WSTĘP - SPIS TREŚCI - OPIS:
Wstęp do wydania drugiego
Kultura i jej badanie ukazuje się w powtórnym wydaniu po dobrych kilkunastu latach. Jest to okres długi w życiu nauki i w tej sytuacji decyzja wznowienia książki wymaga namysłu. Oko¬liczność, że inicjatywa w tej kwestii nie wyszła ode mnie, ośmie¬lała mnie oczywiście do tego, by z takiej możliwości skorzystać. Jednakże fakt ten nie usuwa mojej osobistej odpowiedzialności. Nasuwało się pytanie, czy tekst sprzed lat wznawiać, a także, czy należy go zmienić bądź uzupełnić. Ostatecznie tekst pierwotny ukazuje się w postaci nie zmienionej poza jedynym opuszczeniem: w aktualnym wydaniu pominięte jest krótkie zakończenie pierw¬szej edycji. Zamiast tego zakończenia dodane są trzy nowe roz¬działy. Tekst powtórzony za pierwszym wydaniem pozostaje trzonem aktualnego.
Pierwszym zadaniem tej pracy było i jest nadal przedstawie¬nie horyzontu zadań badawczych, który zarysował się w na¬stępstwie konfrontacji swoistych celów postawionych przez róż¬ne nauki o kulturze, a także swoistych ich metod. Mowa tu o na¬ukach, których ambicją jest ujmowanie kultury jako całości:
0 socjologii kultury oraz o antropologii i semiotyce. Ów hory¬
zont zadań to charakterystyka fenomenu kultury, na którą skła¬
da się odczytanie jej sensów i określenie sposobów funkcjonowa¬
nia w społeczeństwie. Kompetencje w tym względzie rozdzielo¬
ne są między socjologię, czym innym na pierwszym miejscu za^-
interesowaną i do czego innego uzbrojoną, oraz antropologię, róż¬
ną, ze swej strony od socjologii tak kierunkiem uwagi, jak
1 rynsztunkiem, przesyconą wpływami semiotyki. (W książce in¬
teresują mnie tę nurty antropologu, które szczególnie rozwinęły
analizę wszelkich struktur znaczących). Te dwie dyscypliny po¬wołane przez rozdział swych kompetencji do tego, by się uzu¬pełniać, nie tylko z racji swych partykularyzmów niejako nawy¬kowych czy instytucjonalnych, lecz także z winy przeszkód po¬znawczych powstających na ich styku, nie odpowiadają w peł¬ni na wyzwanie sytuacji. Wiele sprawia, że z większą siłą narzu¬ca się niedopełnianie się ich wzajemne, lecz alternatywa: albo po¬stępując jak socjolog badać będę społeczny rozdział i obieg prze¬kazów kultury, albo na sposób semiotyzującego antropologa za¬nalizuję strukturę sensów przekazywanych przez kulturę. Ta al¬ternatywa musi być przedmiotem najwyższej troski, gdyż bada¬nie rozrzutu przekazów w społeczeństwie bez interpretacji ich treści daje nam obraz niemal nic nie znaczący, z kolei zaś płod¬ne wysiłki interpretacyjne nie wsparte wiedzą o społecznej pe¬netracji treści (w warunkach współczesnego jej zróżnicowania) przynieść mogą tylko wiedzę o kulturze rozwijaną w pewnym oderwaniu od społeczeństwa, gdy tymczasem kultura jest jego atrybutem. Choć więc praktyka alternatywę tę wciąż podsuwa, jest to alternatywa trudna do przyjęcia.
Problematyka ta zyskała dojrzały kształt w następstwie roz¬woju socjologii kultury, poszukującej doskonalszych metod ana¬lizy treści oraz oddziaływania przykładu antropologii, który za¬chęcał do prób przenoszenia jej własnych metod poza tradycyj¬nie eksplorowany przez nią teren kultur pierwotnych (i ludo¬wych). Wpleciona w to była jako trzeci partner somiotyka rewo-iucjonizująca zagadnienia interpretacji treści przez swoją umie¬jętność relatywizacji systemów, w jakich są one artykułowa¬ne i przekazywane. W Polsce efekty tego „spotkania trzech" da¬ły się odczuć z dużą siłą u schyłku lat sześćdziesiątych, kiedy to powstawał tekst Kultury i jej badania, który i w tym wyda¬niu jest trzonem głównym. Zadanie pogłębienia interpretacji sen¬su rzutować poczęło na praktykę socjologii, odwrotnie zaś po¬stulat kontroli zasięgu penetracji społecznej przekazów nie mó£ł być obojętny przy próbach ujmowania kultury na sposób an¬tropologiczny w tych wszystkich wypadkach, kiedy szczególny charakter społeczności z zadania tego nie zwalniał (jak zwalniał w wypadku kultur pierwotnych). Można powiedzieć, że obie stroj¬ny zostały do czegoś zobowiązane w konsekwencji spotkania.
