Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich użycie. OK Polityka Prywatności Zaakceptuj i zamknij X

_CANON T90 OBIEKTYW 50MM F/1.8 ZESTAW LEGENDA IGLA

18-01-2012, 12:44
Aukcja w czasie sprawdzania była zakończona.
Najwyzsza cena licytacji: 455 zł     
Użytkownik pecyna1992
numer aukcji: 2034361104
Miejscowość Tłuchowo
Licytowało: 11    Wyświetleń: 595   
Koniec: 16-01-2012 21:51:10
info Niektóre dane mogą być zasłonięte. Żeby je odsłonić przepisz token po prawej stronie. captcha

LEGENDARNY CANON T90

 

DLA KOLEKCJONERA

 

W ZESTAWIE OBIEKTY STALKA CANON 50MM F/1.8

 

ORYGINALNY PASEK CANON

 

ORAZ ORYGINALNY SKORZANY POKOWIEC CANON T90

 

JEDYNY TAKI ZESTAW NA ALLEGRO

 

WYSYLKA KURIEREM Z UBEZPIECZENIEM TYLKO 10ZL

 

APARAT W STANIE WIZUALNYM JEST JAK NOWY  OCENIAM GO BARDZO WYSOKO GDYZ NIE MA ZADNYCH SLADOW UZYTKOWANIA POPROSTU IGLA CO WIDAC NA ZDJECIACH

JESLI CHODZI O STAN TECHNICZNY TO NIE MOGE ZA WIELE POWIEDZIEC GDYZ APARAT PO WLOZENIU BATERII DZIALA BEZ PROBELMU ALE CZY ROBI ZDJECIA TEGO NIE WIEM NIE MIALEM JAK SPRAWDZIC APARAT WYGLADA JAKBY PRZELEZAL OD NOWOSCI ALE CZY PO TYLU LATACH JESLI NIE BYL UZYWANY WSZYSTKO W NIM DZIALA TEGO NIE WIEM W KAZDYM RAZIE PRZYPOMINAM  ZE APARAT MA PONAD 30 LAT !

 

Od początku lat 70tych, kiedy to Canon postanowił pokazać światu, że Nikon nie ma monopolu na lustrzanki profesjonalne i wyprodukował oryginalnego F-1, firma wypuściła 4 serie aparatów. Pierwsza, otaczająca właśnie F-1, to takie klasyczne rozwiązania, jak na przykład EF, FTQL czy FTb. Później, w drugiej połowie lat 70tych, przyszła seria A (AE-1, AE-1P, AV-1, AL-1, A-1). Na początku lat osiemdziesiątych Canon zastąpił stale obecnego F-1 przez F-1N, a następnie rozpoczął produkcję serii T (T50, T70, T80 i T90), po których nastąpiła eksplozja serii EOS. 

Obraz, jaki przychodzi mi na myśl patrząc na serie aparatów najważniejszych firm, to okręty na morzu. Każda firma produkująca aparat profesjonalny, "okręt flagowy", robi również aparat nieco lżejszy i o bardziej amatorskim profilu, który ma mu towarzyszyć (np.: Nikon F4 i 8008s). Towarzyszem Canona F-1 był EF, a później A-1, którym, wbrew temu co myślano i w samej firmie i poza nią ze względu na ogromne, jak na tamte czasy, opieranie się na elektronice, posługiwało się sporo zawodowców. A-1 zabierano często jako drugie "body" z F-1N. Później pojawiła się seria T, ale żaden aparat z tej serii nie był w stanie zastąpić A-1 aż do chwili, gdy wypuszczono ostatni model tej serii, najlepszy i wogóle jeden z najciekawszych w historii firmy Canon oraz jeden z najbardziej znaczących dla rozwoju kształtu aparatu oraz elektronizacji funkcji sprzętu - T90.

Pomyślany dla ambitnych amatorów podbił wielu zawodowców i część z nich przestała wogóle zabierać na niektóre zlecenia F-1N. Nietrudno zrozumieć dlaczego. T90 dawał 4,5 klatki na sekundę będąc dużo lżejszym od F-1N z motorem, świetnie leżał w ręku, miał ogromną rozpiętość czasów otwarcia migawki, czasy połówkowe, świetny czas synchronizacji lampu błyskowej i niezwykłe możliwości w połączeniu z lampą 300TL, szerokie możliwości precyzyjnego pomiaru światła i można tak bez końca. A poza tym część zawodowców uznała, że jest na tyle niezawodny, że nie potrzebuje "wsparcia" innego, bardziej mechanicznego aparatu.

