|
Po „Krystynie” (1998) mamy kolejny tomik z kobiecym imieniem w tytule. Ale tym razem jakby bardziej skupiony na niespokojnej stronie istnienia. Magda wydaje się zrazu uosobieniem animy, żeńskości, żeńskiej części mówiącego "ja". Postacią nadwrażliwą, całkowicie bezbronną wobec świata, a przenikniętą pragnieniem zjednoczenia się ze wszechświatem (wiersz: „Kosmoza”). Istotą złośliwie przekorną, poddająca się nieobliczalnym stanom, uważanych przez nią za mistyczne („Trans”). Jest personą wielce frapującą i osobą wysokiego ryzyka.
W pewnym momencie zyskuje inną twarz: pensjonariuszki oddziału psychiatrycznego, przedstawiającego się u Bujały jako miejsce zaiste piekielne, pozbawione wszelkiej nadziei. Beznadziejne tym bardziej, że autor wskazuje na daremność podejmowanych terapii, które mnożą tylko cierpienie („Hydrocortison”), zacierają osobowość („Tabula rasa”), ograniczają horyzonty do widoku ze szpitalnego łóżka („Między nami”); wreszcie redukują pacjenta już nawet nie do przedmiotu, ale wręcz do bezforemnej materii zastygłej w brzydkiej harmonii. Co równie ważne: poeta diagnozuje zaraźliwość szaleństwa atakującego zdrowych, u których objawia się ono spotęgowanym odczuciem bezsensu, absurdu („Trzy rozbiory”).
Metafora niczego tutaj nie łagodzi, przeciwnie: wyostrza, uwydatnia surową sprawozdawczość języka. Wizyjność graniczy z grozą majaków („Dis-placebo”). Poeta nie oszczędza czytelnika, lecz mylilibyśmy się sądząc, że czyni to z chęci epatowania. Bo koniec końców przejmująco pyta o nasze przeżywanie człowieczeństwa upokorzonego chorobą („Panopticum”). Człowieczeństwa nader problematycznego, z którym winna się zmierzyć nasza wiara i laickość, myślenie albo nie-myślenie. Może zresztą najbardziej to ostatnie.
|