problem fatalnej alternatywy (zgłębienie sensu lub zbadanie penetracji) nie był jedynym podjętym w książce, jednak temu zagadnieniu głównemu dość wyraźnie podporządkowane zosta¬ło niemal wszystko, co się tu o kulturze mówi. Z mnogości za¬gadnień, teorii rozmaitego zasięgu, ustaleń i uściśleń, spośród różnych skądinąd istotnych analiz pojęć oraz typologii wiele tu pominięto, inne zaś potraktowano skrótowo w funkcji kwestii ściślej związanych z przedmiotem. Dosyć szczegółowo przed¬stawione są podstawowe reguły i narzędzia badania społecznej recepcji, jak też metody badania sensu rozwinięte przez antro¬pologię i semiotykę kultury. Wydaje mi się to nieodzowne. Nie¬co obszerniej potraktowane są także pewne koncepcje semioty-zujących antropologów, w których, zdaniem moim, z przyjętych założeń i ze swoistego uzbrojenia pojęciowego czyniony jest uży¬tek wykraczający poza granice rzeczywistej efektywności po¬znawczej.
Nie ma jednak tutaj tak szerokiej panoramy, jaką zapowiada¬ją dwa bardzo pojemne przecież hasła — „socjologia kultury" i „antropologia". Jest natomiast przede wszystkim krytyczna re¬konstrukcja pewnych określonych schematów teoretyczno-meto-dologicznych traktowanych w ścisłym związku z zadaniem ba¬dawczym, być może koniec końców niewykonalnym, ale prze¬cież w pewnym sensie także niezbywalnym. Zadaniem tym jest łączna charakterystyka kultury ze względu na jej treści i na jej penetrację społeczną. Mowa o badaniu współczesnych społe¬czeństw techniczno-urbanistycznych. To wszystko wydanie dru¬gie powtarza za pierwszym. Wydaje mi się to uzasadnione, gdyż całej tej problematyki późniejsze wydarzenia w nauce nie unie¬ważniły. To, co się stało w interesującej mnie dziedzinie w ostat¬nich latach mniej więcej dziesięciu, staram się przedstawić w dodanych do tego wydania rozdziałach.
W największym skrócie zderzenie to przedstawić można tak. Najpierw zdano sobie sprawę z wagi alternatywy badawczej, za¬rysowanej wskutek konfrontacji różnych nauk o kulturze. Wia¬tach następnych nie zlikwidowano tego węzła epistemologiczne-go, który splótł i zacisnął rozwój nauk. Lata te charakteryzuje natomiast akceptacja zadań, jakie zarysowały się we wspólnym horyzoncie różnych skądinąd nauk. Równocześnie podjęto wów-
8 !
czas wiele prób, których celem jest rozluźnienie owego węzła. Szuka się dróg badawczych, pozwalających zmniejszyć stopień trudności stwarzanych przez socjologię, a zarazem takich ujęć w sferze badania treści, które sprawność osiągniętą przez semio-tyzującą antropologię pozwoliłyby przenieść poza teren trady¬cyjnie eksplorowany przez tę dyscyplinę.
Właściwe zrozumienie znaczenia tych prób wydaje mi się niemożliwe bez odniesienia do tego wszystkiego, o czym mowa w zasadniczym trzonie tej książki. Próby te są swoistym rozwi¬nięciem problematyki teoretyczno-metodologicznej postawionej uprzednio przez zderzenie różnych nauk. Problemy, które zary¬sowały się w następstwie tego spotkania, dotyczą podstaw wszel¬kich badań i wtórnych opracowań, a także podstaw wielu spe¬kulacji teoretycznych dokonywanych w związku z tematem „kul¬tura". Wolno też myśleć, że fatalna alternatywa wciąż ciąży na badaniach kultury. Nie została ona przezwyciężona przez jakąś nadrzędną syntezę teoretyczno-metodologiczną. Można by się wyrazić, że „nauczono się do pewnego stopnia z nią obchodzić", osiągając częściowe wygrane w tej grze z przeciwnościami, ale też coś w zamian tracąc. Sposoby stosowane mają po części cha¬rakter taktyk unikowych. Sytuacja taka waży na rozwoju nauk o kulturze, ukierunkowując go w sposób, który zdaje się odsła¬niać kryzys znacznie głębszy, niż można było pierwotnie sądzić. Niejasność spraw, jaka nam dziś towarzyszy, każe się zastana¬wiać, czy nie znajdujemy się wciąż w punkcie zwrotnym, nie wiedząc, co się dalej rozciąga.
