Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich użycie. OK Polityka Prywatności Zaakceptuj i zamknij X

D'HUMIAC - WIELKIE LEGENDY LUDZKOŚCI 1904

27-12-2014, 20:01
Aukcja w czasie sprawdzania była zakończona.
Cena kup teraz: 15 zł      Aktualna cena: 9.99 zł     
Użytkownik dicentium
numer aukcji: 4898614985
Miejscowość Kraków
Wyświetleń: 24   
Koniec: 27-12-2014, 19:50
info Niektóre dane mogą być zasłonięte. Żeby je odsłonić przepisz token po prawej stronie. captcha

Spis treści:

Wstęp czyli Dusza ludzka w pochodzie wieków..............5

1/ Legenda o Ramie.................25

2/ Legenda o Krysznie..............39

3/ Podanie o Prometeuszu.........56

4/ Bajka o Psyche.....................65

5/ Legenda o Czarnoksiężniku Merliwe.........81

6/ Legenda i Żydzie wiecznym tułaczu.........97

7/ Legenda o Fauście................117

8/ Legenda o Don Żuanie...........135

9/Zakończenie.................154


WSTĘP
czyli
Dusza ludzka w pochodzie wieków.



TREŚĆ:



Rozum i wyobraźnia. — Wiedza terażnicjs7a i wiedza przyszłości,—Określenie Legend. — Jak powstały w wyobraźni ludów.—Legendy poetyczne.—Legendy filozoficzne i religijne.—Legendy bohaterskie.
Doniosłość tradycyi legendowych w stosunku do tradycyi historycznej. — Wspólność pochodzenia rodzaju ludzkiego, dowiedziona piz<3z tło ogólne Legend. — Bujny rozkwit Mytów i Baji k w Indyach pierwotnych. — Blask poetyczny i duchowy charakter tych fikcyi. — Dlaczego wybraliśmy legendy D Ramie i Kryszim-? Młodość ludzkości w Grecyi. — Charakter duszy greckiej i legendy, w których znajduje ona upodobanie. — Geniusz grecki w przeciwstawieniu do geniusza hinduskiego.— Dlaczego wybraliśmy Myt o „Prometeuszu" i Bajkę o „Psyche"?
Cywilizacja Kzyraska.— Chrzcścianizm. — Legenda o „Żydzie wiecznym tułaczu".
Wieki średnie.—Ucisk religijny: strach przed Diabłem. --Legenda o „Fauście". — Wróżki; ich pochodzenie wschodnie.—
Legenda o „Czarodzieju Merlinie".—Jej historyczna doniosłość— Idealna strona Wieków średnich: rycerstwo.
Odrodzenie.-Zwrot ku starożytności.— Jakie ujście znalazły sobie nowe siły? — Legendowa postać Don Zuana odbija w sobie jaskrawą, zapalczywą, bezładną duszę epoki.
Doba współczesna.—Zanik Legend, trwanie Symbolów.
Władze, jakie ma w sobie człowiek, zdają się określać ściśle przeznaczenie jego, polegające na po-wolnem dążeniu do poznania świata, w który został rzucony i do pojęcia tajemnicy, jaka go otacza.
Dwa narzędzia badań zostały mu dane w tym celu: Rozum i Wyobraźnia. Rozum sprawdza i szereguje wydarzenia, porównywa je z sobą i usiłuje wyciągnąć z nich prawa określające. Sam o własnych siłach nie byłby w stanie jednak dojść do tego: co krok zbijają go z drogi niewytłomaczone zjawiska i powikłania, których nie może przeniknąć, zostawiając olbrzymie luki w pracy spostrzegawczości. Wówczas zjawia się na pomoc wyobraźnia i, dzięki intuicyi, chwyta w lot niedostrzegalne dla zmysłów stosunki zjawisk: dokąd rozum nie dotrze, tam wznosi się ona na skrzydłach płomienistych, rozświetlając mroki nocne. W blasku ich majaczy to, co niewidzialne, wielkie, jak przez mgłę postrzegane prawdy przyszłości, które należy dowieść.
W dziedzinie tradycyi można powiedzieć, iż rozum obowiązany jest postrzegać, sprawdzać, szeregować dzielą i odkrycia ludzkości, czyli tworzyć Historyę, — gdy tymczasem do wyobraźni należy opracowywanie; przekazywanie i stopniowe przeobrażanie Mytów i Bajek, zgrupowanych ogólnie pod nazwą Legend.
-
Co w rzeczywistości oznaczają Legendy ?