Ciało i krew
Kształt T90 zawsze robi na mnie wrażenie: włoski projektant Colani, jak na Włocha przystało, stworzył mu piękne ciało, to znaczy korpus. Ergonomiczny, opływowy kształt jakby wyrafinowanej nuty na partyturze. T90 leży idealnie w dłoni, a palce naturalnie trafiają na większość przycisków. Dotyczy to osób o dużych i przeciętnych dłoniach, dla których Olympus wydaje się nieco za mały; ludzie o małych dłoniach mogą uznać, że trudno im utrzymać T90. Ponadto nie jest to aparat lekki (800 gram). Pamiętajmy, że tkwią w nim trzy silniki: rozwiązanie to zdaniem Canona jest energooszczędne i podnosi sprawność poszczególnych operacji (odrębne silniki do naciągu 1. filmu, 2. lustra i migawki oraz 3. zwijania powrotnego). Ponadto w dolnej cześci aparatu znajduje się pojemnik na baterie zasilające wszystkie funkcje aparatu: cztery paluszki (baterie R6) lub akumulatory. Jest to atrakcyjna cecha: paluszki są tanie, a jeśli zainwestuje się raz w dobre akumulatory (Varta lub Panasonic są niezłe) i ładowarkę, ma się spokój na parę lat z pakowaniem pieniędzy w zasilanie aparatu. Pamiętajmy o tym, jeśli robimy dużo zdjęć. Ktoś, kto używa aparatu parę razy w roku może być całkiem szczęśliwy z litowymi bateriami 6-woltowymi, które są drogie i nie tak powszechnie dostępne. Ale, gdy robi się zdjęcia często baterie stają się bardzo kosztownym elementem zabawy. Długie ekspozycje robione na B również zużywają prąd w prawie wszystkich nowoczesnych lustrzankach.

Przyciski i pokrętło T90 leżą pod palcami: jeśli chodzi o prawą dłoń, palec wskazujący naturalnie trafia na spust migawki, przycisk do dokonywania pomiaru wielopunktowego i pokrętło wprowadzania danych, natomiast kciuk na przyciski na górze z tyłu aparatu: przycisk pomiaru światła (co pozwala uniknąć przypadkowego zrobienia zdjęcia, co zdarza się czasem przy mierzeniu światła przez wciśnięcie do połowy spustu migawki, zwłaszcza, że w T90, poza trybem pomiaru wielopunktowego, spust migawki musi być cały czas wciśnięty do pomiaru światła) oraz korygowania ekspozycji na światła lub cienie przy pomiarze punktowym; lewa dłoń może poruszać się między tyłem i przodem aparatu - z przodu nastawiamy nią ostrość i dźwignią przymykamy przysłonę do wartości roboczej dla sprawdzenia głębi ostrości i do pomiaru światła przy przysłonie roboczej (na lewo od obiektywu, patrząc od strony użytkownika), natomiast na lewo od pryzmatu z tyłu aparatu palcem wskazującym lewej ręki możemy uruchamiać przyciski sterujące różnymi funkcjami, podczas gdy prawą ręką zmieniamy wartości przy użyciu pokrętła wprowadzania danych (na górze znajdują się: przycisk zmiany trybu pracy oraz sposobu dokonywania pomiaru a ich równoczesne naciśnięcie pozwala na ekspozycję wielokrotną; z tyłu aparatu: włączenie aparatu, ręczne wprowadzanie czułości filmu oraz korekta ekspozycji, a równoczesne przyciśnięcie tych dwóch ostatnich uruchamia funkcję Safety Shift czyli zawór bezpieczeństwa).

