Hektor.
Może starsi z Was pamiętają ten album, z kolesiem na okładce, który wygląda jak Rambo, hehe – cóż, akurat wznowienie ukazało się już z innym coverem. Osobiście nie przepadam za takimi zmianami, lubię wznowienia, w których nie zmienia się okładek, nie remasteruje i tak dalej, hehe. Ale koniec końców, najważniejsza jest muzyka. A do tej na „The Inner Dementia” nie można się przypieprzyć. Na krążku znajduje się dziesięć numerów, które znalazły się na oryginalnym wydaniu, a także cztery remixy przygotowane specjalnie na wznowienie. Hektor parał się technicznym thrash metalem, z pewnymi inklinacjami w stronę death metalu – i czynił to bardzo dobrze! Masa połamanych riffów, zmian tempa, surowa produkcja, siłowy wokal – to cechy charakterystyczne wielu zespołów z tamtego okresu na polskiej scenie, tak samo rzecz ma się i z Hektor. Dobre jest w tej muzyce to, że dzięki zróżnicowaniu kompozycji, połamaniu patentów można słuchać tego albumu przez długi czas i w ogóle się on nie nudzi. Jeśli miałbym rzucić jakieś nazwy, do których można by porównać muzykę Hektor mógłby to być Hellwitch, wcześniejszy Voivod, ale także Sepultura z okresu „Beneath The Remains” na przykład czy chwilami Imperator. Czyli bardzo dobrze! Nieźle wypadają też remiksy. No i na osobne brawa – naprawdę duże brawa – zasługuje wydanie „The Inner Dementia”. Wewnątrz bookletu możecie przeczytać obszerną biografię zespołu autorstwa Wojtka Lisa, opatrzoną mnóstwem zdjęć i komentarzami osób związanych ze sceną metalową przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Doprawdy, nie powinniście sobie odpuszczać zakupu tego krążka!
Po „The Inner Dementia” słychać, że Hektor był zespołem z ambicjami i potencjałem. A że historia nie potoczyła się tak jak powinna… Życie. Poszukajcie ich nagrań. recenzja chaos vault