wiary w nieśmiertelność duszy odróżni każdy przeko¬nanie, że wszelkie indywidualne życie ludzkie kończy się śmiercią.
Trzeba jednak wyodrębnić przekonanie od przekonania, gdyż jedno wynika z obserwacji zewnętrznej i z zrozumienia, a drugie z intuicji, która wnika w istotę własnego życia ludz¬kiej jednostki. Scheler twierdzi, źe człowiek współczesny już nie chodzi w obliczu śmierci i zatracił lęk przed nieuchronną chwilą jej nadejścia. Zjawisko to pochodzi z dwóch źródeł: z naturalnego i przejściowego, uwarunkowanego przez współ¬czesne życie. W sposób naturalny i samorzutny wypiera czło¬wiek myśl o śmierci ze swej świadomości, by nie osłabiać swej wol ido życia, do pracy, do wysiłku na dalszą metę. Obok tej naturalnej tendencji zjawiła się inna, zrodzona z chęci zysku i z pracy dla zysku bez końca tak, iż ulega się jakiejś wewnętrz¬nej narkozie, która odbiera wrażliwość na widmo śmierci. Od tego zjawiska niewrażliwości na śmierć odwraca Scheler na¬szą uwagę, by ją skupić na wewnętrznej strukturze uświado¬mionego życia ludzkiego, dowodząc, że śmierć dostrzegamy in¬tuicyjnie w naszym własnym życiu jako jego istotny czynnik składowy. W tej intuicji przeżywana teraźniejszość przedsta¬wia się DLA DZIECKA JAKO SZEROKA, JASNA PŁA¬SZCZYZNA, z nieznanym jeszcze polem dla przyszłości i prze¬szłości. Dla młodzieży skraca się teraźniejszość a rozszerza się w jasną, nieskończoną dal cała jej przyszłość. Dla starszych ludzi skraca się przyszłość, a rozszerza nad miarę przeszłość: — przeszłość waży całym ciężarem na teraźniejszości, jakby ciągłe pożerając sobą to, co jeszcze na przyszłość pozostaje. Zdawać by się mogło, że pokolenie starsze nie tylko chodzi w obliczu śmierci,, lecz traci także rozmach wewnętrzny, traci zdolność
.20
21
do wysiłków zwróconych w dalszą przyszłość. Może tak być u wielu, może tak być w chwilach stojących i spokojnych wód, ale chyba dzieje się inaczej, u wielu, kiedy poczyna się palić świat, a nie zatraciło się poczucia, iż się jest żywą jego cząstką. Troska, nie o własne jutro, lecz o jutro ukochanego nad życie świata, do którego należało się i ciałem i duszą, każe wbić wzrok duchowy w przyszłość i zrezygnować ze wszystkiego, co małe i własne, byleby taką ofiarą zapewnić swojej grupie szczęśliwą przyszłość.
Związana z grupą jednostka patrzy w jej przyszłość tak, jak młodzież patrzy w przyszłość własną. Jeżeli chodzi-o moją świadomość, to przyznaję, że od pewnego czasu chodzę w obli¬czu śmierci, a jednak mi to nie przesłania wcale horyzontu, który się dla mnie roztacza przed moją grupą społeczną jako takie, a nie inne jutro. Buduje się dzisiaj jej los, kiedy świat stoi w płomieniach i jeżeli kiedykolwiek poważnie i z od¬powiedzialnością wpatrywano się w treść nowego przykazania, które duszę swoją dać każe, to w takiej chwili poczucie tego obowiązku zjawia się z przerażającą niemal;jasnością. W świe¬tle pożogi dziejowej widzi się wyraźniej niż kiedykolwiek, że ludzki świat, nasz świat, mo,żna ratować i budować tylko z jed¬nej, jedynej siły — nowej miłości. Jeżeliby teraz ludzie za¬pomnieli o tym, że .muszą duszę swoją dać, należało by się odwrócić twarzą raczej do przeszłości. A jednak Bóg jest Bo¬giem żywych a nie umarłych: dla żywych a nie dla umarłych także istnieje pierwsze i naczelne Jego przykazanie. Toteż prócz warsztatu papierowego, złożonego z takich czy innych książek, musi się w sobie znaleźć warsztat- żywy, ze wszystkich myśli i uczuć, ze wszystkich swych zdolności, ze wszystkiego, do czego się doszło wysiłkiem wieloletniej pracy, trzeba to w sobie odkryć- i zapalić miłością, która każe się dać bez zastrzeżeń, każe wydobyć na jaw każdą utajoną siłę, trzeba siłę wcielić w jaką widzialną, dotykalną formę, by pracowała na teraz i na jutro całej grupy. Wydobywa się wtedy ze siebie to, co się tam nieraz poniewierało, co zastygło, a miało iść na front. Kiedy się pali świat, trzeba swoje własne przeżycia wielkie,
swoje własne najlepsze siły wziąć w okowy silnej woli i rzu¬cić na szalę jako to, co dusza może dać.