Śmiało można twierdzić, iż są to fikeye, zrodzone w zbiorowej wyobraźni ludzi, które dzięki powabnej formie, bogactwu poezyi i skłonności do symbolizowania zasłużyły, by przejść w tradycyę i pozostać w niej.
Pojawienie się tych fikcyi w oraniu myśli ludzkiej wywołały, prawdopodobnie, trzy istotne przyczyny.
Po części zrodziła je potrzeba wytłomaczenia wszechświata, jego czarów, potworności, dziwów i tajemnic. Olśniony i przerażony zjawą bytu. mózg dał ujście uwielbieniu swemu i grozie w pojęciach, i wyobrażeniach, których celem przedstawianie piękna lub brzydoty.
Z drugiej strony wywołało je wrażenie, jakie budzi w umyśle naszym objawienie dobra i zła, a także instynkt, pchający nas do wcielania zasad tego dobra i zła w siły wyższe, dobroczynne lub złowrogie.
Powstały wreszcie z nurtującej nas wiecznie żądzy wzniesienia się ponad nędzne nasze przeznaczenie za pośrednictwem olbrzymich przedsięwzięć i dzieł podniosłych, do jakich zdolne są tylko istoty urojone, silniejsze od nas.
Jak niańka kołysze i usypia niemowlę piosnką kojącą, tak wyobraźnia, ta wszechświatowa czarodziejka promienna, którą Hindusi nazwali Mayą, zdołała przytłumić rodzące się lęki ludzkości ułudą pięknych bajek: poetycznych, nadludzkich, bohaterskich.
Śpiewała jej hymny, pełne zachwytu, słodkie, nadzieją brzemienne poematy, gdzie każda wspaniałość wszechświata wcieliła się w geniusze cudotwórcze, od których szła radość i światło.
Taki był początek Legend poetycznych.
Wyobraźnia powiedziała ludzkości jeszcze, że po-
3000 lat przed naszą erą wypowiadali bramini pod wpływem nadprzyrodzonego jakby objawienia.
Nie zapuszczając się dalej w dziedzinę zagadnień religijnych, ograniczymy się na zaznaczeniu, iż w Indyach pierwotnych znalazły tak bujny rozkwit myty, bajki, symbole, iż wszystkie narody późniejsze wdychały w siebie woń tych. kwiatów niezniszczalnych. Wszystkie porywające liypotezy, wszystkie pewniki głębokie odnaleźć możemy w zarodkach przedwiekowych fikcyi hinduskich. Przeniesiony pod inne nieba, zarodek ten rozwijał się w kwiat odmienny, prawie zawsze mniej bujny i okazały. Bogactwo symboli zastępował nieraz tylko wdzięk alegoryi, wpadając, niestety, zbyt często w przeczuloną pieszczotliwość. Wspaniałe myty, których echo słabło z biegiem wieków, przerodziły się w zręczne bajki i drobne morały.
Charakter pierwotnyc legend hinduskich odpowiada bujnym swym przepj jm środowisku przyrody, w jakiem powstały, cyklopicznej, pijanej życiem,.cudotwórczej, pełnej najróżnorodniejszych i najpotężniejszych widoków, zdolnych uderzyć i zapłodnić 7yo-br^źnię ludu. Uwieńczona zawrotnymi szczytami najwyższych na globie ziemskim gór, niby koroną dya-metów, — użyźniona największemi rzekami, ozdobiona bujnem kwieciem, skąpana w woniach odurzających, ożywiona rojem fantastycznego ptactwa i innych wdzięcznych stworzeń, pokryta gąszczem olbrzymich, tajemniczych lasów, kryjących w łonie swojem groźne potwory, — bajeczna ta przyroda to orgia r sna i grozy, to złuda snu, majaczenie Boga, to p^epaśe z odbiciem chaotycznego obrazu nieskończoności w głębi.
Ona to, ta nieskończoność, obawa i lęk wobec jej bezmiaru natchnęły niewątpliwie wszystkie myty
hinduskie. Unicestwieni w rozważaniu istoty najwyższej, której dech niosło im wszechstworzenie, Aryowie stworzyli bohaterów, będących niczem więcej, jak tylko wcieleniem bóstwa. „Wszystko", mówił Kryszna do swego ucznia Ardżuny — „jest w mojej mocy, jak paciorki w mocy sznurka, który je trzyma. Jestem parą wody, światłem księżyca i słońca, wezwaniem Wed, dźwiękiem powietrza, męską energią człowieka, słodką wonią ziemi, blaskiem płomienia, wiekuistem nasieniem wszechprzyrody... Jestem wiecznością samą; jestem paleniskiem, którego płomień zwraca się na wszystkie strony; jestem śmiercią, pochłaniającą wszystko; wo mnie kiełkuje źdźbło tego, co nie poczęło się jeszcze..."