W nowym wydaniu pracy wydało mi się potrzebne umiesz¬czenie pewnych uwag krytycznych, które odnoszą się do całej problematyki teoretyczno-metodologicznej wyłonionej z konfron¬tacji socjologii kultury z antropologią. W owej problematyce wy¬raźniej dostrzegam dziś niedostatki, które są dziedzictwem po wszystkich antenatach. Powołane do analizy odmiennych zjawisk czy aspektów zjawisk metody i ujęcia teoretyczne socjologii i an¬tropologii mają pewne wspólne założenia, których efektem jest to, że bardzo istotne dla kultury kwestie dają się podjąć jedynie w sposób znacznie redukujący ich swoistość. A chodzi tu o zmia¬nę w kulturze, o podmiotowy w niej udział, o twórczość, a także o problemy wartości. W polu widzenia zarysowanym łącznie przez
te różne nauki wiele spraw ważnych, może zasadniczych, jest ledwie markowanych. Są to miejsca puste. Niejasności występu¬jące w rozwoju socjologii kultury i antropologii postawionych wobec konieczności przekroczenia „fatalnej alternatywy" znaj¬dują, swoiste pendent w pojawianiu się propozycji, które postu¬lują właściwie inne rodzaje wiedzy o kulturze. Nie zawsze są to propozycje z gruntu nowe. Mamy tu do czynienia z podjęciem pewnych procedur myślowych i koncepcji rzeczywistości kul¬turalnej niejednokrotnie znanych, teraz jednak użytych inaczej, z inną samo wiedzą metodologiczną, rozwijanych w nowy spo¬sób. Choć nie można tego dowieść, trudno się oprzeć wrażeniu, że ta fala wzbiera w związku z rozczarowaniami, jakie przy¬niósł rozwój badań w trójkącie określonym przez socjologię, an¬tropologię i semiotykę. Problemy stawiane przez owe tendencje nie należą do przedmiotu tej książki, także w tej formie, jaką nadałem jej w drugim wydaniu. Jednakże mamy tu do czynie¬nia ze swego rodzaju echem spraw przeze mnie analizowanych. Pojawienie się tych propozycji zmienia przy tym kontekst inte¬lektualny, w jakim funkcjonują nauki o kulturze będące przed¬miotem analizy w tej pracy. Dlatego też wydało mi się potrzeb¬ne, aby scharakteryzować, choćby pobieżnie, w zakończeniu te¬go wydania owe propozycje „innej wiedzy".
11
Wprowadzenie
Badanie kultury w takim znaczeniu, jakie nadają mu socjo¬logia, antropologia i etnologia, zakłada dążenie do interpretacji syntetycznych, które łamią izolację w traktowaniu różnych dzie¬dzin kulturowej twórczości — plastyki, muzyki, literatury, nauki, obyczaju itd. Izolacja taka ma długą tradycję akademicką. Histo¬ryk literatury może się nigdy.nawet nie otrzeć o zagadnienie sym¬boliki przestrzennej występującej w kulturze, do której należy badane piśmiennictwo. Badaczowi moralności nie zdarza się za¬puścić w rejony — powiedzmy — twórczości muzycznej lub kultury gastronomicznej. Gdy przedstawiciele takich dyscyplin jak filologia, historia i teoria sztuki, nauka o moralności czy muzykologia dokonują wypadów na tereny objęte kompetencją innych, instytucjonalnie wyodrębnionych nauk, w strefie obcej opierają się na ogół na wynikach zapożyczonych na miejscu, rezygnując z krytycznej refleksji, dokonują konfrontacji cząst¬kowych, nie podejmując przy tym integracji głębszej, wspartej adekwatną metodologią. Badanie kultury, jak je tu rozumieć będziemy, odnosi się do systemu nie tylko szerszego niż litera¬tura, gastronomia czy moralność, lecz także strukturalnie bar¬dziej złożonego i wymagającego własnej aparatury pojęciowej oraz odmiennych metod badawczych.
