Jako że w tamtym czasie na fali byli Finowie z Children of Bodom, doczekaliśmy się krajowego odpowiednika zespołu Alexiego Laiho. Co ciekawe, choć raczej bliższego dokonaniom kopii CoB - grupy Norther - to jednak warszawska formacja nie uwolniła się od porównań do Finów.
Swoją drogą, kiedy kapela zmieniła nazwę na Made of Hate i podpisała kontrakt z AFM Records, rzecz nie uległa zmianie. Panowie konsekwentnie realizowali wizję takiego grania. Choć czasy diametralnie się zmieniły, zarówno jeśli chodzi o trendy w muzyce, jak i kwestie brzmienia, na samym Children of Bodom kończąc, stołeczni metalowcy pozostali jednak wierni pierwotnym założeniom. Czy słusznie, ciężko ocenić. Jedno wiem na pewno, mimo kompletnie innego gustu, kontakt z tym zespołem, biorąc pod uwagę samą muzykę, zawsze zaliczałem do udanych. Dziś, panowie i bodaj najładniejsza polska basistka, raczą nas kolejnym wydawnictwem.
"Out of Hate" to trzeci krążek w dyskografii nowego Archeon i jest to album po prostu bardzo dobry. Podkreślam, że w pewnym momencie straciłem zainteresowanie podobnymi dźwiękami, i choć pod względem czysto technicznym twórczość Made of Hate wyrasta ponad przeciętność (jak zwykle brawa dla, w tym wypadku, jedynego gitarzysty w zespole, lidera Michała Kostrzyńskiego), brakuje tutaj - jak na melodyjny metal przystało - hitu. Z jednej strony, oznacza to, że album jest zwyczajnie równy, a zatem powinno się go słuchać w całości; z drugiej zaś, to jednak "nie to". Cóż, jedną z wad "Out of Hate" jest osoba wokalisty Radka Półrolniczaka, dla którego jest to już drugi krążek w tej roli. Niefortunnie, kolejny niezbyt udany, ponieważ barwa Radka - tak bardzo jednostajna - męczy uszy. Ten mankament zauważyli również fani wypowiadający się w sieci, którzy doceniają krążek za muzykę, nie za wokale. Mniemam jednak, że Radek może zwyczajnie lepiej wypadać na żywo niż w studio, co wbrew pozorom nie jest niemożliwe.
Brzmieniowo trzecie dziecko stołecznych metalowców to prawdziwy smakołyk. Nieprzeprodukowane, pozbawione wszechobecnej cyfry, ciepłe i żywe nagranie. Jestem mile zaskoczony takim obrotem spraw, gdyż jak wiadomo, dziś nie stawia się na zróżnicowaną dynamikę nagrań, tylko na głośność i wstrętną kompresję. Made of Hate udało się tego uniknąć, co jest największym atutem "Out of Hate, dzięki czemu jego ogólna ocena wzrasta. Jedyne czego jeszcze mógłbym sobie życzyć, to więcej wściekłości i brutalności. Otrzymujemy sporo wirtuozerii, całkiem sporo groove, ale nie łomot który kiedyś zwykli spuszczać. Trochę szkoda.