Myty hinduskie zostały zebrane prawie wszystkie w cztery olbrzymy literatury, stanowiące nietylko skarb poezyi lirycznej i bohaterskiej, lecz uznane poniekąd jako pomniki różnych stopni oświaty aryjskiej. Są to: księgi Wed, Mana-Wakastra, Karna-yana i Mahabarata.
Niepodobieństwem jest módz rozwieść się szerzej w ramach niniejszego wstępu nad każdem z tych dzieł
0 olbrzymiej rozciągłości (Ramayana równa się Iliadzie
1 Odyssei, razem wziętym; 200,000 wierszy Mahaba-raty są według Hindusów zaledwie luźnym urywkiem prawdziwej Mahabaraty, stworzonej dla użytku bogów i zawierającej 12 milionów wierszy). Przypomnijmy tylko mimochodem, że Wedy stanowią cudowne hymny religijne, sięgające 35 wieków wstecz; treścią ich potężne symbole, opiewające wielkie zjawiska ziemskie i stany dusz, wywoływane przez nie. Dodajmy,"że Mana-Yacastra czyli kodeks Manu (Manu — pierwszy człowiek) jest zbiorem prawodawstwa religijnego, moralnego i politycznego, nacechowanego podniosłą, żywą
i subtelną mądrością; nakoniee, że Ramayana i Maha-barata są arcydziełami epopei hinduskiej.
Z tych to dwóch poematów, uzupełnionych jeszcze innemi źródłami, wzięliśmy legendy o Ramie i Kry-sznie, uważając, iż poznanie ich w głównych zarysach przyniesie pewien pożytek czytelnikom. Odbija się w nich prawie cała dusza pierwotnych Aryów, pijanych poezyą i zwycięstwami (Rama) i obdarzonych cudowną intuicyą najwyższych prawd moralnych (Kryszna).
Powiedziano gdzieś, że, jeżeli dzieciństwo ludzkości upłynęło w samotnych zaciszach Himalajów i na rozkosznych nadgangesowych wybrzeżach, to świetna jej młodość przeszła w Grecyi. Tam więc w zwierciadle niezliczonych legend, jakie nam zostawił kraj Muz, należy szukać nowych snów i rojeń człowieczeństwa.
Te to Muzy niebiańskie podszepnęły Orfeuszowi w górach Tessalskich tajemnicę Liry, a także obrządków religijnych, odtwarzanych w ciągu wieków z rosnącą wciąż potęgą. Te to dziewięć sióstr roztaczały jrzed Hezyodem u stóp Helikonu czary mytów, objaśniających cuda wszechświata, pochodzenie bogów i bohaterów.
Legendy greckie różnią się zasadniczo od mytów hinduskich. Gdy duszę Aryów, objętą wirem zawrotnym wobec niezmierzonej potęgi póstwa, niepokoi lęk nieskończoności, — dusza grecka, mniej rozszalała na widok świata, poddała się prawom ścisłości, równowagi i harmonii tak w urojeniach swoich, jak w dziedzinie sztuki i wiedzy. W twórczej jej wyobraźni powstał symbolizm, który, zamiast materyalizować rzeczy duchowe,
przeciwnie, uduchowiał treść materyalną. Nie chodzi tu już o Boga, wcielonego w istoty i siły stworzenia, lecz o ubóstwienie ludzi i energii przyrody. Czem są w rzeczywistości bogowie helleńscy, nie wiele pod względem władzy wyżsi od ludzkości, zmuszeni do walki z nią, w której niejednokrotnie chytrość zastępuje oręż, a zwycięstwo omija ich często ?
Wybór wobec bezmiernej ilości mytów greckich był trudny. Podanie o Orfeuszu, synu Apollona, wielkim twórcy poezyi, muzyki i obrzędów religijnych powinno było znaleźć tu miejsce, gdyby nie to, iż, mówiąc o Krysznie, już przez to samo włączyliśmy legendę z cyklu religijnego. Zatrzymaliśmy się więc nad mytem o Prometeuszu i bajce o Psyche. Pierwszy jest w istocie swej najbardziej zaciekawiającym, ponieważ opiewa męczeństwo najpierwszego dobroczyńcy ludzkości. Drugi przyoblekł w ciało poemat duszy naszej, jej dążenia ku ideałowi, jej dostojne przeznaczenie.