Ów syntetyczny charakter, owa kompleksowość dociekań i od¬powiadające temu potrzeby w zakresie teorii nie są jednak je¬dynym rysem, odróżniającym socjologię czy antropologię kultu¬ry od wyspecjalizowanych studiów nad różnymi jej dziedzinami. Gdyby na tym poprzestać, dyscypliny te roztopiłyby się niemal w ogólnej teorii symboli kulturowych — w semiotyce. Dla socjo¬loga, dla antropologa znaki i wypowiedzi kulturowe nie istnieją
jednak — jak dla semiotyka — „in se", stanowią one idśes-for-ces. Socjologa i antropologa interesują one jako elementy na¬dające kierunek społecznym zachowaniom. Są to zapisy czyichś wyrażających aktów, użyte jako stymulatory czyjejś świado¬mości lub czyichś zachowań. Dla socjologa i antropologa symbole kultury są podstawowymi elementami określającymi sytuacje egzystencjalne, przez które przechodzi społeczeństwo. Jeśli dla semiotyka rola ekspresywna i rola impresywna symboli są inte¬resujące jako okoliczności zewnętrzne względem meritum jego rozważań, dla socjologa kultury (czy antropologa) właśnie sku¬teczność ekspresji, właśnie istnienie efektu impresyjnego mają ważność zasadniczą, gdyż stanowią one czynniki modelujące ba¬daną przez nich społeczną egzystencję, stanowią także jej czꜬci składowe.
Wymieniam tu jednym tchem socjologię, antropologię i etno¬logię, gdyż w tych wstępnych uwagach nie ma miejsca na roz¬ważanie ich odrębności, ani też nie zachodzi potrzeba takiego rozważania. Odrębności te ukazać się powinny w toku analizy problemów, jakie stawia badanie kultury. Ze względu na wagę tego momentu dla moich rozważań już tutaj jednak wskażę pe¬wien kompleks spraw, który socjologię ustawia inaczej, niż to ma miejsce w wypadku antropologii i etnologii.
Tradycyjna problematyka socjologii, jej metody czynią z niej narzędzia badań także dla takich sytuacji i przemian egzysten¬cjalnych, w których czynnik kulturowy bądź nie odgrywa więk¬szej roli, bądź też ze względu na cel badania jest pomijany. Re¬gulacja zjawisk przez wzory kultury nie musi być zagadnieniem dla socjologa. Tradycja antropologiczna i etnologiczna z przyczyn, które na razie pominę, wiąże natomiast tak ściśle studium za¬chowań ludzkich z zagadnieniem wzorów i symbolów kultury, iż aspekt „zachowaniowy", etologiczny, zdaje się niemal zatra¬cać swą przedmiotową odrębność, a obie te dyscypliny mogą się nieraz wydać zredukowane do badania systemów wytworów. Grupując więc socjologię wraz z antropologią i etnologią mam na myśli „socjologię kultury", tzn. tę wyspecjalizowaną poddziedzi-nę, która wychodząc z tradycji wspólnych dla całej socjologii, koncentruje uwagę na zjawisku kulturowej regulacji zachowań, ■co znacznie zbliża ją do obu pozostałych dyscyplin.
12
Dzieła kultury, wzory takie, jakie zawierają się np. w oby¬czaju, są bardzo swoistymi regulatorami zachowań i pośredni¬kami ludzkich stosunków. Oprócz indywidualnie im przynależ¬nej funkcji — jaką jest, powiedzmy, komunikowanie treści własnej przez tę a tę książkę,, modelowanie określonego zacho¬wania przez daną normę obyczajową — wytwory kultury zna¬czą coś więcej jeszcze za sprawą związków, w jakie wchodzą po¬między sobą w obrębie szerszych systemów kulturowych. Prze¬czytanie dziesięciu książek dać może wskutek tego efekt nie będący tylko sumą działania ich treści, może też przynieść wie¬dzę o strukturach spoistych, choć reprezentowanych w poszczegól¬nych dziełach w rozsianiu, o strukturach takich, jak np. styl, język, ideologia czy teoria takiej lub innej dziedziny zjawisk.