Niejeden naukowiec robi obecnie przegląd swoich prac, py¬tając się, na co mogą się przydać, kiedy wokoło pali się świat. Każda rzetelna praca naukowa ma wartość w sobie i nigdy jej nie traci, ale wybijają czasem godziny, kiedy trzeba życie ratować i budować, by i tamte prace ostać się mogły. W ta¬kich chwilach — przynajmniej do czasu — jedne prace *tna-leją, a drugie rosną w oczach sumienia —■ i w ^oczach su¬mienia trzeba zwrócić się tsdn, gdzie się pali i gdzie rosnąć poczyna. Robiąc rachunek własnego sumienia, przyznam, że i. moje prace utrzymują się, o ile posiadają jakąś wartość w sobie, ale w świetle pożogi dziejowej widzę, że w obecną atmosferę powinienem wnieść drogą mi ideę o konieczności hasła nowej miłości dla naszego jutra. Tym dalej roztoczy się przed nami szczęśliwa przyszłość, im więcej w nas będzie dzi¬siaj młodości ducha, zrodzonego z przykazania, że duszę swoją trzeba dąć, a nie bawić się w starego, przezornego ciułacza.
Z takim usposobieniem duszy czyta się inaczej -dzieła, które mówią o minionych wiekach myśli ludzkiej. Mam na skrom¬nym obecnie warsztacie książkę R. Hoffmanna ■— „O cnocie heroicznej". Napisano ją gruntownie, oparto ją na badaniach źródłowych. Czytałem ją Jednak nie dla tego przede wszyst¬kim, że ją napisano sumiennie, lecz dla tego, że w niej mówi się o heroizmie w jego przemianach, poprzez wieki filozofii grec¬kiej i myślenia chrześcijańskiego. W .świetle pożogi wojennej zatrzymywały _się oczy moje i myśli tylko na punktach zwrot¬nych, tam, gdzie wiek dodawał coś do tego, co otrzymał z wie¬ków minionych- Znika w nas w takiej chwili dziejowej,szpe¬racz, ant^kwarz, a nawet badacz historyczny, - a podnosi się żywy człowiek, co śledzi źródła rozwoju ludzkiego w prze¬szłości, by z nich brać siły do budowania świata jutrzejszego.
Pisząc dzisiaj o heroizmie, musi się w sobie zapalić cały wewnętrzny, żywy warsztat. Trzeba go zapalić miłością sil¬niejszą od śmierci.
WIELKOŚĆ 21,5X15,5CM,MIĘKKA OKŁADKA,LICZY 416 STRON.
STAN :OKŁADKA DB,BLOK KSIĄŻKI NIE JEST PRZYCIĘTY DO RÓWNA,STRONY SĄ POŻÓŁKŁE,POZA TYM STAN W ŚRODKU DB .
KOSZT WYSYŁKI WYNOSI 10 ZŁ - PŁATNE PRZELEWEM / KOSZT ZRYCZAŁTOWANY NA TERENIE POLSKI,BEZ WZGLĘDU NA WAGĘ,ROZMIAR I ILOŚĆ KSIĄŻEK - PRZESYŁKA POLECONA EKONOMICZNA + KOPERTA BĄBELKOWA.W PRZYPADKU PRZESYŁKI POLECONEJ PRIORYTETOWEJ PROSZĘ O DOPŁATĘ W WYSOKOŚCI 3ZŁ.KOSZT PRZESYŁKI ZAGRANICZNEJ ZGODNY Z CENNIKIEM POCZTY POLSKIEJ / .
WYDAWNICTWO MARIACKIE KRAKÓW 1949
NAKŁAD 3000 EGZ.!!!.
INFORMACJE DOTYCZĄCE REALIZACJI AUKCJI,NR KONTA BANKOWEGO ITP.ZNAJDUJĄ SIĘ NA STRONIE "O MNIE" ORAZ DOŁĄCZONE SĄ DO POWIADOMIENIA O WYGRANIU AUKCJI.
PRZED ZŁOŻENIEM OFERTY KUPNA PROSZĘ ZAPOZNAĆ SIĘ Z WARUNKAMI SPRZEDAŻY PRZEDSTAWIONYMI NA STRONIE "O MNIE"
NIE ODWOŁUJĘ OFERT KUPNA!!!
ZOBACZ INNE MOJE AUKCJE
ZOBACZ STRONĘ O MNIE