Mijając kolejno stopnie umysłowego rozwoju ludzkości, dochodzimy do ery rzymskiej. Rzym, który zniszczył Grecyę i wogóle świat cały, stanowił tylko przejście dla wszechcywilizacyi europejskiej, a język jego był narzędziem, któremu późniejsze pokolenia za wdzięczają zrozumienie skarbów starożytności.
Może zadziwić czytelnika, iż z rumowisk państwa, które patrzyło na zachód słońca pogańskiego, nie uszczknęliśmy ani jednego kwiatka legend. Lecz czyż kwiat ten mógł wyrosnąć wśród umysłów, zajętych jedynie podbojami i walką ? — Czy chciwa zaborczość nie zabiła wszelkich innych porywów ? Jedynym ideałem Rzymian było panowanie nad świa-
tem i zwycięstwo narodowej dumy. Dokładnie dążenia te uwydatnia wiersz Eneidy:
Escudeut alii spirantia mollius, aera, Credo eąuidem; vivos ducent de marmore yultus, Orabuiit causas melius; caeliąue meatus Desoribent radio et surgentia sidera dicent Tu regere iniperio populos Eomane, memento; Hae cibi erunt artes, paciąue imponere morem, Parcere subjcctis et dcbellare supcrbos.
Inni z większą miękkością wyrzeźbią i rozbudzą do życia bronz, macmur, bardziej wymownie będą popierali sprawy swoje, bardziej czarująco opiszą gwiazdy błyszczące i państwa niebieskie. Ty, .Rzymianinie, pamiętaj, iż musisz ulegać krajowi, a panować nad narodami, narzucać prawo swoje zwyciężonym, oszczędzać ich, o ile się poddadzą, skuwać łańcuchami zbuntowanych i oto sztuka twoja".
(Eneida, księga 14.)
W rzeczywistości, nie można powiedzieć, aby Rzymianie nie znali sztuki, dzieła jej znajdowali bowiem wszędzie, dokąd sięgały ich spustoszenia; gardzili niemi jednak, uważając, iż mogą służyć jedynie jako rozrywka.
To też jakkolwiek cywilizacja europejska przeszła przez Rzym, nie zawdzięcza ona nic jego wojennym zwycięstwom. Co wpłynęło na nią, to raczej ta dziwna, nowa religia, której pierwszych apostołów prześladowali Rzymianie.
Powstają legendy, obfitujące w szczegóły życia twórcy owej religii, Chrystusa. Jednem z najpoczyt-
niejszych i najbardziej żywotnych podań, jakie nam przekazała ta epoka, jest historya 2 y d a wiecznego tułacza.
Rozpowszechniana po wsiach przez wędrownych roznosicieli pod postacią skargi żałosnej nad dolą biednego Żyda, który od 33 wieków aż po chwilę obecną tuła się z miejsca na miejsce, wyganiany zewsząd, — bajka ta na pierwszy rzut oka nie zdaje się mieć tej doniosłości moralnej, jaką jej przypisujemy. A jednak już sam ten rozgłos, jaki znalazła w ciągu wieków, od pierwszej chwili swego powstania (prawdopodobnie około 4-go wieku w Konstantynopolu w epoce odkrycia prawdziwego krzyża świętego) już sam ten rozgłos każe przypuszczać w niej jakąś wyjątkową siłę żywotną. I istotnie, trochę tylko zastanowić się należy, by zrozumieć, jakie bogactwa przenośni zawarła w sobie postać człowieka, współczesnego Chrystusowi, który rozmawiał z nim; postać tułacza, który patrzył na skon Syna Bożego i pierwszych męczenników, który był świadkiem upadku kolosa rzymskiego i najścia barbarzyńców, który poprzez pomrołi wieków średnich dostrzegł wspaniałą zorzę Odrodzenia, a którego dziś jeszcze, w chwili obecnej przedstawiamy, jak niegdyś gnanego z miejsca na miejsce z krzykiem bólu na u-stach, że należał do tych, co krzyżowali Chrystusa.