Przyciski, które znajdują się bezpośrednio pod prawą dłonią w kieszeni zamkniętej klapką to te, które Canon uznał za rzadziej używane: wyłączanie diod w wizjerku (rozwiązanie przejęte z Canona A-1) lub podświetlanie wyświetlacza ciekłokrystalicznego na zewnątrz i w wizjerku, sprawdzanie stanu baterii, zwijanie powrotne przed dojściem do ostatniej klatki, zmiana trybu pracy motoru oraz uruchamianie samowyzwalacza. Canon T90 był pierwszym aparatem z takim rozwiązaniem (obecnie stosuje się je w aparacie EOS 1 a wydaje się, że w pewnym sensie przejęła je Minolta w lustrzankach serii Dynax xi). O ile mogę się zgodzić, że część z tych funkcji jest rzadko używana, to zmiana prędkości przesuwu filmu oraz przejście w tryb pracy samowyzwalacza wydają mi dość podstawowe i ukrywanie ich, pewnie po to, by nie zaśmiecać przyciskami zewnętrza aparatu, wygląda na zabieg trochę kosmetyczny. Ale trzeba powiedzieć, że otwieranie klapki nie jest specjalnie uciążliwe ... póki nie przyjdzie zima. Klapkę otwiera się dzięki niewielkiemu wcięciu i w grubych rękawicach nie można jej otworzyć. Rada: ryzykować odmrożenie ręki i zdjąć rękawicę lub przykleić kawałek taśmy klejącej do klapki tworząc rodzaj uchwytu, za który pociągamy otwierając klapkę. Proste? Pewnie i dlatego genialne. Ale trzeba powiedzieć, że jest to niedopracowany element konstrukcji aparatu. To samo dotyczy przycisków umieszczonych w samej kieszeni: są za małe i gruba rękawiczka uniemożliwia zmianę funkcji tak podstawowej w aparacie z szybkim silnikiem, jak zmiana trybu lub szybkości jego pracy. Natomiast pokrętło i przyciski na zewnątrz aparatu w zasadzie dają się uruchamiać nawet przez rękawicę.

Siła napędowa
T90 nie pracuje specjalnie cicho i na pewno osobie znającej modele EOS 5 (A2E w USA), 100 (ELAN) czy 1000 FN (REBEL S) wydaje się szokująco głośny. Ale cały ten hałas brzmi pewnie. Słychać, że aparat pracuje. Przesuw filmu odbywa się albo pojedyńczymi klatkami albo w sposób ciągły z wybieralną przez użytkownika prędkością 2 lub 4,5 klatki na sekundę przy użyciu integralnego motoru bez żadnych dodatkowych urządzeń (Power Drive Booster E w przypadku EOSa 1 oraz innego pojemnika na baterię w przypadku Nikona F4 robiącego z niego wersję F4S). Co ciekawe: hałas przesuwu filmu jest największy w trybie pracej ciągłej z prędkością 2 klatek na sekundę (głośniejszy niż przy 4,5 klatki) oraz przy długich czasach naświetlania, gdy ekspozycja kończy się przewinięciem do następnej klatki. Może jest to złudzenie spowodowane tym, że odgłosy różnych operacji (naciąganie migawki, jej otwieranie i zamykanie i przewijanie filmu) zlewają się przy bardzo szybkim przesuwie filmu w monotonny i mniej drażniący hałas. Ale może tkwi tu prawdziwa przyczyna konstrukcyjna. Otóż przy 4,5 klatki na sekundę motor naciągający migawkę i film obraca się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, natomiast dla uzyskania mniejszej prędkości polaryzacja zostaje odwrócona i motor kręci się w odwrotnym kierunku. Zwijanie powrotne jest dość hałaśliwe i działa automatycznie, czy chcesz tego, czy nie po 36 klatakach, lub, gdy skończy się film (jeżeli jest krótszy niż 36 klatek), zależnie od tego, co nastąpi wsześniej. Tak, po 36 klatkach; nie można zrobić 37 czy 38 jak to się udaje w wielu innych aparatach. Po prostu, gdy licznik odliczy 36 klatek włącza się automatyczne zwijanie powrotne. Jako, że ładowanie filmu odbywa się automatycznie po zamknięciu aparatu, nie można zrobić dodatkowej klatki na początku filmu. Oczywiście niektórzy specjaliści twierdzą, że to dobrze, bo próba upchnięcia jednej, dwóch lub nawet trzech klatek więcej na filmie 36 klatkowym doprowadza często do zerwania perforacji lub porysowanie filmu, a ponadto (choć problem ten nas jeszcze nie dotyczy) większość używanych na zachodzie automatów tnących i ramkujących slajdy i tak ramkuje 36 klatek, a resztę filmu wyrzuca. I rzecz, która trochę irytuje, jeśli się samemu obrabia materiał fotograficzny, albo zwija nie do końca naświetlone filmy, chcąc je w przyszłości założyć ponownie do aparatu i skończyć: T90 zwija film całkowicie do kasety. Lekarstwo? Jest, ale trzeba sporo wprawy w jego stosowaniu: otworzyć tył aparatu, gdy licznik odliczający od końca przy zwijaniu powrotnym dojdzie do zera. Aparat przestaje wtedy zwijać, ale jest to sztuczka, nad którą trzeba popracować. Kolejna niedoróbka konstrukcyjna. Niektórym modelom serii EOS (np. 1, 10S, 630) można kazać pozostawić końcówkę filmu.
 
