Polskie płyty, na których gościnnie pojawiły się postaci pokroju Afu-Ry można policzyć na palcach jednej ręki. Wydaje się, że jeśli dodatkowo bardzo udany numer z jego zwrotką i znakomitym refrenem Mioda, promował album wsparty świeżym i pomysłowym klipem, to niemożliwe jest, by został on przespany i przegapiony.
A jednak - niemożliwe istnieje, i trzeci krążek łódzkich weteranów, mimo wysokiego poziomu i znakomitej produkcji, minął się z odpowiednim zainteresowaniem, a pocisk Kuloodpornych chybił celu.
Warto przypomnieć go sobie właśnie teraz, gdy za oknem robi się coraz cieplej. Bowiem kolorystyka okładki nie kłamie - Soundsystem to bardzo miła dla ucha i ciepła, energetyczna bomba. Postarali się o to tacy producenci, jak Bober, Matheo, Spinache czy WDK, dostarczając podkłady soczyste, klasyczne, ale zarazem nowoczesne, dobrze brzmiące i pełne letniego kopniaka. Bober przynosi pozytywny vibe i eastcoastowe w klimacie, sprawnie pocięte sample; Matheo dokłada trochę surowości i mainstreamu, a Spinache - relaks, giętkość i miękkość brzmienia. Wszystko znakomicie się uzupełnia.
Obie rapowe połówki Familii HP także poszły do przodu. Wprawdzie nie są i nie będą raczej mistrzami mikrofonu, powalającymi konkurencję flow czy techniką, ale nadrabiają to czym innym - charyzmą, doświadczeniem i treścią. W jednym miejscu, w ciekawy sposób, opisują przeciętny dzień rapera, a gdzie indziej - z humorem - przedstawiają rytuał wizyty w zakładzie fryzjerskim, by na koniec zwierzyć się z trudności w zestawieniu zajawki z brakiem czasu i prozą życia. Thomass, dzięki dobremu głosowi, od zawsze brzmiał pozytywnie. Tutaj, względem Miejskich Wibracji, poprawił flow, i słucha się go naprawdę przyjemnie. Natomiast Oxy rozwinął się tekstowo, rzuca na bit sporo celnych refleksji, a także potrafi rzucić konkretnym i soczystym wersem, jak "Przez te wszystkie lata w wiele miejsc zdążyłem trafić/Jestem pewien, że miałbym teraz szóstkę z geografii", w numerze W Trasie, opisującym koncertowe wojaże.
Ta płyta to żaden przełom, ale nad wyraz przyjemna i miła w odsłuchu porcja ciepłego, klasycznego rapu, stawiającego raczej na treść, charyzmę i doświadczenie, niż sportowe gonitwy. Przez negatywne - moim zdaniem niezasłużone - nastawienie wielu osób do umiejętności głównych autorów, album przeszedł bez odpowiedniego echa - ale dajcie mu szansę, a się nie zawiedziecie. Na majowo-czerwcowe upały - jak znalazł. Jeśli nadal nie wierzycie, to niech przekonają was dwa singlowe teledyski:
http://www.youtube.com/watch?v=-1-7Jw-R0Ec
http://www.youtube.com/watch?v=lP40-3Nx_J8
recenzja pochodzi ze Spinner.com
http://pl.spinner.com/2009/05/24/familia-hp-soundsystem-przegapifszy-6/