LP. WYDANIE ROADRUNNER RECORDS 1989, NR KAT RR 9488-1. STAN OKŁADKI EXCELLENT STAN PŁYTY EXCELLENT+.
Pierwszy album Annihilatora o klasę przewyższa debiut choćby Megadeth i to nie tylko pod względem brzmienia, ale przede wszystkim pod względem samej muzyki.
"Alice In Hell" to pierwsza plyta Annihilatora, z którą się zetknąłem i najlepsze dzieło w ich dorobku. Całość zaczyna się akustycznym intro "Crystal Ann" i, jak informuje okładka, jest to "Poezja pozbawiona słów, delikatnie pobudzająca, która zabiera cię daleko poza zwykłe nuty, tam gdzie ulotne piękno Kryształowej Anny wydaje się być rzeczywistością, a nie tylko zwykłą piosenką". Utwór jest tylko uwerurą do tego, co następuje po nim - utwór "Alison Hell" jest przez wielu uważany za jeden z najlepszych utworów w historii muzyki metalowej i nie jest to ocena na wyrost. Główny riff po prostu mnie zabił, gdy go po raz pierwszy usłyszałem. Cały utwór jest tak bogaty, że jego riffami można by obdzielić kilka kawałków innego zespołu. Stawiam go w jednym rzędzie z takim dziełem jak "Hangar 18" Megadeth, a nawet "Master Of Puppets" Metalliki. Slayerowy "Reign In Blood" pozostaje w cieniu... Inne utwory nie schodzą poniżej bardzo wysokiego poziomu. Posłuchajcie sobie "W.T.Y.D.", "Wicked Mystic", czy nawiedzonego "Human Insecticide", zagranego z pasją godną Slayera.
Album jest dla mnie definicją thrashu - zawiera wszystko to, o co w tej muzyce chodzi. Świetny agresywny wokal Randy'ego Rampage'a, rewelacyjna gra Watersa na gitarze i Ray Hartmann na bębnach... Tak, to najlepszy skład w historii tej kapeli. Nigdy później nie udało już im się osiągnąć takiego spontanu, choć jeszcze wielokrotnie będą się zbliżać do wysokiego poziomui, wyznaczonego przez niedościgły geniusz debiutanckiego albumu. Album jest genialny, więc co do oceny nie mam wątpliwości.