Odliczanie
Wspaniała rzecz jeśli chodzi o licznik: są dwa- jeden na zewnętrznym wyświatlaczu ciekłokrystalicznym liczący od początku, i drugi z prawej strony wizjerka liczący od końca, z tym, że przez większość czasu podaje on tylko przybliżoną liczbę klatek pozostałych do końca filmu. Ale od dziewiątej klatki do końca liczy dokładnie i wiadomo ile jeszcze klatek mi zostało. Nieliczne lustrzanki generacji AF dysponują drugim licznikiem w wizjerze, na przykład EOS 1 (żywcem wziętym z T90), Nikon F4 czy Minolta 700si, a przecież przy ogromie elektroniki, którą dysponują nowoczesne lustrzanki wogóle nie powinny mieć trudności z odczytaniem z kodu na kasetce informacji o długości filmu. Informacja ta, jak i dane o rozpiętości tolerancji filmu na prze- i niedoświetlenie, od lat są kodowane na kasetkach a bardzo nieliczne aparaty z nich korzystają (wiadomo, że Pentax Z-1 w jakimś stopniu wykorzystuje dane o rozpiętości tolerancji filmu do ustalania parametrów ekspozycji).

Ostra głębia
Jak już wspomniałem z lewej strony (od strony użytkownika) na przodzie aparatu u dołu znajduje się suwak przymykający przysłonę do roboczej wartości. Jeśli ktoś potrafi ocenić głębię ostrości w ten sposób na pewno ucieszy się z tego, ale radość ta będzie krótkotrwała - aparat przymyka przysłonę do wartości roboczej tylko w ręcznym trybie; we wszystkich pozostałych pierścień przysłon obiektywu jest w pozycji automat i przysłona przymknięta zostaje do najciemniejszej wartości a wyświetlacze na zewnątrz i w wizjerku pokazują grożne EEEEE (Error czyli błąd).

Praca
Jako, że dane techniczne podane są na końcu nie będę ich powtarzał wyliczając wszystkie możliwe tryby pracy aparatu. Należy jednakże zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

1. Tryb B. Bardzo wygodną rzeczą jest to, że w funkcji B T90 odlicza na zewnętrznym wyświetlaczu ciekłokrystalicznym sekundy po 30 aż do 120, a jako że wyświetlacz można podświetlić wewnętrzną żaróweczką tak, że widać go w nocy, jeśli wybrany przez nas czas mieści się w granicach owych 120 sekund nie potrzebujemy zegarka - wystarczy patrzeć na wyświetlacz i w odpowiedniej chwili zamknąć migawkę.

2. Wężyk spustowy. Jak nieomal wszystkie współczesne aparaty sterowane elektronicznie (spośród obecnie produkowanych lustrzanek małoobrazkowych z automatycznym nastawianiem ostrości bodajże tylko firma Nikon pomyślala o tym, że nie każdy ma ochotę wydawać jeszcze dodatkowe kilkadziesiąt dolarów na wężyk spustowy i dwa modele, N6006 [F601] F4S mają wyjście na zwykły, stary, dobry mechaniczny wężyk spustowy) T90 wymaga specjalnego elektronicznego wężyka spustowego (Remote Switch 60 T3). Jest on dość drogi, a ponadto trudny do kupienia w Polsce. Ma blokadę.

3. Lustro. Drobiazg, który dla niektórych osób może okazać się istotny: mimo, że lustro w T90, jak w większości współczesnych aparatów, ma znakomitą amortyzację, jego uderzenie przed samym otwarciem migawki może wywołać niewielkie wibracje (szczególnie przy robieniu ze statywu zdjęć długim teleobiektywem czy makrofotografii) i dlatego przydaje się wtedy taka funkcja, jak możliwość zablokowania go w górnej pozycji przed ekspozycją (spośród obecnie produkowanych aparatów funkcję taką mają na przykład aparaty firmy Leica, Contax RTSIII, Nikony F4 i F3 oraz Pentax LX; najnowsze aparaty serii Canon EOS, np. 5, mają pewien substytut tej funkcji - można im kazać podnieść lustro na dwie sekundy przed otwarciem migawki przy korzystaniu z samowyzwalacza). Warto więc wiedzieć, że T90 takiej funkcji nie posiada ani nawet innej funkcji, która w wielu starszych typach aparatów doskonale tamtą zastępowała: przy użyciu samowyzwalacza lustro podnosiło się na samym początku jego ruchu, czyli przez około 10 sekund opóźnienia samowyzwalacza wibracje mogły się uspokoić (z obecnie produkowanych aparatów robi to na przykład Nikon FM2).