Kiedy ze stanowiska socjologa czy antropologa badamy funk¬cjonowanie wytworów kultury w jakiejś społeczności, intereso¬wać nas będą stale dwa odmienne aspekty sprawy. Z jednej strony chodzić będzie o to, ilu i jakich ludzi wytwory te wyraża¬ją (tzn. jacy są ich twórcy — jeśli pytanie takie jest w konkret¬nym wypadku sensowne), następnie wobec czyich zachowań i świadomości zawarte w tych wytworach idees-forces działają jako modyfikatory, a także jak się to dokonuje. Tę sferę na¬zwiemy dziedziną funkcji społecznej, prosząc z góry o wyrozu¬miałość dla topornego charakteru, jaki często cechuje zwięzły termin przyjęty arbitralnie dla zjawisk o dużej złożoności. Obok funkcji społecznej wyodrębnia się drugi jeszcze aspekt spraw. Tym razem nie chodzi o rolę, jaką społecznie aktywny „jed¬nostkowy" wytwór kultury (dzieła, wzór obyczajowy itp.) pełni w badanej populacji. Ów drugi aspekt ukazuje stosunek „jed¬nostkowego" wytworu kultury do systemu analogicznych wy¬tworów. Zagadnienie zatem lokuje się na innym zupełnie planie. Łącznie ze znaczeniem własnym (indywidualnym) wytworu na¬zywać to będziemy jego „sensem", stosując terminologię uży¬waną przez wielu autorów1. Tak rozumiany sens jest niezbędny, aby stwierdzeniom o tym, że ktoś coś przeczytał lub że stosuje
1 Claude Levi-Strauss w Sm-xtku tropików odróżnia „sens" od„si-gnification", używając pierwszego terminu podobnie jak sie. to tutaj po¬stuluje.
13
się do takiej czy innej mody, nadać walor eksplikatywny czy predyktywny względem różnorakiej wielości zachowań. Roz--cłzielone dla celów analizy funkcja i sens w istocie sprzęgnięte są ściśle. Rozważanie funkcji nie wsparte znajomością sensu wytwo¬rów ogranicza się do najbardziej elementarnych obserwacji.
Z drugiej jednak strony badanie sensu wytworów da się je¬dynie przy pewnych milcząco przyjętych warunkach i dla ogra¬niczonych celów uniezależnić od studium funkcji, to bowiem nie co innego jak użytek robiony z wytworów kultury aktywizuje takie czy inne ich obszary znaczeniowe, takie czy inne ich re¬lacje w strukturze ogólnej danej kultury. Dwuaspektowość za¬gadnienia, a zarazem ścisły związek funkcji społecznej i sensu zilustrować można prostym przykładem z badań nad tzw. upo¬wszechnieniem kultury.
Pytanie pierwsze i podstawowe właściwe dla tego typu badań brzmi: co z wytworów kultury, w jakim zasięgu i z jaką inten¬sywnością dociera do badanej zbiorowości. Z problemów stawia¬nych przez socjologię kultury ten dotyczy tylko relacji dzie¬ło — człowiek oraz statystycznego obrazu tych kontaktów.
Wniknięcie w napisane u nas prace z tego zakresu pokazuje, że nawet tak prosto określone zagadnienie, jeśli nie ma być je¬dynie czymś w rodzaju badania rynku (w dosłownym znacze¬niu zwrotu), wymaga zainteresowania aspektem sensu wytwo¬rów, bez tego bowiem wyniki badań skażone są nieokreślonością. Grozi tu na przykład, że w jednej grupie umieścimy tego, kogo przeczytana książka naprowadza na rozliczne skojarzenia kul¬turowo cenne, i tego, kto czyta ją „płasko". Wprawdzie mimo ta¬kiego niedookreślenia sensu możemy się dowiedzieć z określoną ścisłością, jakie części danej zbiorowości wchodzą w najogólniej rozumiane kontakty z takimi czy innymi kategoriami dzieł (w praktyce wyodrębnianymi zresztą mniej łub więcej „domowym sposobem"), nie wiemy natomiast, jakie oznaczać to może za¬angażowanie względem systemu kultury i zawartych w nim możliwości.
Rozumiem, że może to wywołać zdziwienie: cóż łatwiejszego niż stwierdzić, jaką część społeczeństwa stanowi publiczność na¬wykła do korzystania z książki, teatru, koncertu?... W istocie sprawa nie jest tak prosta, korzystanie z tych dóbr jest zjawis-
14
kiem zróżnicowanym. Korzysta z teatru i ten, kto odwiedza go w ramach zaprogramowanej wycieczki z małego miasta do wo¬jewódzkiej czy krajowej „metropolii" — i teatroman wybiera- | jacy ze znawstwem z repertuaru jednego łub nawet wielu ośrod¬ków życia teatralnego. Na tych zróżnicowaniach nie kończą się bynajmniej trudności zagadnienia. Wyjdźmy jednak od tego, co wiemy o zasiągu i o charakterze upowszechnienia. Posiadamy na ten temat najczęściej dwa rodzaje informacji: proste dane o frekwencji oraz badania uczestnictwa, które nazwałbym kry-r
tycznymi.
