Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich użycie. OK Polityka Prywatności Zaakceptuj i zamknij X

HATI - "KA" - PŁYTA TORUŃSKIEGO ZESPOŁU

04-06-2014, 22:13
Aukcja w czasie sprawdzania była zakończona.
Cena kup teraz: 14.90 zł     
Użytkownik sakisrouvas
numer aukcji: 4284708287
Miejscowość Toruń
Wyświetleń: 3   
Koniec: 04-06-2014, 21:32

Dodatkowe informacje:
Stan: Nowy
Liczba płyt w wydaniu: jedna

info Niektóre dane mogą być zasłonięte. Żeby je odsłonić przepisz token po prawej stronie. captcha



nr tytuł
1 Wnijdź
2 Trans Muzik
3 Bön Gongs and Bowls
4 Moondrone
5 Ka
6 Industrial Régime
7 Lullaby for Somnambulist
8 Aleph

HATI „KA” to zapis studyjny z 2008 r. - nieustannie ewoluującej muzyki i orientacji artystycznej grupy, nagrany tradycyjnie – na żywo, w naturalnym środowisku akustycznym (tym razem to jedna z sal Muzeum Etnograficznego w Toruniu), przy użyciu instrumentów akustycznych i łączący odległe echa industrialu z elementami swobodnej improwizacji oraz wpływami dronowej minimal music. HATI wydobywa z głębin muzykę tajemniczą i całkowicie instrumentalną, świadomie używając dźwięku jako narzędzia komunikacji. Nie tracąc swoistej, medytacyjno-rytualnej aury, muzyka HATI nabrała na „KA” cech nieco awanturniczej „freely improvised trance drone music”, pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji i dynamicznej dramaturgii, nieprzewidywalnej dźwiękowej opowieści.


Muzycy i instrumenty na płycie “KA”:

Rafał Iwański: chinese gongs, thailanese gong, tam-tam, steel barrel, metal disc, spin spark shaker, sleigh bells, guiro shaker, shell, rattles, chains, indian bells, steel lid, cymbal, wooden pipe

Rafał Kołacki: chinese gong, steel gongs, tam-tam, steel barrel, bass drum, spin spark shaker, caxixi, rainstick, rattles, aluminium plate, spring drum, chains, friction, wooden pipe

Dariusz Brzostek (utwory 1, 3, 4, 5, 6, 7): harmonium, rainstick, singing bowls, wah-wah tube, chinese gong, rattles, chain


Recenzje płyty „KA”

„Toruńskie HATI to najoryginalniejsza formacja jaka pojawiła się na polskiej scenie w nowym wieku. Imponują też konsekwencją, która owocuje nieustanną falą koncertów i wydawnictw. Zespół zaistniał na przecięciu minimal music i industrialu, ale w gruncie rzeczy ich muzyka to po prostu dynamiczne rzeźby dźwiękowe zgłębiające wymiary psychoaktywnych brzmień. Testowali wszelakie instrumenty perkusyjne, korzystając równocześnie z odpadów przemysłowych, jak i okazów etnicznych spoza kultury Zachodu. Na ̶
2;Ka”, HATI w składzie poszerzonym do tria stawia na różnorodność. Są tu subtelne studia brzmieniowe, których inwencja i bogactwo może zawstydzić wolnych improwizatorów i producentów elektroniki. Są też monumentalne transy, sugestywnie kreujące aurę rytuału. Wrażliwi na najdrobniejsze niuanse dźwięku, HATI budują potężną dramaturgię. Angażują uważnego słuchacza bez reszty i pozostawiają go w inspirującej sytuacji tajemnicy i niedopowiedzenia.”
Rafał Księżyk, MACHINA, 6/2009
„Toruński duet od ośmiu lat podąża własną transową i akustyczną (z małymi skokami w bok ku elektronice) ścieżką. HATI parało się muzycznym złomiarstwem na długo przed tym, jak w kwestii gry na metalowych śmieciach oświecił Polskę TVN. Moda na quasi-industrialową muzykę zapewne niewiele pomoże temu docenianemu w Europie zespołowi. Tym bardziej że najnowszy, nagrany z gościnnym udziałem Dariusza Brzostka album KA to krok w kierunku muzyki mniej poukładanej. Charakterystyczną dla siebie atmosferę muzycy budują na stalowych i aluminiowych odpadach, łańcuchach, gongach, dzwonach, bębnach z rozmaitych stron świata, grzechotkach, etnicznych piszczałkach - naliczyłem 25 instrumentów. Na KA pierwiastek rytualny góruje nad medytacyjnym. W nagraniach zarejestrowanych podczas sesji typu "na żywo w studiu" muzycy ujawniają nieodkrywane wcześniej pokłady energii i  improwizatorskiej inwencji. Głębokie drone'y gongów przegryzają się z rozpryskującym, nieczystym brzmieniem złomu. Doskonała metalowo-akustyczna odtrutka na wylewający się obficie zewsząd botoks i silikon.”
Jędzej Słodkowski, GAZETA WYBORCZA (cojestgrane), 19.06.2009