4. Ręczny tryb pracy. T90 dysponuje trybem ręcznej ekspozycji, ale ma on kilka odmian i cała sprawa jest nieco skomplikowana. Wynika to częściowo z faktu, że T90 to w pewnym sensie konstrukcja przejściowa i patrząc teraz z perspektywy lat, wydaję się być skrzyżowaniem A-1 z EOS-em 1. Na pewno stał się punktem wyjścia dla serii EOS (kształt, pewne rozwiązania) i EOS 1 wyrasta z koncepcji Canona T90. To, co jest przejściowe i, moim zdaniem, nieco wątpliwe, to sprawa przysłon. Otóż wszystkie tryby pracy aparatu z wyjątkiem B oraz Manual odbywają się przy pierścieniu przysłon aparatu ustawionym w pozycji A (nawet automatyka czasów). Stąd też bierze się pewna dwoistość: przysłony raz nastawiane są mechanicznie na pierścieniu (B, Manual), raz ich wartości wprowadzane są elektronicznie poprzez pokrętło wprowadzania danych (Automatyka czasów). I tu ujawnia się wada tego systemu: wszystko jest w porządku dopóki stosujemy sterowanie automatyczne (programy, dwa tryby automatyki, automatykę TTL z fleszem). Kiedy jednak zachce nam się przesunąć pierścień na obiektywie poza pozycję A zaczynają się niedogodności. T90, jak wszystkie Canony z wyjątkiem F-1, nie ma optycznego podglądu wartości ręcznie nastawianych przysłon. Mogę w nim nastawić tryb automatyki czasów lub przysłon przy nastawieniu przysłony bezpośrednio na obiektywie i chociaż przypomina mi o tym dioda M w wizjerku, ani trochę nie wiem, czy ustawiłem właściwą przysłonę: wartości pokazywane w wizjerku to te, które rekomenduje automatyka aparatu. A zatem i tak trzeba spojrzeć na pierścień przysłon, żeby nastawić odpowiednią wartość. Trudno powiedzieć, by praca w tym trybie była szybka. Natomiast, gdy pracujemy przy przysłonie roboczej (trzeba przesunąć dźwignię z lewej - od strony użytkownika - strony aparatu, by przymknąć przysłonę, a na wyświetlaczu na zewnątrz aparatu pokaże się symbol przymkniętej przysłony) T90 oferuje masę możliwości. Jest to niewielkim pocieszeniem dla kogoś, kto chciałby pracować szybko w trybie manualnym przy otwartej przysłonie. Natomiast jeśli pracuje się powoli (makrofotografia lub obiektywy z gwintem M42 poprez adaptor) T90 traci niewiele swoich normalnych możliwości (pamiętajmy, co się dzieje z np. Canonem EOS po założeniu jakiegokolwiek adaptora: tracimy prawie wszystko). Przy przysłonie roboczej T90 zachowuje automatykę czasów, w trybie ręcznym pokazuje w wizjerze zarówno kiedy naświetlenie będzie poprawne, jak i to, na ile wartość nastawiona odbiega od zalecanej przez system automatycznej ekspozycji. Ponadto zachowane zostają wszystkie trzy rodzaje pomiaru światła.

Jarosław Brzeziński

Canon T90 nie ma odrębnego przycisku pamięci pomiaru, ale nie znaczy to, że takiej funkcji nie realizuje. Rozwiązanie jest proste i sensowne. Pomiar punktowy i centralny są sprzężone z pamięcią pomiaru i jak długo trzymamy spust wciśnięty, tak długo pomiar jest zablokowany i możemy przekomponować obraz w wizjerze. Sygnalizuje to czerwona gwiazdka.

fotografia

T90 - praca (ciąg dalszy z wydania 1/1994) 

5. Wielopunktowy pomiar światła. System automatycznego uśredniania do ośmiu pomiarów punktowych do złudzenia przypomina rozwiązanie zastosowane w Olyrnpusie OM-4. Są to jak dotąd jedyne dwa aparaty produkowane masowo mające standardowo wbudowany system uśredniania wielu pomiarów punktowych (o ile pamiętam np. Minolta 9000 miała tę funkcję wbudowaną w dokupowaną osobno tylną ściankę). Granica ośmiu pomiarów jest z pewnością podyktowana pojemnością pamięci mikroprocesorów. Jest to przeważnie za dużo, ale w skomplikowanych sytuacjach świetlnych możliwość uśrednienia dwu do trzechpomiarów znakomicie ułatwia ustalenie ekspozycji. Oczywiście pod warunkiem, że człowiek na tyle zna się na fotografii, by wiedzieć co mierzyć.