„Żyd wieczny tułacz" to cała karawana ludzka, wędrująca przez bezdroża w smutku i zmęczeniu, po-. nieważ wyzbyła się zasad miłosierdzia, litości, sprawiedliwości, przyczyniając się tym sposobem do ponawianego wciąż dzieła krzyżowania Boga swego. Pcha ją naprzód ustawicznie głos niezmordowany: „Idź, idź! Przekleństwo moje towarzyszyć ci będzie aż po dzień, w którym posłuchasz nauk moich. Ja to
bowiem odkryłem prawdę jedyną, mówiąc: „K o-cliajcie jedni drugich!..."
*
Ponure były te dziesięć wieków, nazwane w hi-storyi Wiekami Średnimi. Myśl ludzka zdaje się obumierać zwolna pod dławiącym strachem przed Bogiem groźnym, bezlitosnym tyranem, skazującym na przeraźliwe męki za każde najlżejsze uchybienie żądaniom władzy duchownej, za każdy śmielszy polot umysłu, który zapomniał, iż tylko do pewnych granic wolno mu się wznosić.
Poezya nie mogła wybujać w tej ciężkiej atmosferze. Władza nie miała prawa uznawać żadnych odkryć, nie zgadzały się one bowiem z zasadami Kościoła i bywały odrazu ogłaszane, jako herezya. Jedną tylko alchemię uprawiano z zaciekłością niezwykłą. Do pomocy przyszło jej czarnoksięstwo i magia, tem więcej poszukiwane, im cięższe kary groziły ich wyznawcom. Właściwie nie Bóg bezlitosny napełniał umysły grozą i niepokojem, lecz strach przed dyabłem. Władza dyabła w tym czasie znalazła daleko większe uznanie, aniżeli władza Boga, i ktokolwiek zdobył na tyle wiedzy, by zostać czarnoksiężnikiem) już przez to samo uchodził za narzędzie potęg szatańskich, gdyż słowo „czarnoksiężnik" znaczyło „sługa szatana". Stąd ta obawa a zarazem ciekawość w obec magii. Zostać czarnoksiężnikiem było skazać się na potępienie, lecz za. cenę jakichże nadzwyczajnych ziemskich korzyści! — Dowodem podanie o czarnoksiężniku Fauście, którego nie podobna było nie przytoczyć, jako najcharakterystyczniejszego obrazu zabobonów tej epoki.
Prócz czarnoksiężników i czarodziei obdarzały
I
Wieki Średnie potęgą tajemniczą także i istoty urojone, a mianowicie wróżki. Były to jednak zjawiska zbyt nadpowietrzne, zbyt czarujące i uśmiechem opromienione, by mogła je stworzyć ponura, ciężka wyobraźnia ówczesnei Europy. Wdzięczne te mamidła, lekkie, jak mgła, świeże, jak rosa poranna ze złotemi różdżkami, niby z promykami księżyca w rękach, przeszły do nas żywcem z bajek arabskich. Na mroki Wieków Średnich padło trochę umysłowego światła tylko od ludów Mahometa, które zetknęły się w tym czasie z Południem Europy. Świetne, upajające te fikcye były właściwie pochodzenia perskiego. Przeniesione do Arabii przez jakiegoś kupca z Persyi, wywierały taki podniecający wpływ, że wielki prorok wpadł w obawę, aby pod urokiem ich nie przygasły obrazy koranu. Peri i Neri oto wróżki, które odegrały niezmiernie wybitną rolę .w literaturze naszej, zwłaszcza za czasów
rycerstwa.
Urgela, Morgana, Meluzyna itd., itd., tyle uroczych legend do opowiadania! — Żadna z nich nie ma w sobie ani tyle znaczenia filozoficznego, ani tyle od-błysku duszy ludzkości, by módz zająć miejsce w tej
książce.
Jedna z nich wszakże, mianowicie legenda o Wi-wianie i Merlinie zasługuje na odtworzenie, nietylko ponieważ stanowi symbol miłości, zwyciężającej geniusz, ale także jeszcze ponieważ przepowiednie Merlina znalazły taki rozgłos, że nazwisko jego obiega większość podań z VI-go i VIII-go wieku, a nawet z czasów poprzednich. Uznano w nim proroka wszystkich wojen późniejszych i śmierci wszystkich sławnych postaci historycznych; wróżby jego były objaśniane i tłomaczone przez Alain de Lilie, jednego z najgłośniejszych po Abailardzie scholastyków. W XIV-ym
nach, pełnych chwały lub w grozą ziejących występkach, spełnianych przez jednostki, których dzieje u-siano stekiem sprzeczności, sięgają krainy bajek.