„No i mamy nową płytę HATI. Oczywiście trudno się spodziewać, że panowie nagle zrezygnują z gongów i zaczną grać dance-punka… Jest jak zwykle rytualnie, transowo, mistycznie i drone’owo. Tym razem jednak więcej tu miejsca na improwizację, szczególnie, że płytę nagrano tradycyjnie na żywo. Jeśli dotąd ich nie znacie, to szybko się ogarnijcie – HATI to pierwsi perkusjonaliści III RP (czy V już może?). Bo jeśli ktoś ma na koncie wspólne występy z legendarnym Z’EVem, to zamieszanie wokół niego raczej nie jest przypadkowe…”
Paweł Waliński, PULP, 5/2009

„Nowa płyta HATI - nowy skład. Do duetu Iwański/Kołacki dołączył Dariusz Brzostek, który udziela się w sześciu z ośmiu utworów. Główną zmianą, jaką wprowadza do brzmienia zespołu jest harmonium, które zapewnia podłoże dla innych dźwięków. Na szczęście jest ono odpowiednio dawkowane, nie mamy do czynienia z bezkresami łatwego dronowania. Nowy członek jest raczej kolejnym elementem pasującym do układanki, niż nową zmienną (i to nie zarzut - wręcz przeciwnie). Mimo pewnej ewolucji, w tej muzyce ciągle ważny jest rytm, czego nie zwiastuje pierwsza kompozycja. Ze swoim morsko-leśnym szemraniem mógłby być wstępem do jakiegoś delikatnego fińskiego freak-folku. Innym skojarzeniem jest 23 skidoo, zwłaszcza początek "The Culling is Coming", który przypomina się podczas wciągająco rozbujanego, wielowarstwowego, 14-minutowego "Moondrone" (może też jakieś mrugnięcie w kierunku Moondoga?), który stanowi centrum albumu. Następujący po nim utwór tytułowy ze swoją (cofniętą jednak) ścianą metalicznych szmerów odwołuje w okolice "Works for Scrap Metal". To zresztą robi też kolejny, "Industrial Règime" przez wykorzystanie łańcuchów do grania. Po nich nieco spokojniejsze utwory: opierające się na harmonium "Lullaby for Somnambulist" (trudny gatunek z pewnością) i najbardziej powietrzne "Aleph". Choć dostrzegam logikę w budowaniu dramaturgii i całościowej narracji albumu, to jednak wydaje mi się on odrobinę za długi (63 minuty). Ale to tylko mały minus, który nie ma wielkiego znaczenia wobec satysfakcji, jaką daje ta muzyka. Zwraca uwagę bogactwo faktur, które nie przygniata jednak rytmicznej ruchliwości.” Piotr Tkacz, www.nausznie.blogspot.com

Ledwo HATI wydało długą płytę dla Beast Of Prey, a my już możemy cieszyć się kolejnym materiałem tej toruńskiej formacji. Płyta nazywa się "Ka" i została wydana własnym sumptem. Pomyliłby się jednak ten, kto stwierdzi, że "Ka" to w prostej linii kontynuacja "Die Mechanik, Die!". Tam było mroczno, duszno... darkambientowo. Tutaj z kolei HATI brzmi bardziej rytualnie (choć to akurat zawsze cechowało muzykę projektu), ale również zdecydowanie plemiennie, pierwotnie. W pierwszym utworze delikatne dzwonki imitując odgłos cykad wprowadzają taki właśnie, rzekłbym animistyczno-szamański nastrój, który nie opuszcza słuchacza aż do ostatniej minuty "Ka". W drugim utworze robi się dynamiczniej, a potem na zmianę. Przez to płyta cały czas trzyma w napięciu, cały czas w powietrzu wisi coś gęstego... normalnie napisałbym "jak smoła", ale że całość ma wydźwięk totalnie acywilizacyjny, napiszę "jak żywica"... Dość jednak żartów. Od czasu do czasu płyta wybucha pierwotną energią, jak w drugim "Trans Muzik" budzą się we mnie jakieś atawistyczne instynkty... Jakbym trzecim okiem widział swojego prapra- (do entej potęgi) dziadka buszującego z kawałkiem gnata po dżungli i oddającego cześć Księżycowi. Wyrywa "Ka" umysł z okowów rzeczywistości - i o to chodzi, oby tak dalej. Krótka to recenzja, bo po prostu czasem słów mi brakuje żeby trafnie opisać to, co dociera do mnie z głośników. A w przypadku "Ka" najlepiej "nausznie" się o wszystkim przekonać, bo żadne słowa w pełni tego nie oddadzą. Na koniec wspomnę jeszcze że podobają mi się tytuły poszczególnych utworów z "Wnijdź" i "Lullaby for Somnambulist" na czele.