Natomiast zasadnicza różnica między OM-4 a T90 występujew zakresie dokonywania korekcji pomiarów punktowych lub wielopunktowych na światła lub cienie. Trzeba pamiętać, że w obydwu przypadkach należy się nieco znać na kwestii pomiaru światła,a najlepiej poczytać sobie o systemie strefowym w "Żonę System" Ansela Adamsa. W OM-4 i OM-4Ti dwa przyciski o oznaczeniach "Highlight" (światło) i "Shadow" (cień) dają stałą, określoną przez producenta wartość korekcji ("Highlight"=+2,7; "Shadow" =-2,7 stopnia czasu otwarcia migawki, jako że OM-4 dysponuje automatyką czasów, w której posługujemy się w tym aparacie korekcją). Jest to w porządku, jeśli mierzy się odpowiednio "wysokie światło" i "głęboki cień" - bo one wymagają takiej korekcji. Przy światach lub cieniach o średnich wartościach będzie ona zamocna. W T90 można przyciskami "Highlight" i "Shadow" dokonywać korekty dowolnej, co pół stopnia (przysłony - w trybie TV,czasu otwarcia migawki - w trybie Av, lub wypadkowego - w Programach) aż do granic wartości dostępnych czasów otwarcia migawki lub przysłony. A zatem można łatwo korygować ekspozycjęprzy pomiarze punktowym. Jednakże w przypadku Canona musimy wiedzieć dokładnie, dlaczego daną korekcję wprowadzamy i tuznajomość Ansela Adamsa jest wręcz nieodzowna. Jest to w obydwu przypadkach - choć za każdym razem inaczej rowiązane - ułatwienie dla osób o znacznej wiedzy fotograficznej.

Obecnie nie wprowadza się do aparatów funkcji uśredniania wielu pomiarów punktowych. Może chodzić o to by, jakkiedyś powiedział niemiecki przedstawiciel Canona o apracie EOS-1, "mierzyć raz a dobrze". Dlatego system multispot Canona T90 został zastąpiony pomiarem Evaluative Canonów EOS. Jednakże pamięć aparatów jest zbyt obciążona, by "zmieścić" dodatkową funkcję uśredniania kolejnych pomiarów punktowych. Świadczy o tym fakt, że T90 wtrybie multi spot (30 sekund od dokonania pierwszego pomiaru punktowego), uruchamianym osobnym przyciskiem,nie jest w stanie wykonywać pewnych innych funkcji. Bezuruchomienia funcji "Clear" (wyczyszczenie pamięci) nie można wówczas zmienić prędkości przesuwu filmu.

Innym przykładem zubożenia aparatu EOS-1 w stosunkudo swojego pierwowzoru - T90 -jest brak możliwości dokonywania pomiaru punktowego przy błysku dedykowanejlampy błyskowej. Przedstawiciel Canona bronił się, że zewzględu na umieszczenie pod lustrem czujników autofocusa i standardowego sensora pomiaru błysku lampy przezobiektyw nie było już miejsca na fotoelement do pomiarupunktowego błysku.

6. Flesz 300TL był jak na swoje czasu dość rewolucyjny. Jeśli pamięć mnie nie myli, była to pierwsza masowo produkowana lampabłyskowa pozwalająca na synchronizację z drugą lamelką migawkii pomiar punktowy błysku światła lampy. Nie należy jednak zapominać o jej wadach, jak również o niedopracowaniach współpracyz T90, dla którego została specjalnie stworzona. Canon, podobniejak Minolta, z powodu natychmiastowego wdrażania różnych nowinek technicznych doprowadził do postępującej niekompatybilności osprzętu (zamierzonej zresztą - bo to właśnie pozwala stosować nowinki bez ograniczeń). Lampy firmy Nikon, na przykład,współpracują z różnymi modelami Nikonów w szerokim zakresie. 300TL daje pomiar światła lampy błyskowej przez obiektyw z T90i Canonami serii EOS - a zatem istnieje kompatybilność do przodu. Ale oczywiście EOSy nie mają pomiaru punktowego do flesza.Natomiast lampa ta założona do aparatu tej samej serii co T90, naprzykład do kolejnego w hierarchii (logicznie, zważywszy na numerację) T70, daje tylko błysk w trybie manualnym. T70 nie maTTL, a 300TL nie ma funkcji "zwykłej" automatyki sensorowej. Zostaje nam funkcja Mhi i Mio (obie ręczne), a na dodatek nalampie nie ma skali zależności przysłon od odległości - trzeba nosić przy sobie całą instrukcję lub choćby tabelkę.