Te pierwsze wymieniam tu, gdyż ujawniają interesujący fe-tyszyzm statystyczny, który wydaje się znamienny. Polegają one na zliczeniu ilości odwiedzin teatrów czy kin, na zliczeniu wypożyczeń książek, obecności na salach koncertowych lub wy¬kładowych. Rachunek opiera się na statystykach sprzedanych biletów, dokonanych manipulacji z kartami czytelniczymi itp. Abstrahuje się tutaj od nieznanego współczynnika, jakim jest powtarzanie się w masie ogólnej tych samych osób, powtarzanie się oczywiście niejednakowo częste dla wszystkich. Abstrahuje się od tego nie z racji metodologicznych, lecz dla prostoty tech¬nicznej. Statystyki te czerpane są bowiem ze sprawozdawczości odnośnych instytucji. Ten typ zestawień, często podawany w różnych publikacjach, przynosi informację jednostronną, o bar¬dzo ograniczonej wartości, tylko bowiem wprowadzenie infor¬macji dodatkowych przyniosłoby ścisłą odpowiedź na elemen¬tarne pytanie: w jakiej mierze wzrasta liczba słuchaczy, widzów, czytelników, w jakiej zaś odbiorcy dawniej już pozyskani za¬częli częściej korzystać z dóbr kultury.
Mutatis mutandis można rozciągnąć te zastrzeżenia na dane dotyczące sprzedaży książek. „Krzywe dynamiczne" zbudowane z takich danych zestawia się często z innymi wskaźnikami, jak np. ze wzrostem liczby telewizorów lub danymi dotyczącymi pod¬noszenia się kultury życia codziennego, a obejmującymi dobra użytku trwałego. Zestawienia takie świadczą, że autorzy nie mają wyraźnej świadomości dwuznacznej wymowy prostych da¬nych frekwencyjnych; umieszczają je bowiem -w jednej kate¬gorii z informacjami, które mówią jednoznacznie o rozszerzeniu zasięgu (np. liczba telewizorów). W pewnych wypadkach proste
15
dane frekwencyjne kryją w sobie tyle niewiadomych, że wartość ich spada do zera. Dotyczy to np. danych prezentowanych w nie¬jednej publikacji jako wykładnik zasięgu placówek kulturalno--społecznych — świetlic, klubów, domów kultury. Wydaje sie. uzasadnione domniemanie, że liczby takie, wyłaniane ze spra¬wozdań owych placówek, obejmują frekwencję na imprezach różnego rodzaju (odczyty, widowiska itp.), tym samym zaś po¬wtarzanie się osób jest tu zwielokrotnione.
Drugi z najczęściej występujących rodzajów informacji o za¬sięgu udziału w życiu kulturalnym nazwałem „krytycznym". Określenie to nasunęło mi się stąd, iż z informacji tych elimi¬nuje się świadomie wieloznaczność obciążającą rodzaj pierwszy.
Dopiero tu, oczywiście, mamy do czynienia z pracą socjologa, z socjologicznymi metodami badań, socjologiczną interpretacją wyników. Badający nie stwierdza, ile razy odwiedzano insty¬tucje, pyta natomiast osoby należące do statystycznej reprezen¬tacji tej czy innej populacji, ile razy weszły w kontakt z dzie¬łami różnych kategorii. Ten rodzaj badań ankietowych prowadzi do ustalenia częstotliwości występowania różnych stopni jed¬nostkowego uczestnictwa w życiu kulturalnym. Tym samym pozwala rzeczywiście i bez ukrytych niewiadomości wyrazić licz¬bowo zakresy uczestnictwa o rozmaitym stopniu natężenia, a tak¬że zsumować je w zakresie globalnym.
Dowiadujemy się więc, ilu — powiedzmy — mieszkańców miast sięga po książkę rzadziej niż raz w miesiącu; ilu raz lub parę razy na miesiąc; ilu czyni to w dni wolniejsze od pracy — w soboty i święta; dla ilu wreszcie jest książka codziennym to¬warzyszem. Dane tego typu są na ogół skorelowane z kategory¬zacją według wieku, według grup zawodowych, stopnia wy¬kształcenia itd. Mimo całego uznania dla owych krytycznych ba¬dań socjologicznych i tego, co je odróżnia od statystyk sprawo¬zdawczych, zagadnienie uznać trzeba za otwarte. O wiele głębsze bowiem wątpliwości nasuwa już nie ilościowe zważenie katego¬rii, lecz ich treść.