Są to awanturnicy, zdobywcy i bohaterowie, jak: Krzysztof Kolumb, który, rzuciwszy się na fale Atlantyku, odkrywa świat zachodni; Vasco de Gama, odnajdujący świat wschodni; Magellan, Ferdynand Kor-tez, Albuqueroque; Pizarro, biedny świnopas, który odkrywa Peru; admirał Doria; Gonsalvo z Korduby; Bayard, rycerz bez strachu i zarzutu. Są to książęta, pijani chwałą wojenną, jak Franciszek I, król rycerski, Karol V, cesarz potężny; Soliman, Hariaman Rudobrody, obrońcy Islamizmu Borgiowie, uzbrojeni w truciznę i oręż; Filip II, morderca synów swoich: prawego i nieprawego, ponura postać, oświetlona dzikiem blaskiem płonących stosów Inkwizycji.
Są to pracownicy myśli, jak: Savonaroła, zbuntowany przeciw władzy Kościoła; Luter, zwalający i przeobrażający dogmat; Montaigne, którego pomruk: „Co ja wiem?" — (,,Que sais-je?") unosi się nad chaosem wydarzeń; całe rodziny drukarzy: Scaligero-wie, Manucci, Estienne, a także B. Dolet; Rabelais, genialny satyryk o niewyczerpanej wyobraźni, twórca wiekopomnych typów: Panurga, PantagruelaiGargan-tui; Aretin, wynalazca pamfletu, który dał początek dziennikarstwu; Macchiavelli, komedyopisarz, historyk i polityk przebiegły; Erazm, filozof o wytwornej ironii, który zgłębia mądrość, czerpiąc ją z zestawiania maksym starożytnych i pisze: „Pochwałę głupoty", aby uniknąć braku poczytności, przywiązanego do tytułu uczonego; Tomasz Morus, utopista; Paracelsus, który w gonitwie swojej za kamieniem filozoficznym i za tajemnicą robienia złota natrafia na cynk i rtęć; We-saliusz, twórca anatomii; Herwey, wykładający teoryę
krążenia krwi; Bacon, od którego rozpoczyna się filozofia doświadczalna; Kopernik, wynalazca systemu planetarnego ; Galileusz, potwierdzający, wbrew inkwi-zycyi, odkrycie swego poprzednika.
Są to poeci, pełni czaru, jak: Ariosto, śpiewak uroczy; Tasso, rzucający w świat żałosną, poważną ąkargę; Camoens, który, uniknąwszy skutków rozbicia się okrętu, umiera w szpitalu; Cervantes, żołnierz awanturniczy, wyszydzający w Don Kjszocie przygody rycerskie; wreszcie niezrównany Szekspir, który z wyżyny desek scenicznych ciska krzyk wszystkich namiętności ludzkich, upajając bądź czarami najbujniejszej wyobraźni, bądź muzyką najrozlewniejszego liryzmu.
Są także artyści: Leonardo da Vinci, malarz, inżynier i uczony, mistrz bezprzykładnie samodzielny, którego osobą zaszczyca dwór swój Franciszek I, zapraszając również i Andrea del Sarto; Tycyan, którego pędzel magiczny podnosi z ziemi Karol V; Tin-toretto, Veronese, Giorgione i inne chwały weneckie; Rafael Sanzio, melancholijny czarodziej; Michał Anioł, budowniczy, rzeźbiarz i malarz, olbrzym, niedościgniony, łączący w sobie potęgę geniuszu z potęgą pracy i podniosłością myśli; Benvenuto Cellini, cierpliwy i uroczny pracownik; Holbein, wydarty Bazylei za cenę złota przez Anglię; Albert Diirer, którego męski rylec zatrzymują u siebie zazdrosne Niemcy,
Tyle chwały, bohaterstwa i tyle zbrodni zarazem, taki polot umysłów, takie promieniowanie sztuki: czyż to nie zjawa bezprzykładnego blasku ?
Epoka tato jakby potężne zaczarowane widowisko, zrodzone w wyobraźni najbardziej nieokiełznanych geniuszów i odegrane przez największych artystów.
To też Odrodzenie obchodzi się bez wielkich b
gend urojonych, gdyż samo przeżyło sen wspaniały. Były ono w naistotniejszem znaczeniu tego słowa erą czynu.
Jednak w drobniejszych podaniach tej epoki spotykamy postać człowieka, łączącego w sobie do pewnego stopnia wszystkich tych ludzi, których czyny, tak różnorodne, usiłowaliśmy zebrać w niniejszym szkicu pośpiesznym.