Jak już wspomniałem niezastąpiony w pewnych sytuacjach pomiar punktowy przy błysku lampy działa w T90 tylko w połączeniuz lampą 300TL. Z tego co wiem, spośród aparatów innych firmfunkcję tę realizuje jedynie Contax RTSIII. Jest w nim ona jednak dużo lepiej rozwiązana, gdyż działa z każdą lampą, włącznie z fleszami studyjnymi. A zatem można "przedbłyskiem" sprawdzić i zapamiętać ekspozycję dla wybranego fragmentu rzeczywistości.

Kolejny problem z 300TL to kompensacja siły błysku. Obecnielampy (na przykład moim zdaniem najlepsze z produkowanych seryjnie - Nikon SB-24 i 25) mają kompensację siły błysku w stosunku do światła zastanego w zakresie od +1 do -3 stopni, co pozwalanp. na znakomite doświetlanie cieni przy zdjęciach pod światło.W 300TL (oczywiście jest to lampa nieco starsza) nie jest to takie łatwe. Można użyć kompensacji ekspozycji ale to zmieni zarównowartość błysku flesza jak i ekspozycję światła zastanego. Jedyniew trybie pomiaru punktowego błysku lampy w automatyce czasów można dokonać korekcji błysku względem światła zastanego, aleodbywa się to kosztem przysłony, a nie tak jak to być powinno - siły błysku lampy.

Jednak należy wreszcie powiedzieć o zaletach samego pomiarupunktowego błysku lampy - pozwala to na "zapamiętanie" przez system ekspozycji właściwego naświetlenia dla obiektu położonego niecentralnie, przekomponowanie i zrobienie zdjęcia dającego prawidłowe naświetlenie tegoż obiektu (szczególnie ważne przyzdjęciach np. postaci umieszczonej niecentralnie na czarnym lubbiałym tle). Odbywa się to dzięki "przedbłyskowi" (1/20 pełnej siłybłysku). Ponadto mówi nam to, czy wybrana przez nas przysłona jest wystarczająca dla właściwego naświetlenia wybranego obiektu.Wartość przysłony i czasu podana jest w wizjerze, a względna wartość ekspozycji umieszczona na analogowej skali z lewej strony wizjera, która normalnie służy do dokonywania pomiarów punktowych i wielopunktowych.

Przedbłysk, o którym była mowa, służy też do czegoś innego. Zacznijmy od tego, że lampa 300TL ma błysk podczerwieni, który kojarzy nam się z aparatami generacji autofocus. Ale Canon już dawno wymyślił system używania przedbłysku na podczerwień dla zmierzenia odległości od obiektu i ustalenia wstępnych warunków ekspozycji oraz sprawdzenia, czy obiekt znajduje się w zasięg udziałania lampy. Wszystko jest w porządku dopóki błyskamy na wprost. Gdy jednakże odchylamy (na boki, w górę) reflektor lampy, pomiar odległości byłby fałszywy. Wtedy właśnie, równieżw trybie zwykłej automatyki flesza TTL, reflektor lampy błyska1/20 pełnej mocy i sensor lampy mierzy odległość, jaką strumieńświatła będzie musiał przebyć do obiektu. Ustalanie wstępne warunków ekspozycji to dobra rzecz, jednakże - z drugiej strony -w pewnych trybach pracy 300TL z T90 do końca nie wiem jakiejprzysłony aparat użyje, bo ostateczna kalkulacja zostanie dokonana w trakcie ekspozycji.

Kolejną niedoróbką układu T90 - 300TL jest to, że nie możnaużyć funkcji TTL flesza przy całkowicie ręcznym nastawieniu zarówno czasu otwarcia migawki, jak i przysłony w aparacie. T90 masynchronizację przy długich czasach otwarcia migawki, ale tylkow trybach automatycznych, gdzie obie wartości, albo przynajmniejjedna z nich jest dobierana przez automatykę aparatu. Nie możnaobydwu wartości zastawić ręcznie, bo wymaga to nastawienia czasu pokrętłem na korpusie a przysłony ręcznie na pierścieniu obiektywu. Przy przejściu pierścienia przysłon z pozycji A na ręczne wartości 300TL przestaje mierzyć światło przez obiektyw. To znowu niedogodność wynikająca z przejściowego charakteru konstrukcji T90. Przysłony nastawia się ręcznie tylko przy całkowicie manualnej pracy lampy.