W ciągu tych samych wieczorów sobotnich czy świątecznych ktoś przeczyta rozdział kryminału, ktoś inny całe dzieło wyso¬kiej jakości. Jeden wypożycza „coś ciekawego" w czytelni, zda¬jąc się na roztargnione rady niezbyt wykwalifikowanego dorad-
16
cyf drugi ma w pamięci cały system literatury, do którego od¬nosi swoje bieżące wybory. Czysto zewnętrzne okoliczności — brak czasu, trudności znalezienia spokojnego kąta — mogą spra¬wić, że obaj są „czytelnikami niedzielnymi", wykorzystującymi czas wojny od zajęć lub godziny świątecznych kinowych rozry¬wek dzieci. Pozornie więc nie ma między nimi wielkich różnic. Są czytelnicy wewnętrznie aktywni, którzy treści odbierane wcielają trwale do zasobów swego doświadczenia i czynią z nich organiczny element własnej osobowości. Są i tacy, których świa¬domość wydaj e się zaledwie lustrem przelotnie odbij a j ącym obrazy wyczytane. Kultura w ogólności jest systemem (bądź wielością przecinających się systemów) treści ułożonych hierar¬chicznie w myśl klucza wartości. Dla badacza stopnia jej upow¬szechnienia nie jest sprawą obojętną, jak wygląda udział w po¬szczególnych poziomach kultury.
Badania usubtelnione w takim kierunku natrafiają na trud¬ności. Nie sposób wchodzić w tych wstępnych sygnalnych uwa¬gach w detale techniczne i logiczne. Chciałbym natomiast za¬mknąć je stwierdzeniami ogólnymi, które miałyby określić przed¬miot moich dalszych rozważań, zapowiedzieć dalszy tok wywodu.
Na gruncie społecznych nauk o kulturze sfera funkcji spo¬łecznej i sfera sensu wytworów kulturowych pozostają dziedzi¬nami nie dość scalonymi teoretycznie, a przede wszystkim nie-zintegrowanymi metodologicznie. Przykład badań nad upo¬wszechnieniem nieprzypadkowo odsłonił stan rzeczy, który ujaw¬nia się w tak wielkiej części prac z zakresu współczesnej so¬cjologu kultury, a który bierze się przy tym nie z czyichś „za¬niedbań", lecz jest wynikiem pewnych zasadniczych trudności, przed którymi stanął ten nurt badań. Antropologia (dotyczy to także etnologii) jest w sytuacji odmiennej od socjologii, w pew¬nym sensie przeciwstawnej, mieszczącej się jednak w ogólnej charakterystyce społecznych nauk o kulturze. Więcej, antro¬pologia i socjologia tworzą dwie połówki obrazu. Zgodnie z ogól¬nym rozwojem socjologii socjolog kultury (a więc badacz przede wszystkim współczesnych społeczeństw przemysłowych) nasta¬wiony jest na to, aby badania swoje oprzeć na ścisłym statys¬tycznym obrazie społecznego rozsiewu dzieł, wzorów itp. (roz¬siania kontaktów z nimi, rozsiania ich wpływów). Wie on, że
17
zbiorowości przezeń badane nie są kulturowo homogeniczne, że zatem obecność np. jakiegoś dzieła w fizycznym obrębie społe¬czeństwa nie oznacza ani jego właściwego upowszechnienia, ani ogólnego jednoznacznego odbioru, ani akceptacji, ani tym bar¬dziej określonych u wszystkich modyfikacji zachowań pod jego wpływem. Socjolog współczesny czuje się szczególnie odpowie¬dzialny za to, aby ustalić dający się statystycznie zobrazować stopień penetracji społecznej wytworu kultury. Jakiekolwiek za¬gadnienia stawia socjolog, występuje w nich i ten aspekt. Nie jest winą socjologii, że jako uboczne zjawisko pojawia się fe-tyszyzacja statystyki, o jakiej wyżej mówiłem. Fakt ten nato¬miast charakteryzuje — jak sądzę — rozpowszechnione dziś przekonanie o podstawowej różnorodności kulturalnej społeczeń¬stwa, różnorodności domagającej się dla swego przedstawienia kategoryzacji i ujęć ilościowych.
