Zespół: ARATHYR
Tytuł: Curse Man's Blame
Producent: Old Temple
Format: CD
Kraj: Polska
Kategoria: Death Metal / Black Metal
Opis produktu:
"Curse Man's Blame" jest niesamowitą mieszanką nowoczesnego black i death metalu. Nietuzinkowe i odważna aranżacje. Świetna technika i brzmienie. Miażdżący przekaz i charyzma. Ostre gitarowe riffy, niszcząca perkusja, różnorodne wokale. Osiem apokaliptycznych utworów nagranych z rozmachem. Osiem anty chrześcijańskich utworów pełnych ekstremalnych dźwięków. Osiem ciosów w twarz zakłamanych. Album wydany w formacie 13 x 13 cm. Lakierowany CD. Wszystkie kopie ręcznie numerowane.
Arathyr kojarzę z dwóch materiałów demo i jednego koncertu. Jako, że jest to młoda kapela taki pogląd na sytuację w zupełności mi wystarczy. Zespół ten zostawia daleko w tyle wszystkie nieudolne projekty grające piwniczne odmiany black metalu. Progres w przypadku warszawiaków to motyw przewodni każdego wydawnictwa. A na "Curse Man's Blame" słychać wyraźnie, że kapela dążdy do wypracowania własnego stylu, który będzie ją wyróżniał spośród całej masy prostackich zespolików. Póki co wszystkie próby uważam za jak najbardziej udane, dobrze w końcu posłuchać czegoś innego, niesztampowego. Jak zwykle nie wiem czemu ociągałem się z recenzją płyty, którą sam nabyłem jakiś czas temu. Zwłaszcza, że debiut Arathyr jest krążkiem urozmaiconym na tyle, iż nie sposób przy tym materiale ziewać. Oczywiście kto oczekuje totalnego holocaustu powinien zdecydowanie sięgnąć po coś innego. Melodyka rodem z płyt Old Man's Child przy równoczesnym braku jakichkolwiek klawiszowych wybryków, to z pewnością udany zabieg (ponownie zarejestrowany "Heritage of the Damned" wypadł pod tym względem nieźle). Poza tym, gdyby ktoś nie wiedział, że w black metalu powinno również słychać basistę polecam następny w kolejności: "Rise My Pantheone" - świetny aranż, znakomita żonglerka tempami, no i kapitalnie wykonane solo. Wokalista Abominator też nie pozostaje w tyle i kiedy tylko widzi sposobność nie waha się skorzystać ze swojego bogatego zasobnika głosów. Drugim Garm'em czy innym Vortex'em on nie zostanie, ale wszelkie jego próby odskoczni od tradycyjnych growli czy skrzeków uważam za trafione i jak najbardziej udane. Na koniec dostajemy po łbie gęstym i szybkim blastem "History of Dead Time" i tak płyta się kończy. A im bliżej końca tym bardziej chcę wrócić do początku - napięcie na tym krążku budowane jest wręcz perfekcyjnie. Kazdy następny utwór zdaje się być na wyższym od poprzeniego poziomie. Bez kitu, ta płyta ma w sobie coś potężnego - pierwiastek, który potrafi zasiać w naszych umysłach odpowiedni rodzaj niepokoju charakterystyczny dla najbardziej klimatycznych black'owych albumów. (NBC.art.pl)
Lista utworów:
1. Abolish
2. Lazaret
3. Devotion
4. MADvision
5. Unfrock
6. Heritage of the Damned
7. Rise My Pantheon
8. History of Dead Time