Inne cechy ważne i mniej ważne

T90 dysponuje możliwością naświetlenia jednej klatki do dziewięciu razy. Jest to zazwyczaj liczba aż nadto wystarczająca. Wielestarych aparatów miało możliwość naświetlenia każdej klatki dowolną ilość razy; co zatem zrobić jeśli zachce mi się dokonać więcej niż 9 naświetleń tej samej klatki w T90? Nie ma sprawy wystarczy zaprogramować go na 9 a po zrobieniu 8 przeprogramować go, na przykład na kolejne 9. W ten sposób można dowolną ilość razy dokonać ekspozycji tej samej klatki.

Czym jest funkcja Safety Shift, czyli zawór bezpieczeństwa? W skrócie jest to zabezpieczenie przed nieprawidłowym naświetleniem klatki z powodu osiągnięcia końca zakresu dostępnych przysłon (w trybie automatyki przysłon Tv) lub czasów otwarcia migawki (w trybie automatyki czasów otwarcia migawki - Av). Z drugiej strony jest to jeszcze jeden sposób na zwiększenie szybkościpracy aparatu. Zawór bezpieczeństwa funkcjonuje, ze zrozumiałych względów, tylko w trybie automatyki czasów lub przysłon.Działa w taki sposób, że aparat "trzyma" nastawioną przez fotografującego wartość (czasu lub przysłony) dokąd może - dopókinie wyczerpie się zakres dostępnych mu drugich, automatycznie dobieranych, wartości. Wtedy, zamiast informować o prześwietleniu lub niedoświetleniu, jak to robi normalnie, zmienia nastawionąprzez nas wartość na najbliższą, dającą już prawidłowe naświetlenie. Contax RTSIII ma taką funkcję w trybie automatyki przysłon.


Informacje w wizjerze obejmują pokazywane diodami pod polemmatówki: wartość przysłony i czasu otwracia migawki, tryb pracy (ale tylko to czy jest to tryb ręczny, czy automatyczny; nie pokazywany jest rodzaj trybu automatycznego), pamięć pomiaru, gotowość flesza i to, czy używana jest korekcja ekspozycji. Ponadtoz prawej strony znajdują się wyświetlacze krystaliczne: skala dopomiarów punktowych i wielopunktowych, pomiaru ręcznego przyprzysłonie roboczej oraz licznik klatek działający od tyłu. Zarówno wyświetlacz zewnętrzny jak i skalę wewnętrzną (normalnie iluminowaną światłem wpadającym przez specjalne okienko) możnapodświetlić wbudowaną miniaturową żarówką. Diody w wizjerzemożna wyłączyć.

Canon zastosował w serii T (dotyczy to T70, 80 i 90) wbudowaną w pryzmat baterię litową (CR1220) zasilająca pamięć, gdy główne baterie są wyjęte do wymiany lub ładowania. Jej gwarantowany okres trwałości wynosi 5 lat, ale działa ona zazwyczaj dłużej. Gdy zaczyna się wyczerpywać, czułość 100 ASA zaczyna migać i nie wolno jej zmienić - jeśli się to zrobi, trzeba po założeniu nowej baterii na nowo zaprogramować aparat. Pytanie brzmi: czy nie można było tego zrobić prościej, jak to jest w tylu innych aparatach,które obywają się bez dodatkowego zasilania pamięci? Dodajmy,że identyczne rozwiązanie ma EOS-1.

Przy intensywnej eksploatacji wychodziło na jaw, że niektóre egzemplarze, szczególnie z wczesnych serii, byty wadliwe. Najczęściejpsuł się mechanizm naciągu filmu. Aparat jest bardzo złożony, mamnóstwo elektroniki i nie należy próbować naprawiać go samemulub zlecać mechanikowi wyuczonemu na starych, prostych aparatach mechanicznych lub nawet wczesnych elektronicznych. W wielu przypadkach gdy coś się zepsuje, na wyświetlaczu T90 pojawia się słowo HELP. Ktoś, kto nie zna T90 od podszewki będzie musiał sporo pogrzebać, by znaleźć powód takiego komunikatu; możeon sygnalizować wiele różnych ustrerek.

Swingujące ceny

Czy przyjrzenie się cenom aparatu może nam coś powiedzieć ojego statusie? Z pewnością tak. Zanim spojrzymy na przekrój cenT90 na przestr