Antropologia współczesna rozwinęła ogromnie umiejętności kompleksowego ujmowania kultury. Wypracowała ona metody umożliwiające porównywanie i integrowanie badawcze różnych dziedzin i różnych poziomów w obrębie kultury. Antropologia przypomniała zapomniane przez wieki racjonalizmu, przez scjentyzm „języki" na pół zagubionych symboli, uczuliła nas na „mowę milczenia", odczytała mity i znaki marzeń sennych. W sferze sensu zawdzięczamy antropologii prawdziwy rozkwit. Ta aktywność coraz bardziej przybliżająca się do spekulacji wy¬rosłych z pnia językoznawstwa rozwijała się w stanie wolności od zasadniczych trosk socjologa, w stanie wolności od badania stopnia penetracji społecznej wytworów kultury. Głównym przedmiotem społecznym badań antropologów pozostały bowiem zamknięte społeczeństwa lokalne typu przedindustrialnego, spo¬łeczeństwa totalnie zjednoczone rytuałem. Te społeczności o wy¬sokim stopniu homogeniczności nie nastręczają (lub zdają się nie nastręczać) problemu stosunku wzór — zachowanie, pytań o kon¬takt, o akceptację. To znaczy, nie nastręczają tych kwestii w tym sensie, iż charakter ogólny społeczności poręcza, iż przesłania trafiają do adresatów. Tam gdzie — jak to czyni np. Edward
T. Hali czy Ruth Benedict2 — antropolog zwraca swe zaintere-
1
2 E. T. Hali, The Silent Language, New York 1959. R. Benedict,
The Chrysantemum and the Sword.
2 — M, Czerwióski, Kultura...
sowania w stronę społeczeństw technicznie i urbanistycznie roz¬winiętych, rezygnuje on z uściśleń w tych miejscach, w których w myśl wiodącego nurtu współczesnej socjologii są one koniecz¬ne, a więc właśnie w materii upowszechnienia, jednoznaczności lub wieloznaczności odbioru, efektywności wpływu itd. Wydaje się jednak nadto, że zależność antropologii od problematyki ty¬powej dla kultury przedurbanistycznej, przedprzemysłówej, na¬wet przedracjonałistycznej jest jeszcze większa. Wydaje się mia¬nowicie, że podstawowe pojęcia i metody, którymi operuje ta dys¬cyplina, dostosowane są do odrębnie ukształtowanych wytwo¬rów właściwych tamtemu typowi kultury, że natomiast specy¬ficzne, ewolucyjnie późniejsze wytwory i mechanizmy kulturo¬we ze szkodą dla ogólnej teorii znalazły się poza polem jej wi¬dzenia. O tym jednak dalej. Jak już powiedziałem, te ogólne stwierdzenia mają tylko zapowiadać przedmiot moich rozważań.
Spis treści
Wstęp do wydania drugiego . 5
Wprowadzenie Q
I. O terminie „kultura" 19-
II. Badania „rynku" kulturowego 40
III. W stronę zgłębiania sensu 62
IV. Utopia antropologiczna 87
V. Spór o powszechność wzorów 132
VI. Środki eksplicytywne 144.
VII. Osmoza nauk 16&
VIII. Puste miejsca w polu widzenia 188
IX. Inne drogi, inne wizje 22$
Summary 235.
WIELKOŚĆ 20X14CM,MIĘKKA OKŁADKA,LICZY 238 STRON.
STAN :OKŁADKA DB+/BDB-,ROZKLEJENIE KSIĄŻKI MIĘDZY STRONAMI 166-167 /KSIĄŻKA MA TENDENCJĘ DO ROZKLEJANIA SIĘ/,POZA TYM STAN W ŚRODKU DB+/BDB-.
KOSZT WYSYŁKI WYNOSI 10 ZŁ - PŁATNE PRZELEWEM / KOSZT ZRYCZAŁTOWANY NA TERENIE POLSKI,BEZ WZGLĘDU NA WAGĘ,ROZMIAR I ILOŚĆ KSIĄŻEK - PRZESYŁKA POLECONA EKONOMICZNA + KOPERTA BĄBELKOWA.W PRZYPADKU PRZESYŁKI POLECONEJ PRIORYTETOWEJ PROSZĘ O DOPŁATĘ W WYSOKOŚCI 3ZŁ.KOSZT PRZESYŁKI ZAGRANICZNEJ ZGODNY Z CENNIKIEM POCZTY POLSKIEJ / .
WYDAWNICTWO OSSOLINEUM WROCŁAW 1985.
INFORMACJE DOTYCZĄCE REALIZACJI AUKCJI,NR KONTA BANKOWEGO ITP.ZNAJDUJĄ SIĘ NA STRONIE "O MNIE" ORAZ DOŁĄCZONE SĄ DO POWIADOMIENIA O WYGRANIU AUKCJI.
PRZED ZŁOŻENIEM OFERTY KUPNA PROSZĘ ZAPOZNAĆ SIĘ Z WARUNKAMI SPRZEDAŻY PRZEDSTAWIONYMI NA STRONIE "O MNIE"
NIE ODWOŁUJĘ OFERT KUPNA!!!
ZOBACZ INNE MOJE AUKCJE
ZOBACZ STRONĘ O MNIE