Obudowa Vaio AR prawie nie zmieniła się od czasu debiutu serii AR11. Mimo to nie starzeje się z upływem czasu. Mamy tu dużo prostych linii i rozległych płaszczyzn. Być może dlatego laptop ten sprawia wrażenie nieco potężnego. Ciekawym akcentem jest obiegająca platformę roboczą z trzech stron chromowa listwa, która ładnie harmonizuje się z resztą obudowy.
Poważną zmianą jest rezygnacja ze świecącego lakieru. I, naszym zdaniem, jest to zmiana na lepsze. Wszystkie czarne powierzchnie zewnętrzne mają matową fakturę. Nie tylko ograniczyło to podatność lakieru na uszkodzenia, ale i sprawiło, że elementy te są milsze w dotyku.
Platforma robocza jest sztywna od spodu i z przodu. Z tyłu pulpitu natomiast, pod ekranem, można obserwować wyraźne odkształcenia pod naciskiem. Wieko z kolei znosi naduszanie zupełnie nieźle.
Jeżeli jesteśmy już przy ekranie, należy odnotować, iż sfera jego odchylania jest ograniczona; w przypadku komputera używanego przede wszystkim na biurku nie powinno to jednak doskwierać. Bardzo ciekawie rozwiązano mechanizm zamykający. Co prawda zawiasy są umocowane w sposób klasyczny, podczas otwierania ekran przesuwa się nieco do przodu. Funkcjonuje to bardzo elegancko i dość widowiskowo.
Poza ewentualnym nieznacznym kiwaniem się klapy po korekcie ustawienia, zawiasy dobrze trzymają ją w nadanej przez użytkownika pozycji. Mechanizm ryglujący sprowadza się do jednego zatrzasku wyskakującego z platformy roboczej. Zaletą tej koncepcji jest to, że żadne haczyki czy inne takie nie psują harmonijnej linii obudowy. W praktycznym użytkowaniu wychodzą jednak pewne jej mankamenty, jako że zatrzask nie potrafi zablokować klapy absolutnie pewnie z lewej strony. No ale znów: w przypadku laptopa typu DTR nie ma to większego znaczenia.
Na pierwszy rzut oka sprzęt ten wydaje się wykastrowany ze złączy. Widzimy tylko parę portów USB (w tym dwa umiejscowione dość niewygodnie w przedniej części prawej ścianki), oraz gniazda audio i blokadę Kensingtona na lewym boku. I to ma być wszystko?
Dopiero po bliższym przyjrzeniu się odkryjemy jednak na prawej burcie klapkę, za którą kryją się gniazda LAN i modemu. No ale gdzie, u diaska, są wszystkie złącza obrazu?
Odpowiedź: klapka nr 2, ulokowana bezpośrednio przed tą pierwszą. Za nią znajdziemy szereg interfejsów, a mianowicie: wyjście VGA, S-Video, HDMI, FireWire oraz port AV. Tym samym zadowolone spełnione zostają wszystkie wymogi stawiane laptopowi multimedialnemu.
Generalnie ta szopka z zamykaniem przyczynia się do przydania eleganckich kształtów Vaio AR51M. Z punktu widzenia funkcjonalności pewne wątpliwości budzą wysunięte porty USB, a możliwość korzystania z licznych interfejsów na prawym boku jest dość ograniczona.
Rozwiązanie to niesie ze sobą następujący przekaz: "Możesz do mnie przyłączyć wszystko, byle na krótko". Po uporaniu się z pracą zamykamy klapkę i przywracamy komputerowi stylowy wygląd.