Człowiek ten, najznakomitszego pochodzenia, nie ustępujący zuchwałością swoją największym awanturnikom tego okresu, namiętny, jak bohaterowie najwspanialszych dramatów, pełen czaru, o jakim nie śniło się nawet najbardziej wzruszającym poematom, — człowiek ten, porwany żądzą czynu, która nie znalazła należytego ujścia, porwany szałem miłosnym, wywołującym pościg za nieuchwytnym ideałem, pędził życie najbezładniojsze, najruchliwsze, najrozwiąziej-sze, najpiękniejsze i zarazem najbardziej poniżenia godne, jakie wyobrazić sobie można.
Był studentem, żołnierzem, pielgrzymem, rzuconym w wir na jróżnorodniej szych przygód, przeszedł szkołę najwyższej rozrzutności, rozpusty i przewrotnej fanfaronady; popełnił wszystkie możliwe grzechy i bezbożności, puszczał się na nieopisane blużnierstwa, a skończył na pokucie w mnisim habicie.
Człowiek ten to Don Juan, najdokładniejsze odbicie epoki, rozrzucającej na prawo i lewo z nieokiełznaną zapalczywością, bez oglądania się na cokolwiek, siły swoje żywotne, epoki, która zostawiła po sobie rodzaj wizyi rozpustnej, niezrównane omamienie. Odtworzyliśmy zatem i tę legendę, mimo trudności, jakie nastręczało stręczenie jej po tylu mistrzach, którym dała natchnienie.
W okresie nowożytnym możemy już tylko zaznaczyć zanik legend. Wróżka wiedza narzuciła teraz nadprzyrodzoności cuda swoje, tłomacząc wiele zagadek, które w ciągu wieków niepokoiły ludzkość.
Niepokój ten wzrósł w zetknięciu się ze światem niewidzialnym, do którego progu dotarła wiedza, usiłując omackiem otworzyć drzwi. "W czasie tych prób niejednokrotnie jeszcze będzie musiała zwracać się do jasnowidzenia wyobraźni, aby światłem jej pochodni rozproszyć tajemnicze mroki. Nim powstaną dogmaty, wytworzą się zwolna nowe symbole, bardzo ogólnikowe, bardzo niedoskonałe, lecz przeczuciem jądra prawdy brzemienne.
Stare myty zdołały skonać, jak skonały dawne systemy filozoficzne. Jak jednak, mimo zaniku dorywczych tych systematów sama filozofia trwa, tak samo trwa potrzeba symbolizowania. W zetknięciu się ze zjawą wszechświata umysł ludzki bowiem nie może poprzestać na prostem zaznaczeniu tylko, że go widzi; poza zjawiskami szuka zasad, tworzy je i usiłuje przedstawić; fizyczne pojęcie rzeczy ulega rozdwojeniu, dopełniając się pewnego rodzaju pojęciem me-tafizycznem; wrażenia wywołują idee, czyli wyobrażenia symboliczne.
To nie ulega zaprzeczeniu; najpotężniejszy, zarówno jak i najuboższy mózg musi ulegać tym prawom, a nie zdawać sobie z tego sprawy znaczy potwierdzać tylko to, że się uprawia symbolizm, jak uprawiał molierowski Jourdain prozę, nie wiedząc o tem.
Myśli nasze podlegają określeniom słów, stanowiących drobne obrazy, drobne symbole, które przechodzą w symbol szerszy, niemniej od form językowych utrwalany w naszej pamięci. Tych wielkich symboli dostarczyły nam myty.
nas Łft i!apf^ład' ^ P°db°ie wiedz? Pochłaniają nas coraz bardziej czyż nie jest widoczne iż ł
' ^ P°db°ie wiedz? Pochłaniają czyż nie jest widoczne, iż umysły
ie: ku legendzie o Prometeuszu, który skradł oeień
swoeTPb; °PSyChe'>tÓra m?^a P^mień lamp" swojej, by rozproszyć ciemności, jakiemi chciał otoczyć się Jej boski kochanek; o Fauście i Don Juan duszach, ządz pełnych, chciwych poznania S
Należy powątpiewać, czy kiedykolwiek &^ft ZaW"raJąCe °bjaWieni
ma udzbego. Przypuśćmy raczej, iż na wzór koTuI ryt7re 7r0Sł^° ¦ Wśród S
^f ^P' taMe Hed^ś Pot^ Zfn ^on^o&a z rumowiskiem starożyt i u podstaw. J



WIELKOŚĆ 18X12CM,TWARDA OKŁADKA,LICZY 156 STRON.

STAN:OKŁADKA DB,2 KARTKI SĄ LUŹNE,BLOKI STRON SĄ POLUŹNIONE,STRONY SĄ POŻÓŁKŁE,POZA TYM STAN W ŚRODKU DB .

KOSZT WYSYŁKI WYNOSI 10 ZŁ - PŁATNE PRZELEWEM / KOSZT ZRYCZAŁTOWANY NA TERENIE POLSKI,BEZ WZGLĘDU NA WAGĘ,ROZMIAR I ILOŚĆ KSIĄŻEK - PRZESYŁKA POLECONA EKONOMICZNA + KOPERTA BĄBELKOWA.W PRZYPADKU PRZESYŁKI POLECONEJ PRIORYTETOWEJ PROSZĘ O DOPŁATĘ W WYSOKOŚCI 3ZŁ.KOSZT PRZESYŁKI ZAGRANICZNEJ ZGODNY Z CENNIKIEM POCZTY POLSKIEJ / .

WYDAWNICTWO GEBETHNER I WOLF WARSZAWA 1904.

INFORMACJE DOTYCZĄCE REALIZACJI AUKCJI,NR KONTA BANKOWEGO ITP.ZNAJDUJĄ SIĘ NA STRONIE "O MNIE" ORAZ DOŁĄCZONE SĄ DO POWIADOMIENIA O WYGRANIU AUKCJI.

PRZED ZŁOŻENIEM OFERTY KUPNA PROSZĘ ZAPOZNAĆ SIĘ Z WARUNKAMI SPRZEDAŻY PRZEDSTAWIONYMI NA STRONIE "O MNIE"

NIE ODWOŁUJĘ OFERT KUPNA!!!

ZOBACZ INNE MOJE AUKCJE

ZOBACZ STRONĘ O MNIE